Rafał użytkownik
Klasyk kina akcji i science fiction, który dzięki napięciu, atmosferze oraz świetnej reżyserii do dziś pozostaje wzorem dla gatunku.
W historii kina akcji istnieją filmy, które nie tylko definiują swoją epokę, ale również stają się fundamentem dla całych gatunków. Predator Johna McTiernana należy właśnie do tej grupy. Produkcja z 1987 roku początkowo mogła wydawać się jedynie kolejnym widowiskiem z udziałem umięśnionego bohatera granego przez Arnolda Schwarzeneggera, jednak z biegiem lat okazała się znacznie ambitniejszym i inteligentniej skonstruowanym filmem, niż sugerowała marketingowa otoczka epoki VHS. To kino, które łączy brutalny film wojenny, survivalowy thriller i science fiction w wyjątkowo spójną, gęstą atmosferycznie całość.
Już od pierwszych minut reżyser konsekwentnie buduje poczucie zagrożenia. Fabuła wydaje się początkowo bardzo prosta – elitarna grupa komandosów zostaje wysłana do środkowoamerykańskiej dżungli, aby wykonać misję ratunkową. Scenariusz Jima Thomasa i Johna Thomasa świadomie korzysta z dobrze znanych schematów kina militarnego lat osiemdziesiątych. Widz otrzymuje drużynę twardych żołnierzy, pełnych testosteronu, pewnych siebie i niemal nadludzko skutecznych. McTiernan bardzo szybko zaczyna jednak rozbijać ten pozornie klasyczny model kina akcji. Im dalej rozwija się historia, tym wyraźniej widać, że Predator nie jest filmem o dominacji człowieka, lecz o jego bezradności wobec czegoś całkowicie nieznanego.
Największą siłą filmu pozostaje sposób budowania napięcia. Reżyser nie spieszy się z ujawnieniem tytułowego łowcy. Zamiast tego wykorzystuje sugestię, niepokojące dźwięki i subiektywne ujęcia pokazujące bohaterów z perspektywy obserwatora ukrytego w dżungli. Dzięki temu widz przez długi czas odczuwa nieustanny dyskomfort. Predator funkcjonuje momentami niemal jak horror. Atmosfera osaczenia i paranoi staje się ważniejsza niż sama akcja, co wyróżnia film na tle wielu podobnych produkcji z tamtego okresu.
Ogromne znaczenie mają tutaj zdjęcia Donalda McAlpine’a. Gęsta, wilgotna dżungla nie jest jedynie tłem wydarzeń, ale pełnoprawnym uczestnikiem opowieści. Kamera często pokazuje bohaterów jako małych i zagubionych wśród ogromnej przestrzeni natury. Zieleń tropikalnego lasu staje się miejscem dusznym, klaustrofobicznym i nieprzewidywalnym. McTiernan znakomicie wykorzystuje przestrzeń – widz niemal przez cały seans ma wrażenie, że coś może zaatakować z dowolnej strony. To właśnie wizualna strona filmu sprawia, że napięcie utrzymuje się nawet w spokojniejszych scenach.
Na szczególne uznanie zasługuje także montaż i tempo narracji. Predator nie marnuje czasu na zbędne wątki poboczne czy przesadnie rozbudowane dialogi. Film trwa nieco ponad sto minut, ale praktycznie ani przez chwilę nie traci rytmu. Każda scena ma swoje konkretne zadanie – albo rozwija relacje między bohaterami, albo stopniowo zwiększa poziom zagrożenia. McTiernan doskonale rozumie mechanikę kina sensacyjnego i wie, kiedy pozwolić widzowi odetchnąć, a kiedy gwałtownie podnieść temperaturę wydarzeń.
Arnold Schwarzenegger stworzył jedną ze swoich najbardziej ikonicznych ról. Jego Dutch nie jest jednak typowym niezniszczalnym herosem, jakich aktor grywał w tamtym okresie bardzo często. Oczywiście bohater pozostaje silny fizycznie i charyzmatyczny, ale film systematycznie odbiera mu przewagę. Schwarzenegger dobrze odnajduje się w tej zmianie tonu – od pewnego siebie dowódcy po człowieka zmuszonego do walki o przetrwanie. Dzięki temu postać zyskuje więcej wiarygodności niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Bardzo dobrze wypada również cały zespół drugoplanowy. Carl Weathers, Bill Duke, Jesse Ventura czy Sonny Landham tworzą grupę wyrazistych osobowości, które mimo ograniczonego czasu ekranowego zostają zapamiętane. Dialogi między członkami oddziału bywają przerysowane i pełne charakterystycznego dla lat osiemdziesiątych macho-humoru, ale jednocześnie budują wiarygodne poczucie koleżeństwa. Dzięki temu widz autentycznie odczuwa napięcie, gdy sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli.
Nie sposób pominąć samego projektu Predatora, który stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych kreatur w historii kina science fiction. Projekt Stana Winstona do dziś robi ogromne wrażenie. Charakteryzacja, kostium oraz efekty praktyczne zachowały wyjątkową jakość mimo upływu dekad. Twórcy postawili na fizyczną obecność potwora zamiast nadmiernego wykorzystywania efektów komputerowych, co sprawia, że antagonistę czuć niemal namacalnie. Charakterystyczny wygląd, technologia oraz sposób poruszania się Predatora budują aurę obcości i nieprzewidywalności.
Muzyka Alana Silvestriego doskonale uzupełnia klimat filmu. Dynamiczne motywy akcji mieszają się z niepokojącymi, niemal pierwotnymi rytmami podkreślającymi atmosferę polowania. Ścieżka dźwiękowa nie dominuje nad obrazem, ale bardzo skutecznie wzmacnia emocje. To jeden z tych soundtracków, które pozostają rozpoznawalne nawet po wielu latach.
Warto zauważyć, że Predator działa również jako komentarz do kina wojennego i amerykańskiego mitu niezwyciężonego żołnierza. Początkowo komandosi wydają się maszynami do zabijania, zdolnymi poradzić sobie z każdym zagrożeniem. Film stopniowo pokazuje jednak, że nowoczesna broń, doświadczenie i siła fizyczna nie mają większego znaczenia w starciu z przeciwnikiem przewyższającym ludzi technologicznie i intelektualnie. McTiernan podważa typowe dla kina akcji przekonanie o absolutnej kontroli bohatera nad sytuacją. To właśnie ten motyw nadaje filmowi dodatkowej głębi.
Oczywiście Predator nie jest dziełem pozbawionym wad. Niektóre dialogi mocno zdradzają swoje czasy, a część postaci pozostaje dość stereotypowa. Film momentami balansuje również na granicy przesady charakterystycznej dla kina akcji lat osiemdziesiątych. Trzeba jednak przyznać, że właśnie ten styl stał się częścią jego tożsamości. McTiernan potrafił wykorzystać estetykę epoki w sposób świadomy i niezwykle skuteczny.
Siła Predatora polega przede wszystkim na prostocie perfekcyjnie zrealizowanego pomysłu. To film, który nie próbuje być przesadnie skomplikowany, ale niemal każdy element realizacyjny działa tutaj dokładnie tak, jak powinien. Reżyser znakomicie połączył widowiskową akcję z atmosferą grozy i survivalowego napięcia, tworząc produkcję ponadczasową. Mimo upływu lat Predator nadal pozostaje jednym z najlepszych przedstawicieli kina akcji science fiction i przykładem filmu, który doskonale rozumie własną konwencję.
Film oczywiście już oglądałem w przeszłości i nadal twierdzę, że to bardzo dobry film i można spokojnie po kilku latach ponownie oglądnąć. Surowy klimat filmu, gdzie prawdziwy mężczyzna pokazuje swoją odwagą jak pokonać strach nie zwracając uwagi na ból i swoje lęki. Gra aktorska na bardzo dobrym poziomie. Efekty specjalne na wysokim poziomie – jedynie, co bym zmienił to te efekty jak widzi ten stwór, bo trochę to przypominało jak efekty farb plakatowych; ale to jedyna taka moja uwaga. Bez dwóch zdań film do wielokrotnego oglądania – polecam.