GrabarzPolski użytkownik
Horror nauczył swych fanów, że narzędziem zbrodni może być dosłownie wszystko.
Jeśli przedmiotem sprowadzającym na filmowych bohaterów okrutną, acz efektowną, śmierć, może być kartka papieru (koreański „Voice Letter”) albo rzucona z ogromną siłą futbolówka („Deadly Friend”), to dlaczego nie mogą nimi być... włosy? Zwłaszcza, że to całkiem popularne narzędzie zbrodni w azjatyckich horrorach. Z góry należy ostrzec, ze balansująca często na granicy kiczu, japońska groza nie jest ofertą skierowaną do masowego widza. Tak też jest w omawianym przypadku. Film Sono opowiada o szaleńcu, który sprzedaje doczepiane włosy, kobietom nieświadomym grożącego im niebezpieczeństwa. Produkt, który oferuje, jest naznaczony klątwą okrutnie zamordowanej dziewczyny, zatem kontakt z nim oznaczać może tylko śmierć.
„Exte: Hair Extension” to pastisz azjatyckich ghost story, nie do końca jednak udany. Przede wszystkim za sprawą dramaturgicznego pęknięcia filmu. W obrazie Sono wiele miejsca zajmuje wątek obyczajowy kilkuletniej dziewczynki, którą zaczyna opiekować się główna bohaterka, Yuko. Dziewczynka jest urocza, jej los przejmujący, a wzajemne relacje z Yuko, w której rodzi się macierzyński instynkt, dzięki przekonującej grze aktorek, nawet wzruszające. Tyle tylko, że w horrorze nie o wzruszenie chodzi najbardziej.
Na szczęście wszelkie niedostatki wynikające z rozbudowanego wątku małej Mami, rekompensuje nam horror, który nieco zepchnięty na dalszy plan, jest jednak obecny w obrazie Sono. Horrorowe atrakcje, które przygotowali dla widzów twórcy filmu to, najkrócej rzecz ujmując, włosy. Nade wszystko włosy! Włosy szczelnie wypełniające kontener, mieszkania, wyrastające w szalonym tempie z ust, oczu, ran na ciele, ale też włosy zabijające. Sceny uśmiercania przez tego niezwykłego mordercę, mimo iż obficie korzystają z efektów komputerowych, sprawiają niesamowite wrażenie. Pełne są surrealistyczno-groteskowych pomysłów w rodzaju nagle eksplodującej fryzury jednej z bohaterek, czy pełzających niczym węże włosów. Wszystkie jednak te niezwykłe sceny bledną wobec finału - zdumiewającego kolażu groteski, surrealizmu i kiczu. To naprawdę trzeba zobaczyć!
Dziwaczny film Sona (nota bene twórcy, nie mniej dziwacznego „Sucide Circle”), dzięki porzuceniu śmiertelnej powagi w opowieści o morderczych włosach, ogląda się całkiem przyjemnie. I to nawet jeśli wątek obyczajowy zgrzyta w tym horrorze niczym piasek w zębach, a oczywiste wygłupy Rene Osugiego w roli szaleńca Yamazakiego, nieznośnie irytują. Nie polecałbym jednak „Exte: Hair Extension” widzom nie obytym z szalonymi pomysłami japońskich twórców, za to dla wielbicieli filmowych dziwolągów - pozycja obowiązkowa.
Autor recenzji: Krzysztof Gonerski