Recenzje

Good Time, to zły czas dla bohaterów, ale doskonały z filmem dla widza. Z zacięciem społecznym nabuzowane, impulsywne kino niepoprawnej drogi ku wolności, nieocenzurowane i nieuspokajane. 8

Nieustanny wyścig z czasem, od początku filmu status poszukiwanego – brzmi jak kolejny napompowany film akcji? W przypadku Good Time, zapalony dynamit, pulsującej historii, o uciekającym od odpowiedzialności bohaterze, w stylu teledyskowej impresji Nicolasa Windinga Refna, ale ze społecznym zacięciem. Uciekinier w filmie ma niejedno znaczenie – każde robi wrażenie.

Connie chce wyrwać siebie i młodszego, wymagającego opieki, brata z obdrapanej, jednowymiarowej rzeczywistości biedy i intelektualnego prostactwa. Wybiera metodę dosyć dyskusyjną – jeden napad na bank i mogą za te pieniądze wyrwać się z piekła. Jednak dopiero skok, w czym żaden z nich nie ma doświadczenia, będzie wpadnięciem w owe piekło. Młodszy brat trafia do więzienia, natomiast Connie z niewyczerpującą się determinacją, chce go z niego wyciągnąć. Pragnął uciec od tego, w czym tkwili, musi teraz uciekać od wymiaru sprawiedliwości.

Bracia Safdie doskonale wytwarzają nieustanne napięcie i tempo, gdyż uczestniczymy w pościgu z perspektywy uciekającego Conniego, który jednocześnie jest psem gończym, bo instynkt i szczera miłość, nie pozwala mu na pozostawienie brata. Nie chodziło mu o to, by zostać przestępcą – jednak bez żadnych moralitetów – widzimy jak Connie gimnastykuje się i próbując wyrządzić, jak najmniej krzywdy komukolwiek, próbuje odbić brata. Jego głowa, mimo że poobijana i obolała musi pracować na pełnych obrotach, rozgrzana do czerwoności. Odczuwamy tę temperaturę fizycznie, to ogromny sukces filmu. Uczestniczymy w tym rodeo, przypominając sobie o nabraniu oddechu. W czasie kina potłuczonej i niecenzuralnej drogi, bohater nie spotka na swojej drodze wiele osób, które by mu sprzyjały. To niepoprawna droga ku wolności, która niesie ze sobą prócz gęstej atmosfery i kina gatunku, kilka poważnych pytań, kwestionujących pewien zastany porządek.

Good Time to marzenie o dobrym czasie i właśnie takie chce sprezentować sobie i bratu Connie. Pytanie społeczne o słuszność działania zgodnie z prawem zostaje zadane tu subtelnie, nie zwalniając prędkości ani nie ujmując nic z zadziorności filmu. Niemalże, jak w Aż do Piekła, za jednym z braci przy okradaniu banku, stoi idea. To znak zapytania – czy cel uświęca środki? I czy skrajne i impulsywne działanie Conniego byłoby szkodliwe, gdyby się udało, niż to co proponuje państwo? A te zmusza jego brata do chodzenia na zajęcia dla upośledzonych i wykonywania zestawu ćwiczeń. Czy zachowania społecznie akceptowalne, mieszczące się w normach, zawsze są skuteczne i przynoszą szczęście? A o te przecież, w nietendencyjny sposób, walczy, tak naprawdę Connie!

To świetnie napisana historia, trzymająca za gardło, w tempie niemalże Hardcore Henry, gdzie bohater zachowuje się tak, jakby zapomniał, że ma się jedno życie. Możemy ją odczytywać na poziomie wariactwa nieschematycznego układu: policjanci i złodzieje. Możemy też zanurzyć się głębiej, bo film forsuje refleksje, dezorganizuje naszą pewność o tym co dobre, a co złe, nie daje nam wyłącznie niezobowiązującego lunaparku przemocy. Najlepszym komentarzem do Good Time są słowa piosenki, pojawiającej się w filmie: Przeklęci działają z miłości.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie