Wyklęty 6.5

Wyklęty to oparty na faktach film, którego akcja toczy się w Polsce, w drugiej połowie lat 40-tych. Jego bohaterami są członkowie zbrojnego podziemia niepodległościowego, walczący z władzą ludową o powojenny kształt Polski. Ludzie, którzy mimo olbrzymiej przewagi resortu bezpieczeństwa, wspieranego przez radzieckie NKWD, walczyli do końca o swoją sprawę.

Recenzje

Wyklęty czytelnie nakreśla historię żołnierzy, honorowo salutuje zmarłym walczącym, a ponadto pyta o moralną, fizyczną i psychiczną kondycję Lola, Wiktora oraz pozostałych towarzyszy broni. 5
  • 2017-03-15
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Z polskim kinem patriotycznym jest jak z pękniętym jajkiem – z miejsca spisuje się je na straty. Na szczęście Wyklęty nie jest aż tak zły, jak mogłyby to zwiastować trailery produkcji. Pełnometrażowy debiut Konrada Łęckiego stanowi schizofreniczny twór zeszłorocznej kinematografii wojennej – stąpając pomiędzy Wołyniem a Historią Roja, oddaje szczery hołd żołnierzom wyklętym, nie potrafi jednak obrać konkretnej ścieżki między skrajnym naturalizmem a łopatologiczną wystawą klisz rodem z kina lat '90. Twórca nie kreuje swoich bohaterów na "żołnierzyków malowanych", stawia na obiektywizm, choć jego orientacja polityczna również daje o sobie znać, na szczęście w scenach, które nie wpływają na ogólny wydźwięk produkcji. Wyklęty czytelnie nakreśla historię żołnierzy, honorowo salutuje zmarłym walczącym, a ponadto pyta o moralną, fizyczną i psychiczną kondycję Lola, Wiktora oraz pozostałych towarzyszy broni.

Trzy płaszczyzny czasowe: pierwszą stanowią partyzanckie walki w lasach i wsiach; kolejna to rok 1947, gdy ostatni żołnierze starają się przetrwać w nieludzkich warunkach, co krok nękani przez komunistyczne oddziały zbrojne; ostatnia z kolei osadzona zostaje w bliżej nieokreślonej współczesności. Konrad Łęcki sprawnie przeplata ze sobą poszczególne okresy czasowe (prócz trzeciej płaszczyzny, która wkrada się na ekran w pierwszych minutach filmu, by ostatecznie powrócić dopiero w finale Wyklętego, tuż przed napisami końcowymi – zupełnie niepotrzebnie, stanowiąc wymuszony epilog). Brak chronologiczności podkreśla trud walki i przetrwania żołnierzy oraz ich fizyczną i moralną przemianę. Ostatni walczący za wolną Polskę nie są już perfekcyjnymi ideałami, symbolami wszelkich cnót – posiadają klasyczną hierarchię wartości (Bóg, honor, ojczyzna), wygłaszają monologi, których nie powstydziłby się niejeden XIX-wieczny romantyk, lecz o wiele bliżej im do realnych bohaterów, niż przesadnych laurek rodem z Historii Roja.

Łęcki stara się podkreślić naturalizm swojej najnowszej produkcji, sięgając po chwyty typowe dla filmów Smarzowskiego, które nie do końca sprawdzają się w opowiedzianej przez niego historii. Wulgaryzmy padają tu częściej niż martwe ciała, a scen tortur na członkach WP nie powstydziłby się sam James Wan. Niestety, przez nagromadzenie bluzgów i krwi oraz skontrastowanie ich np. z ujęciami modlących się, wypadają one przesadnie, a momentami niemal komicznie. Z drugiej strony realny wydźwięk Wyklętego kłóci się z przesadnie czystymi, niemal sterylnymi mundurami żołnierzy – Lolo (Wojciech Niemczyk) nawet po dwóch latach ukrywania się w lasach posiada nienaganny, zielony strój, bez drobnej plamy czy przetarcia.

Wojciech Niemczyk wypada perfekcyjnie w roli cichego partyzanta, zmęczonego długim bojem – do momentu, w którym zaczyna wygłaszać dialogi. Nie dość, że same kwestie w Wyklętym brzmią bardziej, jakby zostały napisane dla teatru tv, niż na potrzeby produkcji kinowej, to aktor wcielający się w Lola wygłasza je aż nazbyt smętnie i znużenie. Widać, że Konrad Łęcki miał duży problem z właściwym poprowadzeniem odtwórców ról. Janusz Chabior, który mimo obecności na plakatach Wyklętego, na przestrzeni całej produkcji pojawia się zaledwie w jednej scenie, przeszarżował postać złego ministra; ilość wulgaryzmów na sekundę sprawia, że aktor parodiuje swoją rolę. Podobnie nie sprawdził się kasting na odtwórców nemezis Lola – Robert Wrzosek wraz z dwoma podwładnymi przypomina trio wyjęte z familijnych produkcji o bandzie łobuziaków (skojarzenie z Malfoyem, Crabbem i Goylem z Harry Pottera dość czytelnie obrazuje ich relacje i wzajemne stosunki). Popełnione przez nich zbrodnie nie współgrają z rysem charakterologicznym powstałym na poziomie scenariusza oraz kłócą się z naturalistyczną konwencją Wyklętego.

Sceny akcji prezentują się świetnie, uciekając od amerykańskich tendencji operatorskich. Film przybliża tło historyczne tamtych lat i skrupulatnie wyjaśnia zaistniałe przyczyny oraz skutki, nie gubiąc się przy tym w rozbiciu czasowym narracji. Niezwykle malowniczo prezentują się też sceny kręcone na łonie natury, z których składa się większość Wyklętego. Mimo kilku problemów ze scenariuszem, produkcja Łęckiego stanowi godny hołd zamordowanym żołnierzom, równocześnie odcinając się od niektórych polskich stereotypów na widowiska tego typu. Aby nie zepsuć sobie wrażeń z seansu, radziłbym wyjść z niego dziesięć minut przed napisami końcowymi – unikniecie wtedy politycznej kiełbasy i patetycznej sekwencji, która nieplanowanie przybiera formę gagu z Kapitana Bomby.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie