X 500 4.0

Recenzje

Zamiast szukać drogi ku wiarygodnie nakreślonemu problemowi, reżyser woli skorzystać z najprostszych scenopisarskich kalk i schematów. 4
  • 2017-06-07
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Trzy kraje, trzy historie – trójka młodych ludzi. Niestety, potencjał X500 nie został wykorzystany nawet w najmniejszym stopniu. Reżyser nie pełni tu roli przewodnika po krajach trzeciego świata, ich przestępczych i dewiacyjnych półświatkach – bliżej mu do karczmianego bajkopisarza, opowiadającego wszystkie historie w identycznym kluczu i konwencji. Wszystko po to, by choć na chwilę przykuć uwagę niewymagającego widza i wcisnąć mu do głowy tanie banały z porannych brukowców.

Kolumbia, Meksyk i Kanada – zdaniem Juana Andrésa Arango Garcia pozorny kolor skóry i polityczno-społeczena sytuacja danego kraju w niczym nie zaburza tradycyjnego (patologicznego) procesu dorastania. Twórca zamiast nakreślić autentyczny konflikt przedstawianego państwa, nadać mu konkretny kształt i barwę, dąży do zero-jedynkowego ujednolicenia każdego z ukazanych problemów. Dorastanie Davida, Marii i Alexa staje się uniwersalnym kluczem do zarysowania odmiennego wielokulturowego i etnicznego tła – równie płytkiego i łopatologicznego, jak każdy moralizatorski wywód na temat dewiacji współczesnej młodzieży. Jak w kalejdoskopie - po raz wtóry pojawiają się: zagubienie, homo-seks, narkotyki i konflikty z opiekunami, potem z prawem. Wszystko wzniosłe i napuszone, byle tylko nadać powagi zmanierowanym kliszom.

Zamiast szukać drogi ku wiarygodnie nakreślonemu problemowi, Juan Andrés Arango Garcia woli skorzystać z najprostszych scenopisarskich kalk i schematów, których młodzi twórcy uczą się na pierwszych zajęciach w każdej ze szkół filmowych. Trójka głównych bohaterów rozdarta zostaje między naturalistycznym światem patologii, a kliszą przeniesioną rodem z podręczników pisanych przez Josepha Campbella (rozdział: Podróż bohatera). W tym standardzie jest jednak niewykorzystana metoda – w pierwszych częściach X500 twórca zgrabnie zarysowuje tło społeczne każdego z przedstawionych krajów, niemal podglądając poszczególne wydarzenia ulokowane na drugim planie. Niestety, im dalej w film, tym główni bohaterowie coraz bardziej zaczynają wypełniać kwadratowy kadr obrazu (retro-fashion kina potencjalnie zaangażowanego – format 4:3), odsuwając otaczający ich świat, a eksponując sztuczne, wewnętrzne rozdarcie.

Juan Andrés Arango Garcia podąża za dziecięco-nihilistyczną tendencją Larry'ego Clarka oraz jego naśladowców, nie potrafiąc nadać ukazanym wydarzeniom autentyczności. Równie topornie wypadają dialogi – reżyser, decydując się na pracę z naturszczykami, powinien był przewidzieć, czy podoła ich warsztatowym brakom. Najtrafniejsze, dyskursywne kwestie padają jedynie z ich spojrzeń – to w nich zawarty jest ból i świadomość mafijnych problemów Kolumbii, rasistowskich tendencji Kanady oraz karteli Meksyku.

Koncept przegrywa z formą, a cenę za to ponosi odbiór X500. To banalne kino wszystkiego i niczego. Ani grama człowieka, kilka gramów kultury (by wyróżnić udaną sekwencję obrazującą meksykańską narkokulturę) i tony klisz. Nastolatkowie ze świata B muszą zaczekać na kolejny Biały cień.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie