Winchester: Dom duchów 5.7

Po tragicznej śmierci męża i syna, Sarah Winchester pogrąża się w żałobie i oddala od codziennego życia. Jest przekonana, że jej rodzinę nawiedzają duchy osób, które zostały zabite z broni skonstruowanej przez jej męża, czyli ze słynnego karabinu Winchester. By bronić się przed demonami Sarah zleca budowę niezwykłej posiadłości. Składający się z setek pokoi, skonstruowany jak labirynt, pełen prowadzących donikąd schodów i ślepych korytarzy dom ma być pułapką na duchy. Rodzina Winchester, zaniepokojona stanem zdrowia wdowy wzywa na konsultację słynnego psychiatrę, który ma odwieść kobietę od jej szalonych planów. Wkrótce okazuje się jednak, że Sarah Winchester wcale nie oszalała.

Recenzje

Laudanum i stare koronki – twórcy „Winchesteru” zdecydowali się na bezpieczny powrót do klasycznych gotyckich dekoracji. 6
  • 2018-02-25
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Jest w Kalifornii dom nad domy – sto sześćdziesiąt pokoi, a w każdym z nich, jeśli wierzyć legendom, czai się licho. Mamy więc do czynienia z jednym z najbardziej nawiedzonych nawiedzonych miejsc w Stanach, jeśli nie na całym bożym świecie – aż dziw bierze, że tak fascynujące dworzyszcze dopiero teraz zwróciło na siebie uwagę filmowców. Winchester przenosi nas w czasy świetności tytułowej rezydencji – praca nad rozbudową domu wre. Właścicielka – Sara Winchester (w tej roli znakomita jak zawsze Helen Mirren), wdowa po magnacie firmy zbrojeniowej, każe dobudowywać wciąż nowe i nowe pokoje. Chce w ten sposób zadośćuczynić niespokojnym duszom ludzi, którzy zginęli z broni produkowanej przez firmę jej męża. To bowiem zaleciło jej medium, do którego udała się po śmierci małżonka. Na architektoniczne poczynania pani Winchester krzywo patrzą jednak prawnicy firmy. Zapada decyzja – należy pilnie zbadać, czy wdowa aby nie postradała zmysłów. Zadania tego podejmuje się doktor Eric Price (Jason Clark) – lekarz utalentowany, acz uzależniony od medykamentów, z laudanum na czele. I to mógł być niesamowicie ciekawy wątek – medyk wyprawiający się w sztuczne raje, tracący granicę między jawą a snem, wątpiący w trzeźwość swojego umysłu. Mógłby się z tego zrobić horror wręcz psychologiczny. Mógłby – gdyby narkotyczne skłonności doktora Price’a nie zostały rozwiązane jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki prostym odcięciem go od źródła leków. Tym samym uzależnienie Price’a staje się jedynie smaczkiem z epoki – niczym zielone absyntowe wróżki. Mamy tu bowiem laudanum i stare koronki – twórcy „Winchesteru” zdecydowali się na bezpieczny powrót do klasycznych gotyckich dekoracji. Bezpieczny, bo jeśli nakręci się te dekoracje ze smakiem, otrzymujemy horror rzemieślniczo solidny. Na taki krok wciąż decyduje się wielu – wystarczy wspomnieć zdecydowanie mniej udaną od Winchesteru Kobietę w czerni z Danielem Radcliffem. Nie oznacza to, że film nie ma wad. Otóż ma ich aż nadto. Weźmy, na ten przykład, postać graną przez Jasona Clarka. Dość wcześnie widz dowiaduje się, że doktor Price ma za sobą traumatyczną przeszłość, oglądamy wiele sugerujące flashbacki a jednak stanowczo zbyt późno odkrywamy tajemnicę Price’a, by móc utożsamiać się z nim jako bohaterem. Z przeszłością doktora wiąże się też sam finał filmu – tryumf nad najgorszym z duchów, zwycięstwo odniesione w okolicznościach na tyle niejasnych dla widza, że trudno pozbyć się wrażenia, że scenarzyści (i spece od CGI) poszli tu na łatwiznę. Kolejny minus to jumpscare’y, którymi film jest naszpikowany. Przy czym są one w przeważającej większości na tyle przewidywalne, że jedynie muzyka im towarzysząca może sprawić, że człowiek chcąc nie chcąc podskoczy w fotelu. Kto, obejrzawszy zwiastun, szykował się na plejadę potworności, ten może wyjść z kina zawiedziony. Wszak mowa była o grozie wręcz multiplikowanej – setki pokojów z setkami duchów! Tymczasem ze wszystkich straszydeł, które widzimy, bliżej poznajemy historię zaledwie jednego. To niewiele. Otrzymujemy więc od twórców Winchesteru garść sprawdzonych rozwiązań, garść sprawdzonych nie do końca i garść, które sprawdzać się przestają (te przeklęte jumpscare’y). W efekcie powstaje horror przyzwoity, który nie wiedzieć czemu stał się chłopcem do bicia dla amerykańskich krytyków.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Film zapisuje się jako ten poprawnie zrobiony, bez historii. Wśród wielu podobnych produkcji, po prostu przepada. 4
  • 2018-02-07
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Horrory mają się ostatnio trochę lepiej. W kinach pojawiają się naprawdę solidne propozycje. Mniejszy budżet nie oznacza porażki, a sam gatunek pozwala na dużą swobodę i łamanie konwencji. Zresztą, kto nie lubi wystraszyć się w kinie?

By bronić się przed rodzinną klątwą, Sarah (Helen Mirren) zleca budowę niezwykłej posiadłości. Składający się z setek pokoi, skonstruowany jak labirynt, pełen pustych przejść i ślepych korytarzy dom, ma być pułapką na duchy. Ceniony lekarz Eric Price (Jason Clarke) zostaje poproszony o wyjazd do posiadłości Winchester i zbadanie, czy Sarah jest zdolna nadal prowadzić firmę. Kobieta jest pogrążana w żałobie i oddalona od codziennego życia.

Winchester: Dom Duchów to film bardzo schematyczny, realizujący jedynie podstawowe założenia horroru. Założenia te i koncepcja ograniczają się do ciemnego pomieszczenia i wyskakującej z mroku postaci. Element, tak istotny, jak muzyka został w zasadzie pominięty. Nie ma tutaj żadnej odkrywczej wizji twórców, brak autorskiego tempa. Najbardziej żal fabuły, która ma spory potencjał. Scenariusz trzyma poziom i momentami jest absolutnie najlepszą częścią filmu. Niestety brak szerszego i mocniejszego wstępu do całej historii, wyraźniejszego wykreowania postaci pozostawia odbiorców w matni. Bazujemy w zasadzie na didaskaliach i niesmacznych domysłach. Mierzymy się z interesują przeplatanką racjonalizmu, momentami nauki i budowy duchowej otoczki. Ba! Można powiedzieć, że w zalążku jest dużo magii, ale produkt końcowy nie pozwala jej poczuć. Winchester: Dom Duchów to niekończąca się wyliczanka, ponieważ fabularnie produkcja nie ma mocy, która ciągnęłaby całość i pozwoliła na szersze rozważanie. Film popisuje się bardzo imponującą w zamyśle scenografią. Dom jest potężny, liczy wiele pomieszczeń, przepięknie ozdobionych i oczywiście, jak to w horrorze mających swoją tajemnicę. Budżet ewidentnie nie pozwolił na przygotowanie realistycznej budowli (makiety domu), czy chociażby jej części i graficzne dobudowanie pozostałości... Widzowie pozostają z próbą przeniesienia czegoś wielkiego na ekran i wypada to koślawo, nierealistyczne, widać jedynie próbę grafika. Na szczęście, nie warto oceniać książki po okładce, a w tym przypadku domu po zewnętrznej warstwie. Wnętrza nie budzą zastrzeżeń, oczekujemy ich przez cały seans, widać sporo włożonej pracy. Zdjęcia idealnie oddają jakość kostiumów, które są obłędne w każdym calu.

Film zapisuje się jako ten poprawnie zrobiony, bez historii. Wśród wielu podobnych produkcji, po prostu przepada. Aktorzy dwoją się i troją, żeby coś z tego wyciągnąć. Helen Mirren i Jason Clarke wypadają dobrze i oni, jak przystało na głównych bohaterów, robią coś ponad stan, nawet w gorzej rozpisanych scenach. Brak polotu, fantazji Tim Burtona, czy skuteczności James Wan, rozczarowanie i wielki niedosyt.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie