Deja Vu 7.5

Czy każdy z nas byłby zdolny wrócić w przeszłość po to, aby uratować kogoś, kto w przyszłości stanie się dla nas bardzo ważny? Czy możemy zmienić przeszłość obserwując ją w teraźniejszości i podejmując decyzje dotyczące nie tylko naszego życia czy śmierci? Niektórzy z nas są do tego zdolni.

Recenzje

Jutro może być dziś 8
  • 2008-11-02
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Każdy chce zaistnieć w świecie, pokazać coś czego jeszcze nikt i nigdzie nie widział. W dzisiejszych czasach aby zostać zauważonym musimy być oryginalni, trendy czy cool. Batalia ta przyszła do nas nagle, spadając jak grom z jasnego nieba. W kinematografii jest jak w życiu, przetrwa tylko najlepszy i najmocniejszy. Pamiętamy nieliczne filmy, pośród ogromnej ilości tego czym karmią nas producenci. A jak jest z „Deja vu”? Czy okaże się pustynną fatamorganą, a może zniewoli swoją oryginalnością?

Słowo DEJA VU pochodzi z języka francuskiego i oznacza „już widziane”, a słownikowa definicja brzmi: „odczucie, że przeżywana obecnie sytuacja wydarzyła się już kiedyś, w jakiejś nieokreślonej przeszłości (…)”. Mówiono już o tym w XIX wieku, pisał Zygmunt Freud, a teraz nastał czas na doświadczenie tego zjawiska na szklanym ekranie. W 2002 roku wybitny reżyser Steven Spielberg obdarował widza Raportem mniejszości z Tomem Cruisem w głównej roli, który swoją pomysłowością zadziwił i postawiał wysoką poprzeczkę bądź to swojej kontynuacji lub następcy. „Deja vu” nie można dosłownie powiązać z Raportem, jednak mają ze sobą dużo wspólnego, przez co są ze sobą kojarzone.

Akcja filmu rozgrywa się w Nowym Orleanie, czasu teraźniejszego, w święto Mardi Gras (ostatki). Rozpoczynająca scena ukazuje duży prom, którego pokład zabiera, jak się później okazuje, ponad 600 pasażerów. Są wśród nich całe rodziny, wycieczki szkolne oraz spora liczba amerykańskich marynarzy. Po kilku minutach od wypłynięcia łódź wylatuje w powietrze, niosąc ze sobą ogrom zniszczenia i setki niewinnych ofiar. Na miejsce tragedii przybywają odpowiednie jednostki, w celu zbadania sprawy i znalezienia winnych zaistniałej sytuacji. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi agent federalny ATF (Biuro ds. Alkoholu, Tytoniu, Broni Palnej i Materiałów Wybuchowych) – Doug Carlin (Denzel Washington) – Człowiek w ogniu, Karmazynowy przypływ). Podczas wnikliwego śledztwa jednym z głównych tropów jest ciało kobiety Claire Kuchever (Paula Patron – Hitch: Najlepszy doradca przeciętnego faceta), która pomimo obrażeń podobnych do reszty ofiar, podważa wątpliwość śmierci spowodowanej wybuchem. Staje się ona kluczem do całej sprawy, jednak powiązanie wszystkich faktów będzie bardzo trudne, co opóźnia złapanie sprawcy. Z dodatkową pomocą przychodzi agent Andrew Pryzwarra (Val KilmerGorączka, Święty) i jego tajne laboratorium, w którym przeprowadzane są badania z krzywą czasu. Dzięki temu urządzeniu mogą poznać całą przeszłość i ingerując w nią, zmieniać przyszłość, co pomaga w rozwiązaniu zagadki.

Łącząc kilka gatunków: sensacje, thriller i science fiction można stworzyć tak wybuchową mieszankę, która powoduje totalny chaos, tak zwany przerost formy nad treścią. Niemniej jednak mając za reżysera brata słynnego Ridleya Scott’a, Tony’ego Scotta (Top Gun, Ostatni skaut) można ze spokojem zasiąść w fotelu i mieć tą pewność, że film dostarczy nam wrażeń na odpowiednio, wysokim poziomie. Tony dobierając sobie aktorów, chyba z góry założył, że główna rolę zagra jakiś czarnoskóry aktor, gdyż w większości jego filmów tak właśnie jest. Dowodem są: Człowiek w ogniu, Karmazynowy przypływ (Denzel Washington), Wróg publiczny (Will Smith), Gliniarz z Beverly Hills II (Eddie Murphy), czy Fan z Wesleyem Snipesem. Dobór tych właśnie aktorów daje murowany sukces filmowi, a „Deja vu” jest tego najlepszym przykładem. Dzieło Scott’a trzyma w napięciu, a oryginalny pomysł nie pozwala widzom nawet na ziarnko nudy. Oglądając z zaciekawieniem i z niecierpliwością czekamy na zaskakujący koniec, a przyznam jest warto. Aktorzy się spisali, zdjęcia niczego sobie, mała ilość efektów specjalnych, co w sumie daje efekt dobrego kina.

Każdy z nas doświadcza zjawiska deja vu, lecz szybko o nim zapomina i żyje dalej. Z tym filmem jest jednak inaczej, bo zostawia trwały ślad w naszej pamięci. Dziś, wczoraj jest już nieważne, tak jak czas poświęcony na pisanie tej recenzji, liczy się chwila obecna i przyszłość. Pamiętajmy, że życie to nie film i jesteśmy kowalem własnego losu, z świadomością, że nie mamy wpływu na czas przeszły, a szkoda bo można by wiele zmienić i naprawić, tak jak w „Deja vu”.

3 z 6 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Wróg publiczny w zakrzywionej przestrzeni 7
  • 2007-01-07
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

"Déjà vu - odczucie, że przeżywana obecnie sytuacja wydarzyła się już kiedyś, w jakieś nieokreślonej przeszłości, połączone z pewnością, że to niemożliwe."

Najnowszy film Tony’ego Scotta pod tym tytułem nie ma jednak z tym zjawiskiem nic wspólnego, natomiast wiele z eksperymentami z podróżami w czasie. Czyli ograny w literaturze i filmie temat podany w nowy sposób. Czy interesujący? Oceńcie sami.

Jesteśmy w Nowym Orleanie w Luizianie, w Wielki czwartek 2006 roku – w jednym z tych miejsc opuszczonych przez Boga podczas szalejącej niegdyś „Katriny”. Błyskotliwy detektyw (były anioł - Denzel Washington) Doug Carlin, funkcjonariusz ATF (urzędu do spraw alkoholu, papierosów i materiałów wybuchowych) zostaje wezwany do zbadania przyczyn katastrofy promu wycieczkowego kursującego po Missisipi jak za dawnych, dobrych czasów narodzin nowoorleańskiego jazzu, w której ginie ponad 500 osób. Dzięki jego inteligencji szybko zostajemy poinformowani o tym, że tym razem nie przyłożyła się do tego ręka Boska, tylko ludzka. A konkretnie ręka Carrolla Oerstadta (były Jezus - James Caviezel), człowieka srodze nawiedzonego, choć dla widza nie jest zbytnio czytelne na co nawiedzonego.

Carlin napotyka na kluczową dla śledztwa wskazówkę w chwili, gdy znalezione zostaje ciało młodej kobiety, Claire Kuchever (Paula Patton), która niedługo przed katastrofą telefonowała do jego biura. Kolejnym krokiem Carlina będzie przesłuchanie ojca Claire, z którym miała się spotkać tego ranka, a następnie wizyta w jej domu, gdzie niczego nie dotyka, a jednak technicy penetrujący mieszkanie w chwilę po nim znajdują mnóstwo śladów jego bytności. Nasz bohater nie ma jednak żadnych przewidzeń. Nie jest to „Deja Vu” sensu stricto, tylko efekt eksperymentów naukowych z ukłonem w kierunku Einsteina i jego OTW, z tematem zakrzywionej przestrzeni w roli głównej. Dla zainteresowanych rozważaniami z zakresu fizyki teoretycznej – gratka, bowiem scenariusz (Bill Marsilli i Terry Rossio), choć nieskomplikowany i niezbyt nowatorski dostarcza rozrywki umysłom, którym sprawia przyjemność myślenie spekulatywne i rozważanie teorii zajmujących się przetwarzaniem równoległym rzeczywistości.

Zabawialiśmy się już tym motywem niejednokrotnie, między innymi w kolejnych „Powrotach do przyszłości” czy w bardziej wyrafinowanej formie w „Hypercube”. Tym razem zespół agentów FBI (Val Kilmer, Adam Goldberg, Elden Henson oraz Erika Alexander) wykorzystuje tę metodę w inwigilacji policyjnej. Aż żal bierze, że to niemożliwe poza teorią, choć z drugiej strony na pamięć tego, co znamy z "Wroga publicznego", to ciarki przechodzą po plecach, gdyby aparat państwowy posiadł takie możliwości kontrolowania swoich obywateli. No i szkoda, że scenariusz w finałowych ujęciach zgrzyta brakiem konsekwencji.

Reżyser Tony Scott, prezentujący się publiczności ze zmiennym powodzeniem, obecnie jest w dobrej formie. Tym razem powściągliwie operujący kamerą i efektami specjalnymi, co wpływa dodatnio na percepcję filmowej narracji. Dla znawców jego filmów sposób konstruowania i filmowania akcji „Deja Vu” natychmiast skojarzy się z „Wrogiem publicznym” czy „Człowiekiem w ogniu”. Dla miłośnika stylu twórcy świetnego "Top Gun", seans filmowy będzie dobrą rozrywką w doborowej obsadzie. Do tego niezła ścieżka dźwiękowa Harry’ego Gregsona-Williamsa, który powiela swój styl z „Człowieka w ogniu”, czyli to, co w nim lubię najbardziej.

Więcej nie zdradzę, jako jeden z pierwszych oceniających film mający premierę na naszych srebrnych ekranach wczoraj, żeby nie psuć zabawy.

14 z 25 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie