Botoks 5.5

Film opowiada historię czterech pracownic polskiego szpitala, w którym są realizowane nielegalne przedsięwzięcia.

Recenzje

Idąc tematyką kina, to film szkodzący zdrowiu. Patryk Vega pokazuje kulisy, ale przefiltrowane, bo prawda jest zbyt nudna dla jego kina i chce być od niej prawdziwszy. 2

Botoks to sztuczna substancja, która jest stosowana by poprawić coś na zewnątrz i dotyczy powierzchowności – to medycyna estetyczna. Dlatego tytuł Botoks jest doskonałym dla nowego filmu Patryka Vegi – ostatnio pretendującego do najbardziej popisującego się, cwanego i płytkiego reżysera w polskim kinie. Słowo „doskonały” więcej nie padnie w tej recenzji. Jednak jakby miałby być to tekst paralelny do uwagi i koncentracji jaką obdarował narrację i scenariusz reżyser, to właściwie kilka przekleństw by wystarczyło. Botoks to kino bolesne – ale nie z tego powodu którego mogło być – czyli rock and rollowego reportażysty, który konfrontuje nas z trudną rzeczywistością i zagląda zza kulisy medycyny. Ten film sprawia ból tylko dlatego, bo autor tak jest uzależniony od efekciarstwa i bodźców, że finalnie uatrakcyjnia prawdę, obrażając inteligencje widza oraz wyzyskując cudze emocje.

Historia, a właściwie rozsypane puzzle w formie poszatkowanych scen, anegdot, skeczy, nazwijmy to jak chcemy, tylko nie opowiadaniem, dotyczy generalnie służby zdrowia i tego co dzieje się na salach operacyjnych, na papierosach, w gabinetach, po zmianach, kiedy nikt nie patrzy. Taka przynajmniej jest intencja. Rozebrać do naga polską służbę zdrowia i pokazać jaka jest chora, na przykładzie historii czterech kobiet, których drogi się splatają, udowodnić jaka mitomania jest uprawiania w naszym państwie każdego dnia. Tylko to ciało nie jest nam jakieś straszliwe obce – bo reżyser nie zobowiązuje nas przez własny dystans do obrazu, a i dlatego że na podstawie kilku newsów z gazety wiemy już to wszystko. Na dodatek ta mitomania akurat brzmi zabawnie, gdyż Patryk Vega sam wpisuje się w ten trend bajkopisarstwa swoim filmem.

Budowa tego filmu bazuje na gagach, żartach, bez ciągłości, bez puenty, tylko po to by zrobić show! Żarty niestety nie niosą żadnej dodatkowej treści i są inspirowane kabaretami, niestety tymi współczesnymi. Jeżeli pojawiają się prawdziwe wymiany zdań, a nie brylować ciętym językiem, są odczuwane jak wkładane bohaterom w usta, nie uwiarygodniają scenariusza, a ten jest pełen luk i absurdów. Jeżeli takowy w ogóle powstał naprawdę.

Botoks ma ogromny potencjał, bo jest o czym opowiadać, temat jest naprawdę potężny. Ciężkie grzechy i bezduszność firm farmaceutycznych, lekarze podpisujący z nimi pakty, pieniądze jako główna wartość w świecie, gdzie żaden lekarz nie pamięta przysięgi, którą składał, miejsce kobiet w świecie zawodowym, klasowość – no Polska jest źródłem inspiracji jeżeli chcemy dokonywać demistyfikacji i dekonstrukcji. Tylko, że Patryk Vega decyduje się nie na ostrą wymianę zdań, a na ostry filtr rzeczywistości i chce być prawdziwszy od prawdy – oszukuje i nabiera publiczność jak szefowie firm farmaceutycznych swoich klientów.

Botoks to film, który chodzi dumny z siebie jak paw, a pawia raczej chce się puścić podczas wielu scen, ponieważ są tak źle zmontowane i napisane. Przypomnijcie sobie scenę, kiedy jedna z naszych bohaterek Patrycja zostaje zapytana o numer przez Michała albo Magda składająca po raz dziesiąty rezygnacje albo kobiety dokonujące symbolicznego pochówku miłości Magdy. Nie ma pomysłu, jest banalnie, przewidywalnie, a nie czołgająco. Tak źle napisane sceny można długo wymieniać, aż właściwie opowie się cały film.

Patryk Vega gra znowu ten sam przebój, bo ludzie do niego tańczą, ale nikt tutaj nie tworzy filmu, tylko go udaje. Trywializuje treści, nieskażone żadną myślą. Botoks to w zasadzie toksyna. Idąc żargonem medycznym – to kino szkodzi zdrowiu.

1 z 2 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie