Amok 6.4

Krystian Bala (Mateusz Kościukiewicz) właśnie wydaje swoją najnowszą powieść "Amok", która przypadkowo trafia w ręce inspektora Jacka Sokolskiego (Łukasz Simlat), wycofanego introwertyka z mroczną przeszłością. Dociekliwy funkcjonariusz odnajduje podobieństwa między opisaną w książce zbrodnią a brutalnym zabójstwem niejakiego Mariusza Roszewskiego sprzed kilku lat.

Recenzje

Amok to dobre kino gatunkowe. Niestety, ilość wątków i konwencji tworzy z filmu tytuł niespójny i chaotyczny. 5
  • 2017-11-06
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Film Kasi Adamik to znakomite kino gatunkowe, posiadające mroczny klimat oraz doskonale gęstą atmosferę. Niestety, trudno stwierdzić, co właściwie twórczyni chciała przekazać swoim najnowszym filmem pełnometrażowym. Studium psychologii socjopaty wychodzi tu na pierwszy plan, lecz ilość pozostałych wątków wybija widza ze smakowitej konsumpcji seansu, co chwila wrzucając go w inny rewir kina dla dorosłych.

Psychopata i brudny glina, niczym w Milczeniu owiec. Pojedynek na bardzo cienkiej granicy między dobrem a złem. Adamik wchodzi głęboko w umysły swoich bohaterów, lokując ich motywy oraz działania na skraju naturalizmu i estetyki neo-noir. Prawda ukazanych wydarzeń ginie w półmroku, podobnie jak moralność Krystiana Bali (Mateusz Kościukiewicz) oraz Jacka Sokolskiego (Łukasz Simlat).

W Amoku można wyraźnie wyodrębnić trzy płaszczyzny tematyczne, kolejno wynikające jedna z drugiej. Najpierw widz otrzymuje mroczny thriller kryminalny, podobny do pierwszej odsłony cyklu o Hannibalu Lecterze. Później Adamik kpi z globalnego showbiznesu, bazującego na rozgłosie spowodowanym skandalem. Finalnie twórczyni zaciera granicę między detektywem, a przestępcą – umysłem szalonego i inteligentnego pisarza oraz doświadczonego przez życie funkcjonariusza.

Dodatkowo nad całą fabułą Amoku unosi się intrygująca aura tajemnicy, zagadki niemal nie do rozwiązania. Kryminalne pytanie _kto zabił?_ prowadzi do powstania dzieła niejednoznacznego moralnie i fabularnie. Jakby tego było mało, Adamik postanowiła nadać swojej produkcji psychodelicznego i onirycznego posmaku, który bardzo dobrze znamy z dzieł Davida Lyncha czy Nicolasa Windinga Refna.

Barokowy przepych wszystkich naleciałości stylistycznych i fabularnych sprawia, że Amok jest produkcją mniej lub bardziej udanych „momentów”, a nie spójnym tytułem spod ciemnej gwiazdy.

Z jednej strony Adamik kpi z sukcesu Bali, którego mizoginistyczna i brutalna książka okazała się bestsellerem. Z drugiej jednak strony twórczyni popada w hipokryzję. By nadać obrazowi jeszcze większego mroku, reżyserka cytuje fragmenty książki – te najbardziej sadystyczne, opisujące seks BDSM oraz sceny mordu.

Również scena otwierająca niesie za sobą kontrowersyjne podłoże. Kasia Adamik pokazuje kicz brutalności współczesnej popkultury, jednak jej cyniczny komentarz nie wybrzmiewa z upragnioną siłą. Jest tu widoczny fałsz – twórczyni kpi z Bali jako artysty-wizjonera, opisującego swoją powieść jako nowy nurt literatury, równocześnie próbując sprowokować kontrowersje drastyczną fabułą produkcji.

Twórczyni stawia naprzeciwko siebie dwie postacie. Obie wpatrują się w otchłań – do samego końca nie wiadomo, kto przyzwyczai się do jej widoku, a kto w nią wpadnie. Polski Hannibal Lecter nie doczekał się dzieła godnego zapamiętania. Amok to dobre kino gatunkowe, lecz ambitny projekt przerósł niestety Kasię Adamik – ilość wątków i konwencji tworzy z filmu tytuł niespójny i chaotyczny.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Amok jest zrobiony w pewnym amoku. Mnóstwo pomysłów, ale wątki poboczne dezorientują i panuje chaos, a historia nastrojowa, nie jest i tak spełniona. 5

Kino gatunkowe w Polsce to dalej temat drażliwy. Rozjeżdżamy się, za dużo chcemy naraz i ostatecznie kończy się na kolejnych siniakach. Amok niestety również jest amokiem narracyjnym i poobijał się trochę, ale spadł z dosyć wysokiego konia.

Historia oparta jest na prawdziwych wydarzeniach. Film opowiada o głośnej sprawie pisarza, który w swojej książce pisze o zbrodni w bardzo realistyczny sposób. Nieprzypadkowo wiążę się ona i jest pokrewna ze sprawą mającą miejsce w świecie realnym – śmiercią pewnego architekta. Po kilku latach nowy inspektor, zdezelowany wewnętrznie niczym detektywi z serialu True Detective, pojawia się w mieście, w którym doszło do tej makabrycznej zbrodni. Jako "nowy", Jacek dostaje donos sugerujący, że autor książki jest mordercą. Reszta ekipy policyjnej dawno zakopała sprawę i porzuciła dalsze próby rozwiązania, ignorując temat. Od dnia następnego na komendzie pojawia się literatura, a zadaniem domowym od inspektora jest czytanie wybranych rozdziałów i interpretacja. Sam Jacek spotyka się z autorem „Amoku” Kolbą i udając, że potrzebuje jego pomocy w rozwiązaniu sprawy, przesłuchuje podejrzanego.

Kasia Adamik chce prócz rasowego thrillera, połączyć to gustownie z refleksją o przenikaniu się sztuki i życia. Do tego zatrudnić narrację dumającą nad teorią nadczłowieka Nietzchego, naturalną skłonnością do amoralności Freuda, a nawet zaangażować w to refleksję Dostojewskiego nad psychologią zbrodniarza. Jednak robi swojemu filmowi tym krzywdę, bo pokazuje jak bardzo jest jej daleko do zrealizowania tych postulatów, zbudowania takiej warstwy psychologicznej i połączenia tego w zrośniętą oraz ciągłą narrację.

Wiemy na pewno co inspiruje artystkę i jakie kino ją interesuje, tylko nie wiemy po seansie jakie robi ona sama. Widać tu fascynację Zodiakiem, czy wątkiem dziwnej pasji ścigającego ściganym, jak chociażby w Jestem mordercą. Obraz pełen pomysłów, symboli, bez zbędnych kadrów, nie idzie pod rękę z wątkami. Mnożą się one, przez co powstaje dezorientacja i nie wiemy, za którym bohaterem podążać. W jednej chwili mamy walkę o udowodnienie zbrodni pisarzowi, w drugiej rozpoczęty brawurowo, ale kompletnie nieposklejany i porzucony wątek (powracający dosyć nieznośnie i nieskładnie) wyrzutów sumienia za wydarzenia z przeszłości naszego głównego bohatera. Wręcz fizycznie w bohaterze granym przez Łukasza Simlata widać, jak utknął i jest wyzerowany, dlatego Kolba jest dla niego pracą, zagadką, ale i fascynacją odciągającą go od własnych demonów. Do tej karuzeli natchnienia i słowotoku filmowego dochodzi jeszcze wątek byłej żony Kolby, która snuje się, nie jest napisana atrakcyjnie, a udaje się w filmie jak ważna jest dla historii.

Amok to film wielu odważnie wypowiadanych i kreatywnych zdań, ale wielu nieskończonych. Wielogłos, pełen wtrącania się sobie w słowo i spójny na poziomie wyłącznie wizualnym. Reżyserka ma dużo do powiedzenia językiem filmowym, ale tutaj się jej plącze. Historia wstrząsnęła Polską, ale film tego nie robi.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie