The Square 7.3

Ludzie gromadzą się na miejskim placu, gdzie nie ma żadnych zasad i można zrobić wszystko, co tylko chcesz.

Recenzje

To doskonała satyra na współczesność. Dostaję się tutaj precyzyjnie, z humorem, szyderstwem każdemu. Piękna degrengolada. 9

„Are you lost in the world like me?” to utwór muzyczny autorstwa Mobiego, który mocno i bardzo ponuro, ale celnie uwypukla absurd do jakiego dotarliśmy w naszym świecie. Nie trzeba tworzyć komedii, by to co nas otacza bawiło. Tylko ten śmiech kończy się szeroko otwartymi oczami ze zdumienia. To właśnie metoda jaką obiera film The Square. Jest bezwzględny, obśmiewa wszystko i wszystkich, mimo że wydawałoby się, że będzie to tylko piekielnie inteligentna satyra na środowisko sztuki współczesnej, bo tu się znaleźliśmy. Jednak dostaje się każdemu – I’m lost in the world like you – odpowiadam po projekcji. Jednak nie jest to tak apokaliptyczne i obciążające swoim gorzkim smakiem, dzięki kpiarskiej narracji, kino.

Główny bohater to właściciel prestiżowej i popularnej galerii sztuki współczesnej, Christian. Przystojny, w zawsze wyprasowanym stroju, z przygotowaną odpowiedzią na każde pytanie i tekstem na podryw. Korzysta, jak może ze swojego statusu w świecie zawodowym, jednak nie jest skonstruowany jako bad gay, którym gardzimy od pierwszej minuty. To materialista, który jednak promuje sztukę, a nie inwestuje w jachty. Spotyka go dziwna, nie ostatnia taka w filmie, przygoda. Wytrąci to go ze strefy komfortu, niemalże wypadnie z tytułowego kwadratu. Zostaje okradziony, kiedy reaguje jako jeden z niewielu na krzyk dziewczyny, a akcja okazuje się zorganizowaną sprawą. Christian po rozmowie z jednym ze swoich najbliższych współpracowników, który ma tyle roboty, że cały dzień siedzi i śledzi telefon szefa, decyduje się na podrzucenie do bloku, w którym są jego ukradzione rzeczy, pod każde mieszkanie listy z prośbą o ich oddanie. Jako „człowiek kultury” pisze niemalże wypracowanie i rusza wraz z pomysłodawcą, w rytm muzyki Justice, podrzucić w wątpliwej dzielnicy przesyłki. To rozpocznie serię absurdalnych i niefortunnych zdarzeń w jego życiu. Szkoda zdradzać więcej.

Do tego jest jeszcze galeria i nadchodząca wystawa o nazwie tytułu filmu „The Square”. Ma ona polegać na stworzeniu kwadratu, w którym znajdująca się osoba może poprosić o wszystko, a my musimy jej pomóc. Nauka empatii? Żyjemy w świecie, w którym trzeba wydzielonego kawałka podłogi, by ludzie zareagowali, ale poza nim nie muszą. Mają prawo pozostać ignorantami, a to tylko projekt, a pomaganie nie musi być codziennością. Dlatego w filmie forsowanych jest wiele dziwacznych momentów, kiedy np. nasz bohater ignoruje żebraka w galerii handlowej, a potem sam go prosi, żeby popilnował jego rzeczy, bo musi znaleźć córeczki, które gdzieś się zawieruszyły. Pojawia się również wybrzydzająca w zawartości kanapki, którą dostała za darmo, bezdomna. Młodzi, zdolni chłopcy z reklamy, którzy wymyślają kampanię reklamową, mówiąc że ludzie skupiają się na przekazie filmowym przez 2 sekundy i są tacy szybcy, nowocześni i wiedzą jak trafić współczesnymi mediami społecznościowymi do odbiorców, by zdobyć większe zainteresowanie wystawą. Dlatego tworzą film o wydźwięku odwrotnym do sensu wystawy. Do tego mamy scenę konferencji prasowej, na której dziennikarze nie słuchają. Nie oszczędza też reżyser kobiet. Dziennikarka, silna i niezależna śpi z kimś jedną noc, bo ktoś zamachał błyskotką, ale udaje że zna doskonale swoją wartość i jak jest odporna na takich, jak Christian. Zepsutą wisieńką na tym gorzkim torcie, udowadniającą kunszt parodii i szyderstwa, bez skrupułów demaskujący inteligencje, w stylu Wielkiego Piękna, to wielki performance zorganizowany przez Christiana. Ludzie są zbyt uprzejmi, kulturalni, by zwątpić w jego sens, zaregować. Następuję totalna demaskacja. Sztuka współczesna zabrnęła tak daleko, a granice są tak nieregularne, że każdy może być twórcą, a wszystko może być dziełem. Taki wniosek można wyciągnąć widząc niektóre prace i zachowania ludzi pracujących w galerii, czy samych odwiedzających.

The Square mimo takiego upokorzenia współczesnego świata od elity kulturalnej po „zwykłych śmiertelników”, melduje się skutecznie pamięci, ale nie prowokuje nas do zaryglowania drzwi i odcięcia się od świata. Nie dlatego, że infantylizuje temat, a wręcz wyczerpuje go doskonale, tylko używa też dystansu, ironii ratującej nas przed zapadnięciem się w smutek z powodu świata, który z pomocą ludzi robi z siebie od dawna idiotę. Jednocześnie film dalej pozostaje poważny we wnioskach.

Kiedy już bezradność owa przekroczy granice śmieszności, a nazwać ją przecież nadal trzeba, bo byśmy się z niej pochorowali, to zostaje jeszcze szyderstwo. Tak mówił Witkacy, tak robi doskonale, pięknie i zmyślnie Ruben Ostlund w The Square. Niby świat schodzi swoim poziomem poniżej akceptowalnych zachowań, o czym film mówi, ale jednocześnie to samo kino ratuje ten świat, swoją wybitnością, przed upadkiem na główkę sztuki.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie