Blask 5.5

Młoda kobieta zajmuje się tworzeniem audiodeskrypcji filmów dla niewidomych i niedowidzących. W czasie testów focusowych jej uwagę zwraca zachowanie mężczyzny, dawnego fotografa. Spotyka się z nim poza pracą. Naomi Kawase obserwuje ich nieoczywistą, niedopowiedzianą relację. Poświęca równie dużo uwagi dziewczynie, której wrażliwość zostaje poddana próbie, co mężczyźnie, który razem ze wzrokiem traci w życiu to, co wydawało mu się jego seansem – możliwość robienia zdjęć. Zepchnięty na boczny tor próbuje zachować samodzielność, niezależność i godność. Zaakceptować siebie odartego z pasji. Jednak ten subtelny portret dwojga ludzi jest także esejem o zmysłach i odbiorze świata. O obrazach zachowanych w pamięci. Wreszcie o wrażliwości, która - niezależnie od wzroku - zawsze pozwala dostrzec w rzeczywistości więcej.

Recenzje

Naomi Kawase znowu przypomina o sztuce czujności i doświadczaniu świata zmysłami, bez pośpiechu, w artystycznej, nie artystowskiej formie, balansując na granicy baśni - przypowieści. 8

W kinie niezbędnym zmysłem do odczuwania i odbierania świata ekranowego całymi garściami jest wzrok. W życiu niekoniecznie. Odczuwanie nie jest zależne od doskonałego wzroku, emocje też nie są temu podporządkowane. Można doświadczać wiele, widząc niewiele. Taką wrażliwą historię o metaforycznym spojrzeniu, w formie przypowieści, snuje Naomi Kawase w Blasku, który ma tak wiele znaczeń.

Nasza bohaterka zajmuje się audiodeskrypcją. Uczestniczy w zajęciach dla niewidomych, próbując uzupełnić ich doświadczenie z filmem, swoim szczegółowym opowiadaniem. Oglądający po zajęciach komentują, dają jej swoje uwagi. Misako naprawdę wkłada ogromny wysiłek i angażuje się – obcuje cały czas ze zmysłami. Jednak trudnym jest zrozumieć świat człowieka niewidomego, jeżeli samemu widzi się wszystko. Wśród uczestników grupy jest Masaya. Jest on częściowo niewidomy, kamera daje nam szansę zobaczyć, jak widzi jeszcze fragment zanikającego przed oczami mu świata. Tylko przed oczami, nie w pamięci. Był, próbuje być dalej, znanym fotografem, co wzmacniałoby jego niezgodę na ślepotę. Jednak on wydaje się być pogodzony z losem, gdyż wierzy, że jego zdjęcia nie wzbudzają takiego zachwytu tylko dlatego, że dobrze widział. Odczuwał też rzeczywistość innymi zmysłami – produkował emocje w odbiorcy, gdyż sam stawiał na nie nacisk podczas wykonywania fotografii.

I o tym na granicy bajki, jednak wracającej regularnie na ziemię, opowiada swoim charakterystycznym stylem, doceniania niuansów i drobiazgów na każdym poziomie Kawase. Buduje bardzo koronkowo i z ogromnym wyczuciem nieregularną, pełną znaków zapytania i różnych temperatur relację między Misako a Masayą. Ona naturalnie pragnie się nim opiekować, on w ogóle nie czuje takiej potrzeby. Mężczyzna chce grać w życie na tym samych zasadach, bez dostawania forów z jakiegokolwiek powodu. Dla osoby widzącej często większą tragedią jest patrzenie na osobę niewidzącą, niż dla tego kto ten wzrok stracił – zdaje się czule opowiadać Kawase. Pokazuje dominację uczuć, biorących się nie z patrzenia. Masaya nie zwrócił uwagi na bohaterkę z powodu jej atrakcyjności, urody zewnętrznej. To jest blask, który człowiek odczuwa nie musząc otwierać oczu, bo odczuwa go sercem. Jest to opowiadane bez pełnego sentencji zadęcia.

Powstaje przypowieść filozoficzna o tym, że najważniejsze jest niewidoczne dla oczu, ale bez oczywistości i wykoncypowanych melodramatów, a z prawdą, chropowatością i pięknem wziętym z przyglądania się ludzkim relacjom, a nie ckliwego cytowania czegoś cudzego. Zdania tworzą się poprzez czujność autorki i nacisk na osmozę psychiczną, która powstaje między bohaterami i żyje, jak gdyby rozwija się sama, już poza jej scenariuszem. To daje niesamowite wrażenie – kojące – za chwilę parzące. Jednocześnie ta realna nieregularność stawia piękny wielokropek w historii.

Do tego wszystkiego, ciepłe kolory kontrastujące z zimnem w innych sytuacjach, również stają się komentarzem i bohaterem Blasku. Kadry mają swoje zadanie, są hipnotyzujące, ale nie odwracają naszej uwagi od światła bijącego z czasem coraz bardziej od bohaterów. Paleta barw mówi za nich o uczuciach, które się pojawiają i zmieniają.

Blask to uczucie, nie doświadczenie oślepienia światłem. Kawase swoim filmem, jak w poprzednim, przypomina o sztuce czujności i uwagi w kinie oraz o wartościach, które gdzieś przelatują we współczesnym świecie przez palce i tyle oglądamy, ale czy naprawdę coś z uwagą widzimy i zapamiętujemy na całe życie? Blask to wielopoziomowe doświadczenie.

Ocena: 8/10

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
To kolejna historia o poznawaniu się dwojga zakochanych, pochodzących ze sprzecznych środowisk. 5
  • 2017-07-27
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

O ile naiwny sentymentalizm wykreowany w Kwiecie wiśni i czerwonej fasoli faktycznie skutkował owocnym wzruszeniem wśród bardziej wrażliwych uczestników seansu, tak kolejny film Naomi Kawase to zwykły, nieangażujący banał – nużący, nawet na ułamek sekundy nie drażniący się z kanalikami łzowymi swoich odbiorców. Twórczyni po raz kolejny sięga po (melo)dramatyczne klisze, by jeszcze bardziej podkreślić tragizm opowiadanej historii. W Blasku ckliwym asem staje się postać niewidomego fotografa oraz zakochanej w nim Misako, zajmującej się profesjonalną audiodeskrypcją.

Choć Blask nie należy do najcięższej wagi kina zaangażowanego, jego fabuła męczy percepcję odbiorcy – może to przez nieudolne epatowanie czynnikiem łzotwórczym, a może przez naiwną obserwację ludzkich zachowań. Na szczęście postać niewidomego Masaya nie staje się wyłącznie głównym składnikiem tragicznej wymowy produkcji, jak miało to miejsce przy okazji Gwiazd naszych wina. To kolejna historia o poznawaniu się dwojga zakochanych, pochodzących ze sprzecznych środowisk.

Film zdaje się być niespójny już na poziomie dwóch płaszczyzn fabularnych – podczas gdy pierwsza połowa Blasku przedstawia próby stworzenia idealnej audiodeskrypcji przez Misako, tak pozostała część produkcji to klasyczny melodramat z każdą jego wadą i zaletą. Blask nie wkracza na terytoria zgubnego harlekina, z drugiej jednak strony reżyserce nie udaje się ukryć naiwności produkcji pod emocjonalną kołderką z płatków róż i sztucznych emocji. Naomi Kawase balansowała na cienkiej granicy kiczu i bajkowości już w poprzednim widowisku, Kwiecie wiśni i czerwonej fasoli – tym razem nie udało jej się zachować wymaganej równowagi. I choć cała konstrukcja nie runęła w przepaść, trudno jest wyjść z projekcji w pełni zachwyconym.

Kinematograficzna innowacja wiąże się w Blasku z motywem przedstawienia pracy głównej bohaterki. Audiodeskrypcja polega na dostosowaniu języka kina, do oralnej formy opisującej zdarzenia na ekranie. Efekt końcowy odczytany zostaje obecnym na danym seansie osobom niewidomym. Aby wywołać skrajne emocje wśród swoich słuchaczy, Misako musi zrozumieć najpierw punkt widzenia osoby niewidomej – poznać jej odczucia i percepcję. Naomi Kawase nie wikła się w filmoznawcze spekulacje nad istotą adaptacji dwóch mediów. Technologiczny świat niewidomych – zaprezentowany niemal z dokumentalną precyzją – ma na celu łączyć dwa autonomiczne środowiska. Stopniowe zbliżenie Misako i Masaya opisane zostaje w barwnych zdjęciach, rozświetlonych przez promienie słońca. Tytułowy blask nie tyczy się tyleż obrazu widzianego (czy bardziej odczuwanego) przez bohaterów produkcji, co łez wzruszenia, pojawiających się w ich oczach.

Powierzchowność fabuły wynika tu z braku wymaganego rozwinięcia postaci – gdy bohater/bohaterka rozpoczyna zwierzać się ze swojej przeszłości, szybko okazuje się, że jego charakterologia wyrosła na klasycznym kinematograficznym schemacie. Naomi Kawase tylko sprytnie i mało umiejętnie uformowała ją i dostosowała do potrzeb Blasku. Prócz tego motywowi audiodeskypcji brakuje poetyckiego pazura w wyszukiwaniu odpowiednich słów, opisujących rzeczywistość przedstawioną w filmie. Nie sprawdza się nawet fabularny sentymentalizm związany z postacią zmarłego ojca. To kolejna nuta, nie współgrająca z uwerturą, mająca wnieść wyłącznie tragiczny półton.

_Bajkowy realizm_ – to dobre sformułowanie, opisujące filmowe clue produkcji Naomi Kawase. Szkoda tylko, że Blask jest tak powierzchowny i mało wyrównany. Film rozpoczyna się od „dramatyzmu”, a kończy na „melo” - brak w nim odpowiedniego wyśrodkowania. Z drugiej strony tak karkołomne wykreowanie świata przedstawionego tylko męczy percepcję odbiorcy. Widz jest szczęśliwy właściwe z jednego powodu – poznał nowy kinematograficzny zabieg, zwany audiodeskrypcją.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie