Zoo 6.0

W Belfaście, na początku II wojny światowej, zapada decyzja aby zabić duże zwierzęta z zoo, gdyż mogłyby stanowić zagrożenie dla ludzi po ucieczce ze zbombardowanego obiektu. 12-letni Tom Hall postanawia uratować słonia Bustera i ukrywa go. Władze ogłaszają nagrodę za odnalezienie zwierzęcia. Czy chłopcu uda się obronić Bustera? Zaskakująca i wzruszająca historia oparta na faktach.

Recenzje

Bez patosu czy epatowania przemocą, twórcy sprawnie wyłapują dramatyzm ukazanych zdarzeń. Później bawią zabawnymi gagami przy użyciu słonia oraz dzieci – doskonałe wyważenie słodyczy i goryczy. 7
  • 2018-11-06
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Zoo to niemal przewodnik dla rodzimych filmowców, jak kręcić produkcje o II wojnie światowej. Działania militarne – naloty na Belfast – stanowią tło urzekającej historii o sile przyjaźni oraz miłości do zwierząt. Twórcy nie mówią o wojnie z patosem czy przesadą – ukazują jej koszmar, sięgając po emocjonalne chwyty związane z ciężką sytuacją cywilów. Trudne tematy zostają znakomicie skrojone pod najmłodszego odbiorcę.

Belfast roku 1941, Wielka Brytania znajduje się w momencie bombardowania przez zmasowane siły nieprzyjaciela. Niedawno oglądaliśmy podobną tematykę w Dywizjonie 303 oraz jego angielskim odpowiedniku, 303. Bitwa o Anglię. Wtedy jednak działania zbrojne ukazane zostały z perspektywy żołnierzy broniących kraju, odważnie stawiających czoła zagrożeniu. Twórcy Zoo proponują inną perspektywę. Kierując swój film w stronę młodszego odbiorcy, scenarzyści uciekają z ognia bezpośrednich starć powietrznych i trafiają w sam środek piekła cywilów. Zoo dobrze uzupełnia – jakże dziurawą – fabułę Dywizjonu 303. Tam kwestia cywilów została ledwie liźnięta gdzieś na trzecim planie. Tutaj twórcy obrazują ją w pełnym, bezlitosnym spektrum.

Chociaż film jest skierowany do młodszego odbiorcy, nie ma w nim mowy o pójściu na łatwiznę czy przesadnej pruderii. Budowanie złudnego wrażenia wojny jako groteskowej rzeczywistości osób dorosłych – jak miało to miejsce np. w Dniu, w którym mój ojciec stał się krzakiem – ustępuje miejsca dosadnemu, często bardzo niewygodnemu nakreśleniu realnych traum oraz rozpaczy. Nikt nie jest bezpieczny w Zoo – brakuje nieśmiertelnych postaci, które w ostatniej scenie wyłaniają się z tumanów kurzu i stwierdzają, że czują się znakomicie, chociaż widz kilka ujęć wcześniej zdążył wysłać im szczere kondolencje (klisze Disneya). Zagrożone są także zwierzęta w zoo i to na nich skupia się akcja filmu. Zwłaszcza ważny okazuje się lokalny słoń. Najpierw – na modłę klasycznego heist movie – obserwujemy zbieranie ekipy, później bohaterowie wyruszają do pobliskiego ogrodu zoologicznego, by ukraść stamtąd małego słonika. W przeciwnym razie czekałaby go śmierć (zwierzęta zostają zabite, żeby w trakcie bombardowania nie uciekły ze swoich klatek). Zgrabna gatunkowa żonglerka zostaje zmieszana z historią o odwadze i oddaniu – inicjacji oraz radzeniu sobie z traumą (ta dotyka zarówno młodych, jak i starych).

Chociaż fabuła przypomina nieco zeszłoroczny Azyl, całokształt zostaje bardzo dobrze ograny w konwencji kina familijnego. Charakter głównych bohaterów kojarzy się z postaciami Harrego, Hermiony i Rona, występującymi w ponadczasowej serii książek J.K. Rowling. Na dokładkę dodana zostaje gorycz Mostu do Terabithii. Nastolatkowie spędzają wspólnie czas na błogiej zabawie, lecz gdy trzeba mobilizują się i ruszają pomóc słonikowi w klatce. Towarzyszy im upośledzony fizycznie brat jednej z postaci. Znakomity ruch ze strony twórców pozwala ocieplić wizerunek osób niepełnosprawnych w oczach dzieci, do których skierowany został film.

Film Zoo jest bardzo mądry i równie wrażliwy na wielu podjętych polach fabularnych. Pogłębia nawet tło psychologiczne głównych bohaterów, co rzadko zdarza się w produkcjach kierowanych do dzieci. Każdy z nich przechodzi swój własny, prywatny dramat. Ojciec Toma poszedł na wojną, jego bliska przyjaciółka pochodzi z patologicznej rodziny (przez co ciąży na niej społeczna stygmatyzacja), zaś ich kompan posiada niepełnosprawnego brata – w oczach matki pozostaje przez to w cieniu. Na szczęście w całej tej wojennej zawierusze, pośród gruzów oraz niepokojących informacji z frontu, główni bohaterowie spotkają kilku charakterystycznych dorosłych, którzy wyciągną do nich pomocną dłoń.

Czy zwierzęta w klatkach nie kojarzą się z plastycznym obrazem wojennej zagłady – zwłaszcza tej, utożsamianej z II wojną światową? Oczywiście. Bestialskie czasy dopadają młodych w najmniej oczekiwanym momencie, zaburzając spokój miasta, rodzące się przyjaźnie (a może nawet miłości). Generał w reżyserii (i aktorskiej maestrii) Bustera Keatona, na którego młodzi idą zaraz na początku Zoo, okazuje się absurdalnym preludium wobec prawdziwej wojny. Ją dzieci odczują na własnej skórze zaraz po wyjściu z murów kina. Bez patosu czy epatowania przemocą, twórcy sprawnie wyłapują dramatyzm ukazanych zdarzeń. Później bawią zabawnymi gagami przy użyciu słonia oraz dzieci – doskonałe wyważenie słodyczy i goryczy. Świetne kino.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie