Koniec trasy 2015

The End of the Tour

Historia pięciodniowego wywiadu pomiędzy reporterem magazynu The Rolling Stone, Davidem Lipskym a uznanym autorem Davidem Fosterem Wallace'em, którego akcja dzieje się w 1996 roku, zaraz po publikacji przełomowej powieści "Infinite Jest".

Reżyseria
Scenariusz
Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 1 zwiastun

Zdjęcia Zobacz wszystkie 8 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Jesse Eisenberg
jako David Lipsky
Jason Segel
jako David Foster Wallace
Anna Chlumsky
jako Sarah
Mamie Gummer
jako Julie
Mickey Sumner
jako Betsy
Joan Cusack
jako Patty
Ron Livingston
jako Bob
Becky Ann Baker
jako Martha
John Arden McClure
jako Klient księgarni
Jennifer Rebecka Holman
jako Klientka księgarni
Britney McKiernan
jako Klientka księgarni
Jackie Bery
jako Klientka księgarni

Fabuła

Kiedy do uznanego powieściopisarza Davida Fostera Wallace’a (Jason Segel, Sekstaśma), podczas trasy promującej nową książkę, dołącza aspirujący dziennikarz magazynu Rolling Stone, David Lipsky (Jesse Eisenberg, The Social Network), by przeprowadzić z nim wywiad, rozpoczyna się pięciodniowa, prawdziwie epicka podróż. Dwaj mężczyźni dzielą radości i ujawniają skryte słabości, odnajdując wreszcie więź, jakiej wcześniej nie zaznali. opis dystrybutora

Gatunek
Dramat
Słowa kluczowe
palenie papierosa, depresja, taniec, książka zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2015-01-23 (świat), 2016-01-20 (dvd)
Wytwórnia
Anonymous Content
Kilburn Media
Modern Man Films (współpraca produkcyjna)
Kraj produkcji
USA
Czas trwania
106 minut

Wiadomości zobacz wszystkie 1 wiadomość

Recenzje

Rozmowy niekontrolowane 9
  • 2016-01-30
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

The End of the Tour to niezależny amerykański film, który mogli oglądać niedawno widzowie podczas szóstej edycji zakończonego American Film Festival odbywającego się w Nowych Horyzontach we Wrocławiu. Opowiadający prawdziwą historię wywiadu pisarza Davida Foresta Wallace'a przez dziennikarza Davida Lipskego, obraz zawiera wszystko co najlepsze, czego można by oczekiwać od niezależnego kina czy filmów biograficznych. To idealnie rozpisana historia zahaczająca o wiele tematów i balansująca między dramatycznymi momentami a tymi lżejszymi. W końcu, film Jamesa Ponsoldta przypomniał jak niewiele trzeba, by zrealizować rewelacyjne kino. Dla samego reżysera jest to z kolei kolejny już solidnie wykonana robota po Wyjść na prostą i Cudowne tu i teraz.

Pomimo tego, że film jest oparty na prawdziwych wydarzeniach z lat dziewięćdziesiątych, nie jest szyty na film biograficzny ze standardową strukturą i tradycyjnym opowiadaniem historii postaci lub grupy postaci. Akcja dzieje się przez kilka dni i przez większość scen widzimy dwóch gości rozmawiających na różne tematy przy okazji promocji nowej książki jednego z nich. Spotkanie ze sobą tak ciekawych (i co by tu nie mówić - dziwnych) postaci jak dwójka Davidów, powoduje, że nawet najbardziej błahe rozmowy, które prowadzą ze sobą wydają się bardzo naturalne i niewymuszone. Tak też można powiedzieć o całym filmie. Jest prawdziwy i autentyczny, a postacie są z krwi i kości, bywają szorstcy, sytuacje stają się nierzadko niezręczne czy nawet odrobinę żenujące w niektórych momentach filmu.

Prawdziwy popis dają jednak aktorzy, a szczególnie Jason Segel i dotrzymujący mu tempa Jesse Eisenberg w głównych rolach. Zostali doskonale obsadzenie w swoich rolach i wspaniale współpracują ze sobą na ekranie. Czuć wyraźną chemię między postaciami i autentyczność w tej relacji. To prawdopodobnie najlepsze role w jakich widziałem tych aktorów i coś czuję, że długo tak pozostanie. Obserwowanie na ekranie połączenia ich dziwaczności i introwertyzmu z niezwykłą wrażliwością był czymś czego nie widziałem w filmie już dawno. Postacie mają swoje kompleksy i demony, które portretują aktorzy nie przesadzając jednak z manieryzmem. Nie ma więc nadekspresywnych scen z kłótniami i wykrzykiwaniem na siebie, co jest czasami bolączką "gadanych" filmów. Najbardziej emocjonalna scena między jednym Davidem a drugim pod koniec filmu odbywa się w zupełnym spokoju i ma charakter niejako katharsis dla obu stron.

Jednym z głównych motywów scenariusza autorstwa Donalda Marguliesa, opartego jest na książce Lipskiego "Although Of Course You End Up Becoming Yourself", jest rozprawianie się z mitem pisarza. David Foster Wallace odnosi się do swojego sukcesu ze szczególnym dystansem. W głębi jest dalej nieśmiałym mężczyzną, który przeżywa stres zanim wejdzie na scenę i wygłosi kilka zdań. Podobnie z konstrukcją w filmie Davida Lipskiego, który nie jest przedstawiony jako idealny dziennikarz. Nie waha się by wykorzystać nieobecność Wallace'a do pomyszkowaniu po jego domu, a w wielu rozmowach przemawia przez niego lekka zazdrość o dokonania pisarskie.

Niezwykłość tego obrazu polega na tym, że potrafi on dotknąć najbardziej fundamentalnych spraw związanych z naturą człowieka, sukcesem, stosunkiem do sławy i innych ludzi, a w następnej chwili cieszymy się razem z bohaterami z wizyty w kinie na Tajnej broni czy obżarstwem fast-foodami w drodze w samochodzie. Rozmowy na przykład o Szklanej pułapce (tej pierwszej!) czy piosenkarce Alanis Morissette są niewymuszone i bardzo codzienne. The End of the Tour to fantastyczne kino dialogu i po części drogi, które udowadnia to na każdym możliwym kroku. Jak na razie uważam nowym film Ponsoldta za najlepszy tegoroczny obraz. Zdaję sobie sprawę, że najbliższe dwa miesiące przyniosą jeszcze sporo dobrego kina (liczę chociażby na nadchodzące biografie takie jak Steve Jobs i Strategia mistrza), ale nie przeszkadzałoby mi, gdybym ten sundance'owy film pozostał na najwyższym podium. Wiem, że na pewno pozostanie w mojej głowie na długi czas.

1 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 7

Redox 2015-10-03 9

Zwiastun – Jakoś przegapiłem moment jak pojawiła się pierwsza zapowiedź tego filmu. Dopiero po dyskusji o tym filmie i dobrych opiniach na podcastie filmslash zainteresowałem się tą pozycję. Zwiastun wygląda bardzo obiecująco. "The End of the Tour" to jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie dzisiaj indie filmów.

Zobacz wszystkie 4 odpowiedzi Ukryj odpowiedzi
Quagmire Redox 2015-10-03 8

U mnie to samo, zwłaszcza nie mogę się doczekać tego jak wypadnie Jason Segel. 3 listopada wychodzi na płytach w USA.

Quagmire Redox 2015-10-20 8

Słyszałem, że Mikołaj przyszedł wcześniej i zostawił dzisiaj coś w internecie :)

Redox Redox 2015-10-20 9

Świetnie to słyszeć! Na to, że Mikołaj z tym filmem zawita do kin nie ma co nawet liczyć.

Quagmire Redox 2015-10-20 8

Jeszcze muszę sobie ułożyć wszystko w głowie, ale w pierwszym odruchu wydaje mi się, że to film o tym jak sukces zamiast leczyć depresję tylko ją pogłębia. Wallace w wykonaniu Segela bardzo chciałby być po prostu sobą, ale napotkani ludzie idealizują jego inteligencję. Świetnym przykładem jest tutaj cytat z Wikipedii o jednej z jego książek "sztandarowa powieść epoki clintonowskiej.". Sednem jest pokazanie jak typu typu stwierdzenie potrafi przytłoczyć, staje się presją, jak przerosło to zwykłego gościa który obawiał się oceniania ze strony innych ludzi, zamiast intelektualnych dysput uwielbiał "Szklaną pułapkę" i świetnie bawił się oglądając "Tajną broń" z Travoltą i Slaterem. Tak to odczytuje. Innym tematem jest przegapienie prawdziwej przyjaźni, nie zadbanie o nią w odpowiedni sposób.

Co do roli Segela, on po prostu używa ulubionych sztuczek, jest powolny, lekko naiwny, budzący ogromną sympatię dokładnie tak jak Marshall. Mamy nawet małą aluzję do "Jak poznałem Waszą matkę". Rozważania o dużych szansach w sezonie nagród pochodzą chyba od tych którzy nigdy nie traktowali go poważnie jako aktora. To pewnie herezja, ale zanim znudził się rolą to właśnie on był dla mnie najlepszym elementem swojego sitcomu, lepszym niż NPH. Dlatego nie jestem zdziwiony, że coś potrafi ani powalony jego kreacją. Eisenberg jest niewiele gorszy, ale to po prostu Eisenberg, nie powiem, że na autopilocie, ale na pewno w bardzo prostej dla siebie roli typowego Eisenberga.

Cały film oparty jest na dialogach, bohaterowie praktycznie nie zamykają ust. Nie są to błyskotliwe stwierdzenia czy cięte riposty jak u Allena, raczej typowo festiwalowe imitowanie codziennych konwersacji.

Ode mnie 7/10.

i_darek1x 2016-01-20 3

Jesse Eisenberg jak zwykle beznadziejny !Film jest nie ciekawy i tyle !

Beznickowy 2016-01-03 7

Dobry, inteligentny, ale niestety przegadany. Ciekawe, że jest to kolejny, po "Me and Earl and the Dying Girl", film z Sundance 2015, który w finałowym akcie ma wrzuconą piosenkę "The Big Ship" Briana Eno. W "Me and Earl and the Dying Girl" miała ona mocniejszy wydźwięk, stąd to Alfonso Gomez-Rejon wrócił z festiwalu z główną nagrodą.

Współtworzą