Sweet_Foxy użytkownik
Intrygująca fabuła to dopiero połowa sukcesu. Na drugą składa się najprawdopodobniej świetnie dobrana obsada.
Fajnie, ale co za dużo, to niezdrowo
W roku 2006 Robert Brutter, współtwórca między innymi takich hitów jak Ekstradycja i Rodzina zastępcza, i Jerzy Niemczuk wpadli na pomysł na nowy serial telewizyjny, który następnie wyreżyserował Wojciech Adamczyk.
Brutter zainspirował się prawdziwą historią Amerykanki, która zamieszkała w polskich Bieszczadach i nawet objęła tam stanowisko sołtysa. Panowie scenarzyści wymyślili zatem Lucy, obdarzyli ją dworkiem – pozostawionym w spadku przez jej babcię – i związali jej losy z piękną polską, podlaską wsią, zamieszkiwaną przez rozmaite oryginały.
Ta intrygująca fabuła to dopiero połowa sukcesu. Na drugą składa się najprawdopodobniej świetnie dobrana obsada. Ilona Ostrowska jako Lucy oraz Paweł Królikowski w roli Kusego grają bardzo naturalnie, Cezary Żak grający proboszcza i wójta prawdopodobnie wspina się na szczyty swoich możliwości, Artur Barciś gra szuję tak przekonująco, że ma się ochotę rzucić czymś w telewizor, dla Katarzyny Żak to chyba rola życia, a Piotr Pręgowski po raz kolejny udowadnia, że ma ogromny talent komediowy. Również większość innych aktorek i aktorów wypada świetnie lub przynajmniej dobrze. Do tego prosta, ale trafiona muzyka, ładne zdjęcia, niewymuszony humor, a nawet całkiem niegłupie przesłanie.
W serialu poruszano różną tematykę, zarówno lekką, jak i poważniejsze problemy (alkoholizm, zdrada, przemoc, polityka). Niektóre odcinki są bardzo życiowe, inne nieco zwariowane, ale pomysłów scenarzyści mieli co niemiara. Do pewnego momentu.
Ostatnia kwestia czwartego sezonu brzmiała: „Najważniejsza rzecz to w życiu miarę wszystkiego mieć. Za mało niedobrze, ale i za dużo niezdrowo. (…) jak się zaczęło, to i wiedzieć trzeba, kiedy skończyć wypada”. I to był naprawdę dobry moment, aby serial zakończyć. Niestety, być może presja finansowa, być może namowy telewizji spowodowały, że powstały kolejne sezony, a każdy kolejny gorszy.
Szkoda, bo zawsze lekki niedosyt jest lepszy niż przejedzenie. O ile pierwsze kilkadziesiąt odcinków śledziłam z dużym zainteresowaniem, o tyle późniejsze nie wzbudzały zbyt wielu emocji. Formuła się zgrała i wyczerpała, ale twórcy nie dostrzegli tego w odpowiedniej chwili.
uwielbiam ten serial bardzo często do niego wracam pewnie dlatego że wychowałem się w podobnej mieścinie i aktorzy świetnie zagrali swoje role zupełnie jak ludzie pochodzących z moich stron