Tony jest sprzedawcą w sklepie z farbami na Brooklynie, ale nocą przemienia się w niekwestionowanego króla tanecznego parkietu. Każdej soboty zakłada koszulę z wykładanym kołnierzem, szerokie spodnie, buty na koturnie i rusza do jedynego miejsca, w którym nie jest traktowany jak biały śmieć, ale jak bóstwo. Jednak w tle, gdzieś w ciemnościach nocy, z dala od dyskotekowych świateł i błyszczących kul, rozgrywa się dramat miłosnych zawodów, rozczarowania i przemocy. opis dystrybutora
Moja czołówka filmów z Jonem Travoltą. A usłyszeć w ścieżce dźwiękowej takie kawałki, które każdy przynajmniej raz w życiu słyszał – takie jak "Stayin’ Alive", "How Deep is Your Love" lub tytułowe "Saturday Night Fever" zespołu Bee Gees? Prawdziwa przyjemność. Najlepiej aktorsko wypada oczywiście John Travolta, tu nie ma co dyskutować. Karen Lynn Gorney jako Stephanie bardzo dobrze zagrała i nie rozumiem, skąd tak niskie noty dla tej kreacji. Pełno dramaturgii, napięcia, a zarazem wiekopomnych scen tanecznych w klubie "Odyseja 2001". Mimo nieco głupkowatych dialogów film jak najbardziej dramatyczny – bo są sceny, kiedy to się biją, że aż jeden ląduje w szpitalu, a zarazem jeden z nich skacze z Mostu Broóklyńskiego i nie wiadomo wcale, czy przeżył. Dla mnie najlepszy film taneczny wszechczasów i jestem skłonny każdemu go polecić. 8+/10
Pozostałe
Przełomowy film dla Travolty, ale nie tylko. Przełomowy jeśli chodzi o filmy muzyczne. Ten klimat lat 70-tych, muzyka Bee Gees, taniec Johnego, no i doskonałe zdjęcia, czynią z tego filmu jedno z ważniejszych produkcji filmowych.