Anihilacja 6.4

Pięć kobiet wyrusza do odizolowanej strefy, gdzie tajemnicza anomalia przemienia wszystko wokół.

Recenzje

To film o zagrożeniach unicestwienia rasy ludzkiej, który nie pogłębia tej refleksji, za to cudownie i z wielką wyobraźnią kreuje świat na poziomie wizualnym. 6

Dostajemy od Netflixa bardzo specyficzny i ekscentryczny horror fantasy oparty na książce Jeffa VanderMeera Unicestwienie w formie, w której jednak ten gatunek filmowy rzadko pod taką postacią występuje. Jest enigmatycznie, nie do przewidzenia, z oniryzmem, widowiskowo. Traktat o samozagładzie i niebezpieczeństwie wynikającym dla ludzkości z nadmiernej wścibskości, o ironio, tejże ludzkości jest o wiele bardziej spełniony w Anihilacji wizualnie, niż fabularnie i narracyjnie. Scenariusz kuleje i jednak do światów alternatywnych i antyutopijnych wizji na skalę Terrego Gilliamia brakuje pogłębienia refleksji i spełnionych zapędów filozoficznych.

Lena jest biologiem, wyrywkowo poznajemy jej historię. Straciła męża i właśnie ma okazję wyruszyć na ekspedycję do strefy X – świata, którego człowiek jeszcze nie ujarzmił. Jej podróż determinuje chęć wyjaśnienia zagadki zaginięcia jej męża podczas jednej z wypraw. Ta będzie bardzo GIRL POWER, gdyż ruszają w nią same kobiety. Każda z nich z bagażem doświadczeń i bronią w ręku, wstępuje w nieznaną krainę.

Anihilacja to skok na głęboką wodę. Od początku widać, że film, w którym świat realny z tym niedookreślonym, rządzącym się nieznanymi nikomu prawami, chce przyjąć lekką, poetycką, kołyszącą, ale równocześnie niepokojącą narrację. Niestety filmowi nie udaje się poprzez brak fantazji w scenariuszu wywołać w nas strach podsuwanymi sytuacjami, a spełnia zadanie na poziomie zaintrygowania i oczarowania – hipnotyzowania – które właśnie dla człowieka obecnego w strefie X może okazać się śmiertelne. Kraina ta ma wiele metod na wygonienia i spacyfikowanie istoty ludzkiej, pozbycia się jej ze swoich terenów. Można było poprowadzić ciekawą diagnostykę i refleksję o ingerencji człowieka i chęci panowania nad wszystkim co znajduje się na Ziemi, a nawet dalej. Jak istota ludzka sama na siebie ściąga konsekwencje walki o dominacje i poczucie bycia naczelnym, a raczej bezczelnym. Jednak film woli razem z bohaterkami „gapić” się na zjawiskowy świat, utkany z różnych scenerii, fascynujący i odstraszający zarazem.

Niestety brak pogłębionych portretów psychologicznych, pewna ckliwości postaci, nieadekwatność ich rozwoju i budowy do rozpustnej konstrukcji krainy, powoduje ogromny niedosyt i klaustrofobię. Jakbyśmy towarzyszyli dziewczynom w hardkorowym kempingu po grzybach. Rzeczy, których doświadczają nie mają takiej wagi i ciężaru przez te rozmycie i nieprzywiązanie nas do nich, jako grupy. Wymiana oczywistymi historiami osobistymi nie działa, brzmi jak granie na czas przed kolejnym zaskoczeniem widza „czymś”. I to coś może zaskoczyć, bo za każdym razem jest inne, pełne wyobraźni, ale bogactwo „atrakcji” nie idzie w parze z wielką wartością, czy poziomem dialogu. Dlatego czujemy przewidywalność, mimo tak tajemniczej przestrzeni do jakiej trafiliśmy. A ta jest najciekawszą bohaterką w historii.

Niestety, Alex Garland dekorując świat, sięga bardzo czytelnie po inne filmy o odwiedzaniu niebezpieczeństw przyszłości niezbadanych terenów. Jest tutaj mnóstwo Obcego: Przymierze, efekciarstwa, całkowicie nieudanego skoku nawet na Stalkera i to zaniża ogromnie akcje filmu. Ponieważ, w tej całej wyjątkowości kreacji, mimo podglądania innych jest po prostu mnóstwo chaosu i niezdarności fabularnej. To niestety unicestwia szansę na opowiedzenie ogromnie kreatywnej historii właśnie o unicestwieniu.

To film, który nie dryluje tematu ani światów, o których zderzeniu chce opowiedzieć. Anihilacja to taka raczej niewinna, pełna ciekawych zapachów i oparów inhalacja, niż poważna rozprawa.

1 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie