Sieranevada

Bukareszt, wielkomiejska klasa średnia, ludzie, którzy zyskali na ustrojowej transformacji. Małżeństwo jedzie na stypę po śmierci ojca mężczyzny. Ale ceremonia od początku nie przebiega zgodnie z planem. Gdy bliscy czekają na księdza, na światło dzienne wychodzą dawne sekrety i różnice w spojrzeniu na świat.

Recenzje

Film, który przez 3 godziny trzyma w napięciu i hipnotyzuje, a my po prostu chodzimy po domu i podsłuchujemy jednej rodziny. I to wystarczy! 9

Sieranevada to pasmo górskie o długości 700 km. Nieprzypadkowo taką nazwę nosi film opowiadający o niepozornym, jednym z wielu, spotkań rodzinnych, mających uczcić pamięć zmarłego członka rodziny – jej głowy. To doskonale skonstruowana filmowa matrioszka, a dystans jaki rodzina musi pokonać by dotrzeć do pewnych szczerości i rozsupłania zawstydza długość pasma położonego w Ameryce Północnej.

Jedność czasu, miejsca i akcji, gdzie wszystko odbywa się na poziomie interakcji. Zjeżdżają się powoli wszyscy do domu rodzinnego. Niby głównym bohaterem, bo to z nim przyjeżdżamy, jest Lary. Wchodzi wraz z żoną do mieszkania i tak naprawdę nie wiemy czego możemy się spodziewać. Sami bohaterowie po sobie też nie, mimo że są rodziną. Jeden jest uzależniony od newsów w internecie i wierzy we wszystko, cały czas wciągając wszystkich do rozmów o spiskach. Nie wychodząc z mieszkania, z ciasną kamerą, wpraszającą się, zwiedzamy kolejne pomieszczenia. To gabinet nad wyraz równych zwierciadeł. W kuchni popalając najstarsza z rodu, wysuwa poważne oskarżenia w stronę obecnego ustroju po transformacji, tłumaczy przeszłość oraz gdyby to od niej zależało, z pewnością nie wpuściłaby księdza, na którego wszyscy czekają do domu. Doprowadza tym samym jedną z wnuczek do płaczu. Jakby tego brakowało, karawana idzie dalej. W mieszkaniu pojawia się jeszcze siostra przesiadującego w internecie brata, ale w towarzystwie bardzo „wczorajszej” koleżanki. Nieprzytomną, kładzie w pokoju, byleby ksiądz nie zauważył. Kolejna zgrabna sztuczka twórcza – pojawienie się księdza nie będzie wcale punktem zwrotnym. Nic ciekawego nie wniesie, a czas oczekiwania na niego jest pełen napięcia nie z powodu tego, czy ilość świeczek się zgadza. Ksiądz poszedł, oni wszyscy tu dalej zostali z coraz prężniej rozpędzającym się i rosnącymi w siłę problemami.

Cristi Puiu w tak kameralnych warunkach i małym metrażu potrafi stworzyć kilometry emocji i powoli detonuje miny, na które następują chodzący po domu goście. Zamykając usta największym niedowiarkom wyświęca dialog w kinie i jego wielką siłę. Ze zwykłego rytuału w porządku ich religii sytuacja bardzo rozsądnie, w rytmie, cierpliwie dociera do domu niespokojnej szczerości. Nie oszukujmy się, trzeba doskonale umieć w litery i widzieć tony atrakcyjności oraz potencjału w relacjach międzyludzkich, by trzymać widza w koncentracji, a wręcz napięciu przez 3 godziny. W trakcie tych przetasowań, skoków ciśnienia, posiłek stygnie, ale emocje zupełnie nie.

Sieranevada to film, który wydawałoby się że fabularnie kieszeń pomieści, a jednak tak naprawdę w niej eksploduje. Czy docierając do mety w takiej sytuacji, po przejściu tego poligonu, komukolwiek chce się jeszcze jeść i czy przy stole siedzą ci sami ludzi co ostatnio? Bohaterowie nie skosztowali za wiele, ale my dostaliśmy suto zastawiony stół psychologią.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie