Mięso 6.4

W rodzinie Justine (Garance Marillier) każdy jest wegetarianinem i jedzą tylko wegetariańskie posiłki. W wieku 16 lat, jako utalentowana nastolatka ma zamiar przyłączyć się do szkoły weterynaryjnej, gdzie jej starsza siostra jest studentką. Tutaj ulega rytuałowi hazing i jest zmuszana do jedzenia surowego mięsa. Robi to po raz pierwszy w życiu. Nie trzeba długo czekać na konsekwencje. Justine odkrywa swoją prawdziwą naturę.

Recenzje

To kino, które używa radykalnej i prowokacyjnej strategii by opowiedzieć o zasmakowaniu zakazanego owocu, o osiągnięciu wolności absolutnej przez kobietę. 7

Kino, które przekracza granice. To zdanie może mieć wiele znaczeń. Może przekraczać granice w sensie negatywnym – głupoty, cierpliwości, dobrego smaku. Tylko czy granice w kinie powinny istnieć, jeżeli chcemy by kino trwało, ewoluowało i udowadniało, że jest zbiorem nieskończonym w sposobie opowiadania? Dzikie, nieujarzmione i pod płaszczykiem body horror oraz totalnego absurdu, groteski, pełne czarnego humoru Mięso, opowiada o wyciszonych instynktach. O dziewczynach, które mogą „zasmakować” wolności, a były tyle czasu stłamszone i czym to się kończy. To wszystko w konwencji ogromnej przenośni, która nie dla wszystkich może być jadalna (gra słowna uzasadniona).

Justine jest wegetarianką. Trafia jej się mięsko w posiłku, a jej matka robi aferę w restauracji. Cała rodzina jest radykalnie wege, dlatego też trafienie do szkoły weterynarii ich córki, jest z jednej strony uzasadnione (miłość i chęć niesienia pomocy zwierzętom), z drugiej niesamowicie trudną barierą do pokonania (sekcje zwłok na zwierzętach itp.). Justine jako pierwszoroczniak nie ma łatwo, a ten koledż nie różni się od większości amerykańskich w swoich praktykach – testy na nowych, chrzty i inne zadania. Niewinne wyprowadzenie w nocy z pokojów dociera aż do kuriozum – składania przysięgi i rytualnego zjedzenia organu zwierzęcego. Dla Justine to ściana, której nie ma zamiaru rozbijać. Nie przyszła do szkoły, by zmieniać swoje przyzwyczajenia, a uczyć się. Jest jednak zmuszona, żeby je zjeść i robi to. Wtedy niemalże zaczyna się wypełniać powiedzenie, że zwierzę, które posmakowało ludzkiego mięsa, będzie chciało więcej. Tylko, że to młoda dziewczyna. A może właśnie to zwierzę ukryte w ciele człowieka, które spróbowało nareszcie czegoś, co przez tyle czasu miało zabronione i teraz chce już tylko więcej.

Julia Ducournau wmanewrowuje nas w „niby” horror, ogrywa jakiś gatunek, ale tak naprawdę ten kanibalizm odbywa się w warunkach domowych, obyczajowych – nie jest to jakiś karambol, psikanie krwią po ścianach, czy apokalipsa. Jest dziwacznie, co najmniej ekscentrycznie, ale nie chodzi tutaj po prostu o człowieka zjadającego człowieka, tylko o symboliczny sprzeciw kobiety wobec czyjejkolwiek dyktatury. Kobiety mogą robić co chcą – tutaj jest to pokazane na skrajnym przykładzie bardzo umyślnie i zmyślnie. Wymaga to oczywiście przekroczenia swojej strefy komfortu, a odczytanie tego filmu 1:1 opowie nam tylko dosyć dziwaczną historię ludożerstwa. Przerażającego o tyle, że może dziać się u sąsiadów naprzeciwko, bo właśnie tak to nam zostaje opowiedziane.

Mięso to kino nieposłuszne, w które warto się wgryźć konkretnie, nie tylko zdefiniować i ocenić po zapachu, czy liźnięciu, ale też posiadać spory zapas dystansu. Reżyserka udowadnia, że kino nie może mieć granic, ale jeżeli ma, to ona umiejętnie je przekroczy pewnym krokiem, bawiąc się konwencjami, nie dla wywołania szoku i kontrowersji wyłącznie. To żadna rzeźnia, a smaczny gulasz o nieznanej do ostatniej chwili zawartości.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie