Synalek 6.0

Rodzice Vincenta traktują go jak małego chłopca, mimo, że dawno skończył 18 lat. Kiedy ich syn zostaje porzucony przez swoją pierwszą, wielką miłość i wpada w czarną rozpacz, postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce. Przecież nikt lepiej nie obrzydzi wrednego dziewuszyska, niż kochający nad życie rodzice! Szybko układają program miłosnego detoksu, który jest tak wyczerpujący i intensywny, że nie oprze się mu żadne złamane serce... Wszystkie chwyty dozwolone!

Recenzje

To tendencyjna komedia, jednak nieogłupiająca, a proponująca kilka uśmiechów i chwilami ucieczkę w bardziej pieprzne i niepoprawne klimaty. 5

Pomiędzy filmami, które doprowadzają do martwicy mózgu, a nasze IQ cofa się do wyniku minusowego, nie udanymi skokami na ambitne kino, a filmami totalnymi, spełnionymi pod każdym względem, plasują się takie jak Synalek. Takie trochę zdrobnienie kina, jak w tytule. Nie wyrządzający nikomu krzywdy film o humorze bezpiecznym, czasami pieprznym, opowiadającym o rzeczach banalnych, ale z konkretnym postulatem: feel good movie z zakrętem w urocze niegrzeczności. Wiemy od początku do końca co się stanie, ale nikomu to nie przeszkadza. To tendencyjna, ale nieogłupiająco zbudowana historia o szaleństwie miłości i że nie ma wieku, który by zwalniał z potrzeby i tęsknoty za romantyzmem oraz namiętnością.

Naszym tytułowym Synalkiem jest nastolatek Vincent. Spotykamy go zasmarkanego, częściej płaczącego, niż mówiącego. Jest na etapie rozpadu związku, utraty pierwszej miłości – czyli dla niego śmierci. Rodzice chuchają i dmuchają na swojego syna, więc jednoczą się być zrobić coś z jego życiem, a właściwie by zaczął z powrotem robić cokolwiek niż nagrywać filmiki, jaką głupotę potrafi wykonać z miłości dla Elina albo naklejać na lustro kolejne ich wspólne zdjęcia. Clea i Harold zaczynają od imitacji, że ich dom został okradziony – oczywiście z racji przesadnej nadopiekuńczości zapominają, że złodziej nie posłałby łóżka dla ich syna. Potem następują kolejne pomysły – karykatura rysunkowa, wyzywanie jej przez rodziców, aż do wspólnej wycieczki po miejscach, które Vincent i Elina razem zwiedzili. Aby obrzydzić mu wspomnienia w każdym miejscu, gdzie Vincent ma romantyczne wspomnienie, dostaje w twarz od ojca. Ciekawe praktyki, dużo nadopiekuńczości, a nawet elektroniczna niania w pokoju ukochanego synka.

Jeden interesujący plot twist doprowadza do tego, że to Vincent czegoś nauczy albo otworzy oczy swoim rodzicom, a nie odwrotnie. To zaleta konstrukcji tego filmu. Reszta to trochę gra powtórzeń, humor, który ma być uniwersalny i jest wcześniej mocno zapowiadany przez fabułę, ale niepoprawność i rozbrajająca specyficzność rodziny w tym filmie, pozwala mu się oddalić od pojęcia klisza w kinie chociaż trochę.

Synalek to film, który znamy, jeden z wielu. Szkoda, że nie zanurza się w problematykę nieodciętej pępowiny między rodzicami, a dzieckiem i nie drąży problemu przełożenia zainteresowania z małżeństwa na dzieci. Jednak nie takie ma intencje, ma po prostu spowodować uśmiech na twarzy. Ma być humorystyczny, a nie analityczny.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie