Recenzje

Gniazdo to gorzka historia rozkładu małżeństwa, bo w rozpadzie ich poznajemy. Bez wielkich wykrzyknień, a z marazmem i wieloma nieywpowiedzianymi słowami - konsekwentne kino minimalizmu. 7

Kino nie rozprawia za wiele o sytuacji ekonomicznej w skali mikro obrazu, nie jest to temat górnolotny, tylko bardzo przyziemny, więc mylnie zaglądanie do portfela, nie kojarzy się z emocjonalnym widowiskiem zaglądania do duszy bohaterów. Gniazdo to bardzo szczera, trochę slow cinema, chwilami umyślnie anemiczna, adekwatnie do sytuacji, wiwisekcja rozpadu rodziny, gdzie czynnik finansowy ma o wiele większe znaczenie, niż bohaterowie przed sobą nawzajem udają. Gorzkie kino, gdzie nikt nie walczy o relacje, a słabość tytułowego gniazda, jest odczuwalna od początku filmu.

Pewnego dnia ojciec – Pai – wraca do domu i informuje córkę, że nie wie gdzie jest matka – od razu dodaje, że pewnie odeszła przez niego. Jednak 15 minut później okazuje się, że Mae była dłużej w pracy, ale Marta wcale się po tym incydencie nie uspokaja. Każde spóźnienie mamy powoduje drżenie i pewność, że ich zostawiła. Nie spotykamy jednej z wielu rodzin, której po prostu przydarzyło się zaczepić, ale mocno ściskają się za ręce przy upadku. Córka jest rozczarowana sytuacją w domu i niepewnością, idzie na imprezę, z której powrót się przedłuża (czas w tej apatycznej rzeczywistości ciężko zmierzyć). Ta mini podróż tylko pokazuje wielką przepaść samotności i jej chęci wyfrunięcia z gniazda. Kryzys rodzinny się pogłębia. Potem ojciec poprzez kilka impulsywnych decyzji również nie wraca przez dłuższą chwilę do domu. Tylko matka jest tutaj jakiś trzonem rozsądku, chociaż mimo jej ciężkiej, pracy, nie są w stanie zapłacić za prąd, co wzbudza w nas pewne wątpliwości, czy to nieumyślne szukanie pretekstu i dążenie do podjęcia ostatecznych decyzji. Rodzina stoi nad przepaścią, jednak nikt nikogo nie zakrywa piersią ani nie odsuwa od niej.

Suchość w ustach tego kina i bezceremonialność rozpadającego się świata uderza w widza najbardziej i porusza po koniuszki palców. Niby nic się nie dzieje – właśnie taki marazm towarzyszy naszym bohaterom. Ten obraz furczy od niewypowiedzianych pretensji, jest tak statyczny emocjonalne. Matka znajduje jakieś rozwiązanie, któremu córka się sprzeciwia. Chociaż każdy z nas wie, że to nie jest rozwiązanie… a jeżeli już to ich rodziny. Nawiązując do metaforycznego ptaszka, którego znajdujemy w klatce pewnego dnia martwego – to bardziej następuje wyrzucenie córki z gniazda, niż własne wyfrunięcie, o jakim bohaterka marzy.

Estetyka tego filmu ponura, pełna sekwencji powolnych i wywoływania w nas pewnej klaustrofobii tego świata, doskonale współgra ze smutną narracją o prawdzie i jej unikaniu oraz chęci ucieczki z obecnego układu. Perspektywa zza zamkniętych okien, wieszane pejzaże pięknych miejsc, w które bohaterowie się wpatrują. Jeszcze większy dołek dla widza kopie reżyser, próbując nas otumanić dialogami o tym, że rodzina musi być zawsze razem, a przecież widać jak nikomu na nikim tutaj już nie zależy – od początku jesteśmy na jej „wykończeniu”. Potem jest już tylko gorzej. Gniazdo to mała historia o wielkiej niemocy, doprowadzająca do wyrządzania sobie psychicznej przemocy.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie