Jaskiniowiec 6.0

W zamierzchłych czasach, gdy nie było facebooka, prądu i ciepłej wody, a w zagrodzie za jaskinią pasły się dinozaury, rozgrywa się pełna szalonych przygód historia dzielnego Duga, który musi zjednoczyć swą jaskiniową ferajnę przeciw nadchodzącemu zagrożeniu. W świecie, w którym zamiast psa każdy mógł mieć mamuta, a zaostrzony kamień był gadżetem na miarę dzisiejszego smartfona, nadejście pulsującej hałaśliwą nowoczesnością Epoki Brązu zwiastuje nieuniknione kłopoty.

Recenzje

Tytuł garściami czerpie z franczyzy Asterixa i Obelixa. 7
  • 2018-03-01
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Nick Park powraca w wielkim stylu! Twórca Wallace'a i Gromita, Uciekających kurczaków i Baranka Shauna znów prezentuje światu znakomitą animację poklatkową – tym razem zaprasza odbiorców na mundialową gorączkę czasów prehistorycznych. Całokształt bazuje na konwencji przygód Asterixa i Obelixa, jednak twórca odpowiednio równoważy każdy element ukazanego tytułu tak, że Jaskiniowiec ani na moment nie smakuje plagiatem czy wtórnością.

Czasy prehistoryczne gwałtownie zdominowane zostają epoką brązu. Tylko malutka wioska Galów – wróć! - tylko malutka wioska jaskiniowców stawia czoła potężnemu imperium. Losy ich suwerenności zależą od wyniku meczu piłki nożnej, rozegranego z rozwiniętą cywilizacją. Technofobiczny lęk twórców gloryfikuje idyllę na łonie natury, jednak szybka akcja ani na moment nie pozwala popaść widzom w stoicką zadumę.

Nick Park oraz scenarzyści, Mark Burton i John O'Farrell, grają nieco na autopilocie – Jaskiniowiec zanurzony zostaje w esencji Uciekających kurczaków (motyw ofiar dotkniętych rozwojem techniki) oraz charakterologii tytułowego duetu z cyklu Wallace'a i Gromita. Nie ma to jednak większego znaczenia – tytuł przewidziany został dla młodego odbiorcy, niezaznajomionego ze wspomnianymi animacjami plastelinowymi. Z drugiej strony na filmie równie dobrze będą bawić się osoby, które sentymentalnie wspominają wskazane produkcje.

Twórcom nadal pozostał spory zapas weny, by nadać tytułowi konwencję komedii abstrakcji. Niełatwo jednak odeprzeć wrażenie, że tytuł garściami czerpie z franczyzy Asterixa i Obelixa. Już sam wizerunek złego centuriona – czy germańskiego władcy, jak faktycznie nazwana zostaje ta postać w animacji – stającego na czele sąsiedniego obozu, bezpośrednio kojarzy się z przygodami dzielnego Gala.

Burton i O'Farrell kopiują też od Goscinnego i Uderzo prawdziwe clue dowcipu produkcji. Prócz gier słownych (dość często nawiązujących do przysłów, co akurat nie wychodzi Jaskiniowcy na dobre), twórcy bazują na żarcie polegającym na postmodernistycznym korzystaniu ze współczesnych zjawisk czy tendencji. Odpowiednio wpisują je w prehistoryczne czasy, dając widzom szereg analogicznych skojarzeń. Przykład? Nad imperium opartym na technologii brązu oraz footballowym szaleństwie pieczę sprawuje królowa Oofeefa (fonetycznie: Ufifa).

No właśnie, prócz między-epokowych żartów, drugim z dominujących, komicznych motywów staje się tutaj piłka nożna. Sportowe emocje z pewnością udzielą się zarówno małym, jak i dużym kibicom siedzącym na sali kinowej. Ci starsi z pewnością wyłapią kilka footballowych smaczków, sprytnie wplecionych w ukazaną historię.

Tym razem polski dubbing pozostawia spory niedosyt – w oryginalnej wersji językowej głosu postaciom użyczyli tak znakomici aktorzy, jak Tom Hiddleston, Eddie Redmayne oraz Timothy Spall. Szkoda, że w rodzimej dystrybucji nie można zapoznać się właśnie z tą alternatywą filmu. Polski dubbing pozostawia spory niedosyt - w ekipie znaleźli się m.in. Paweł Ciołkosz, Marta Dylewska, Krzysztof Dracz.

Animacja znów wygląda przepięknie – jak zawsze, gdy ma to miejsce w przypadku projektu koordynowanego przez Parka. W dobie rozwijającego się imperium produkcji Walta Disneya każdy przejaw niecodziennego sposobu tworzenia animowanego filmu powinien przyciągnąć uwagę odbiorcy. Kubo i dwie struny czy zbliżająca się Wyspa Psów Wesa Andersona – każdy z tych tytułów opiera się na poklatkowej technice tworzenia. Efekt powstały dzięki wysokiemu budżetowi oraz grupie specjalistów każdorazowo urzeka. W Jaskiniowcy dech zapierają szczegółowe makiety. Szkoda tylko, że twórcy zdecydowali się wpleść w animację kilka scen CGI – ułatwiają one realizację skomplikowanych ujęć, jednak zbyt kontrastują z plastelinową estetyką reszty produkcji.

Czy zatem kolejny mecz piłki nożnej plastelinowi jaskiniowcy rozegrają z innym imperium, również opartym na rozwijającej się technologii (tym razem stopniowo wypierającej poklatkowy czy rysunkowy proces tworzenia filmu)? Mowa oczywiście o animacji CGI oraz dominującym koncernie Walta Disneya. W takiej rozgrywce posiadam już swoich faworytów.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie