Logan: Wolverine 7.3

Zmęczony życiem Wolverine czuje się zagubiony w świecie, w którym zdziesiątkowani mutanci X-Men żyją na marginesie społeczności ludzkiej. Jego mentor Charles Xavier (Patrick Stewart), znany jako Profesor X, przekonuje go, by wziął udział w ostatniej misji, w której stawką jest życie młodej dziewczyny, jedynej nadziei rasy mutantów.

Recenzje

Logan: Wolverine to film z pazurem... niejednym. Rytmicznie opowiada konwencjonalną historię o poczuciu osamotnienia, utracie ideałów i różnym rozumieniu słowa "inny". 6

Marvel znowu uderzył. Ciosy są dosyć przewidywalne, ale realnie dotkliwe. Nie dlatego, że Logan: Wolverine film boli, tylko dlatego że w swojej kategorii wagowej jest udany. Kino lubi patrzeć jak człowiek się rozpada, a tutaj na dodatek dna dotyka superbohater.

Konwencja jest dosyć odważna i nie bawi się w ciuciubabkę od początku. Wolverine przestaje wierzyć w komiksy, których bohaterem sam jest. Bohater ma wypalenie zawodowe w pewnym sensie, chociaż w przypadku mutanta, to chyba coś więcej. Dla niego, ich wcześniejsze działania kolektywu, w który przestał wierzyć zaczęły być wciskaniem się w lateks i udawaniem, że świat ich potrzebuje. Jest w tym mnóstwo nostalgii, rezygnacji, dosyć uniwersalnej, która nie musi dotyczyć wcale tylko postaci z nadludzkimi zdolnościami, a każdego żyjącego z poczuciem jakiejś misji. Logan dużo pije i popełnia ratalne samobójstwo, nie wyciąga swoich pazurów za często, stara się by Charles brał lekarstwa, czym osłabia jego moce, a Caliban zostaje pomocą domową.

Jego plany życia po życiu (mutant w świcie bez mutantów, dziwak w świecie normalnych) zostają przerwane przez Laurę, która okazuje się być "małą Wolverinką". Niepozorna dziewczynka chce dotrzeć do Edenu, krainy w której mutanty są bezpieczne – jest tam kilku oczekujących na nią mutantów młodej generacji. Według Logana to historyjka z bajki, a mała bredzi. To będzie niepierwszy i nieostatni raz, kiedy się pomyli i nie doceni swojej córki poprzez całkowitą rezygnację i dezercję swojego idealizmu.

Fabuła jest trochę pretekstowa, by pokazać niemalże układy choreograficzne zabijania. Krwawe sceny są rytmiczne, nikt nie udaje, że mutanty to po prostu "dziwacy". Dzika zwierzyna, kiedy czuje niebezpieczeństwo i jest tropiona, potrafi ugryźć. Dla Marvelistów to koniec jakiejś epoki i początek nowej, dla laików kino spójności w nastroju, ale nie wchodzące w dialog z metaforą, raczej igra z legendami, ale w dosyć przewidywalny sposób.

Logan: Wolverine to film z pazurem…nie jednym. Drapieżny film o drapieżnikach.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie