Roksana Goly użytkownik
Seans pozostawia widza z poczuciem głębokiego niepokoju i świadomością, że zło potrafi przeniknąć przez każdą barierę.
Przylądek strachu w reżyserii Martina Scorsese opowiada mroczną historię psychopatycznego przestępcy, Maxa Cady’ego, który po wyjściu z więzienia po czternastoletniej odsiadce, postanawia zniszczyć życie swojemu byłemu obrońcy procesowemu, Samowi Bowdenowi. Cady odkrył, że adwokat zataił przed sądem kluczowy raport dotyczący rozwiązłości ofiary, co mogło drastycznie złagodzić wyrok lub wręcz przynieść mu uniewinnienie. Po odzyskaniu wolności bandyta nie szuka jednak prostej, fizycznej zemsty. Zamiast tego rozpoczyna wyrafinowaną, sadystyczną grę psychologiczną, systematycznie osaczając Bowdena, jego żonę Leigh oraz dorastającą, nastoletnią córkę Danielle w ich własnym domu i codziennym życiu.
Dzieło Martina Scorsese to bezpośredni remake absolutnego klasyka kina noir o tym samym tytule z 1962 roku, który wyreżyserował J. Lee Thompson. Co ciekawe, w nowej wersji znaleźli się wybitni aktorzy z tamtego legendarnego pierwowzoru. Gregory Peck, który w oryginale zagrał sprawiedliwego i niezłomnego adwokata Sama Bowdena, tutaj wcielił się w zupełnie inną rolę – Lee Hellera, cynicznego prawnika reprezentującego interesy Maxa Cady’ego. Z kolei Robert Mitchum, przerażający przestępca z pierwszej wersji filmu, w dziele Scorsese zagrał porucznika policji Elgarta. Pojawienie się tych ikon na ekranie tworzy wspaniały, pełen szacunku pomost między klasycznym Hollywood a bezkompromisowym kinem lat dziewięćdziesiątych.
Droga do powstania filmu była wyjątkowo kręta. Pierwotnie projekt miał wyreżyserować Steven Spielberg, który ostatecznie uznał, że historia jest dla niego zbyt brutalna, mroczna i nasycona bezwzględnym sadyzmem. W tym samym czasie Martin Scorsese borykał się z ogromnymi trudnościami dystrybucyjnymi i finansowymi po kontrowersyjnym przyjęciu dzieła Ostatnie kuszenie Chrystusa. Universal Pictures zaoferowało Scorsese układ: studio sfinansuje jego autorskie, niszowe projekty, jeśli w zamian nakręci komercyjny hit, który zagwarantuje wysokie zyski w kinach. Spielberg osobiście przekazał pałeczkę Scorsese, uznając, że jego agresywny styl i zamiłowanie do portretowania ludzkiego mroku idealnie pasują do tej opowieści. Tak narodził się jeden z najbardziej kasowych thrillerów w dorobku reżysera.
Wizualna i dźwiękowa strona Przylądka strachu to absolutne majstersztyki, które stanowią o sile tego obrazu. Na ogromny plus zasługuje muzyka, będąca genialnym przetworzeniem oryginalnej ścieżki dźwiękowej Bernarda Herrmanna (nadwornego kompozytora Alfreda Hitchcocka), którą na potrzeby filmu Scorsese na nowo zaaranżował Elmer Bernstein. Dźwięki są świdrujące, złowrogie i potęgują niepokojącą aurę z każdą minutą seansu. Kolejną zaletą są znakomite zdjęcia Freddiego Francisa oraz nowatorski sposób kadrowania. Dynamiczne ruchy kamery, nagłe zbliżenia, nietypowe kąty widzenia oraz zabawy światłocieniem mistrzowsko budują duszną atmosferę totalnego osaczenia, w której widz niemal fizycznie czuje lęk bohaterów przed nieuchronnym zagrożeniem.
Największą siłą napędową filmu są świetne role Roberta De Niro, Jessiki Lange i Nicka Nolte. Między Lange a Nolte czuć gęste, małżeńskie napięcie pełne wzajemnych pretensji i dawnych zdrad. Z kolei Robert De Niro jako Max Cady to pokaz czystego, wyrachowanego szaleństwa. Aktor przekształcił Cady’ego w biblijnego anioła zagłady, pokrytego tatuażami z cytatami z Pisma Świętego, potężnego fizycznie, a zarazem przerażająco inteligentnego. Na początku filmu, kiedy Max wychodzi z więzienia, reżyser serwuje nam genialną scenę symboliczną. Nad idącym wolnym krokiem Cadym kłębią się ciemne, złowrogie chmury zwiastujące potężną burzę. To mistrzowski zabieg wizualny, który wprost zapowiada nadchodzące nawałnice w życiu rodziny Bowdenów, sugerując, że wraz z uwolnieniem tego człowieka nadchodzi nieuchronny kataklizm, przed którym nie ma ucieczki.
W strukturze fabularnej niezwykle mocno rezonuje dramatyczny wątek dotyczący gwałtu. Ofiarą bezwzględnego psychopaty pada Lori Davis, asystentka i zarazem bliska znajoma Sama Bowdena. Cady brutalnie ją atakuje w niezwykle drastycznej scenie. Najbardziej porażający w tym wątku jest fakt, że przerażona kobieta kategorycznie nie chciała zgłosić gwałtu organom ścigania. Czuła ogromny wstyd, a przede wszystkim wiedziała, że w sądzie jej życie prywatne zostałoby zniszczone przez system prawny, z czego Cady doskonale zdawał sobie sprawę. To obnaża bezsilność jednostki w starciu z wyrachowanym manipulatorem.
Film ma też wyraźne wady. Na minus zasługuje przesadzona końcówka, rozgrywająca się podczas burzy na barce. W tych finałowych sekwencjach Max Cady zachowuje się jak niezniszczalny człowiek, który przeżywa podpalenie, utonięcie i uderzenia ciężkimi przedmiotami, co drastycznie odbiera filmowi wypracowany wcześniej realizm psychologiczny. Osobne, niejednoznaczne odczucia budzi postać Danielle Bowden. Jako widz miałam poważny problem z rolą Juliette Lewis. W niektórych scenach dziewczyna była irytująca, infantylna i sztuczna w swojej nastoletniej naiwności. Z drugiej jednak strony, w słynnej scenie ze szkoły z Robertem De Niro, rozgrywającej się w pustym audytorium teatralnym, było w niej coś niesamowitego, magnetycznego i przerażającego zarazem. Ciekawe są kulisy powstawania tej sceny. Całe spotkanie Cady’ego z Danielle zostało w niemal stu procentach zaimprowizowane przez aktorów. Martin Scorsese zmienił pierwotny plan dynamicznego pościgu na psychologiczną, intymną grę w uwodzenie. De Niro i Lewis nie mieli sztywnego scenariusza, a słynny, głęboko niepokojący gest, w którym Robert De Niro wkłada swój kciuk do ust młodej aktorki, był jego całkowicie spontanicznym pomysłem, na który Lewis zareagowała autentycznym zaskoczeniem. Scenę tę nagrano w zaledwie trzech dublach, a w gotowym filmie wykorzystano ujęcie pierwsze.
Przylądek strachu to udana próba dekonstrukcji amerykańskiego mitu bezpiecznej rodziny i stabilnego prawa. Seans pozostawia widza z poczuciem głębokiego niepokoju i świadomością, że zło potrafi przeniknąć przez każdą barierę. Przeżyta trauma na zawsze zmienia strukturę psychiczną bohaterów, co idealnie podsumowują słowa córki Bowdenów: „Nic już nie będzie tak, jak przedtem, kiedy się zjawił. Żyjąc przeszłością, co dnia po trochu umierasz. Ale jeżeli chodzi o mnie, to wiem, że wolę żyć.”
Takiego De Niro jeszcze nie widziałam. Czapki z głów dla jego maniakalnej gry aktorskiej.