Shazam! 7.2

Każdy ma w sobie superbohatera. Potrzeba jedynie odrobinę magii, aby go wydobyć. W przypadku Billy’ego Batsona (Angel) wystarczy wypowiedzieć jedno słowo — SHAZAM. Wówczas ten cwany 14-letni sierota zmienia się w dorosłego superbohatera Shazama (Levi), a wszystko za sprawą starożytnego czarodzieja. Shazam, który w głębi duszy nadal jest dzieckiem — choć zamkniętym w umięśnionym ciele herosa — wykorzystuje swoją dorosłą powłokę tak, jak zrobiłby to każdy nastolatek z supermocami — do zabawy! Czy umie latać? Czy może prześwietlać wzrokiem? Czy potrafi ciskać piorunami? Czy może się nie pojawić na sprawdzianie z WOS-u? Shazam poznaje swoje możliwości i ograniczenia z radosnym nieskrępowaniem dziecka. Jednak będzie zmuszony szybko okiełznać supermoce, aby stawić czoła zabójczym siłom zła kontrolowanym przez dr Thaddeusa Sivanę (Strong).

Recenzje

Samoświadomy charakter Shazama! daje przyjaznego pstryczka w nos innym odsłonom kina o herosach w trykotach. 7
  • 2019-04-21
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Po epickim Aquamanie kinowe uniwersum DC przedstawia zadziwiająco kameralną i bezpretensjonalną historię małego chłopca, pretendującego do miana superbohatera. Samoświadomy charakter Shazama! daje przyjaznego pstryczka w nos innym odsłonom kina o herosach w trykotach. Widowisko łączy w sobie komedię, dramat familijny i horror – pojedynek rozgrywa się natomiast gdzieś pomiędzy mitologią a wiarą chrześcijańską. Czy twórcom udało się uzyskać pożądany efekt z tak niekompatybilnej mieszanki kulturowej?

Shazam! to pierwszy film kinowego uniwersum DC, w którym ani w jednej scenie czy postaci nie maczał palców Zack Snyder (twórca odpowiedzialny m.in. za klapę Batmana V Supermana). Sam tytuł odcina się od poprzednich widowisk superbohaterskiego uniwersum. Brakuje nadęcia oraz pretensjonalnego mroku, otaczającego eskapistyczne historie o Człowieku ze stali. Shazamowi! znacznie bliżej do kina spod znaku Marvela – podobieństwo można zauważyć już na poziomie lekkiego i humorystycznego tonu. Wzbraniałbym się jednak z gatunkiem komedii, wyperswadowanym na poziomie kampanii marketingowej filmu. Na modłę kinowego uniwersum Marvela także tutaj znajdzie się kilka gagów oraz zabawnych scen – te sprytnie wplecione zostają w klarowny tok fabularny. Sama historia stanowi natomiast zbiór różnych konwencji, jak horror, teen drama, filmy familijne – całokształt wybrzmiewa niczym solidne kino nowej przygody.

W przeciwieństwie do wielkich kosmicznych odysei albo podwodnych sag rodowych, które zdominowały gatunek superbohaterski na dużym ekranie, tutaj mamy do czynienie z kameralną historią rodzinną. Nowa familia, do której trafia Billy Batson (Asher Angel), to cudowna mieszanka licznych charakterów oraz kultur. Obok – najwyżej 6-letniej – Afroamerykanki znajduje się dojrzewająca nastolatka. Każda postać posiada własne problemy, skonkretyzowane pod kątem wieku, oraz indywidualny, wyrazisty charakter. Przyznam szczerze, że interakcje w ramach murów domowego ogniska śledziło mi się ciekawiej niż całą intrygę związaną z superbohaterem i jego przeciwnikiem (ciekawe, ilu z was pamięta po seansie jego imię?). Paradoksalnie Shazam! to dobre kino familijne i przeciętny blockbuster superbohaterski.

Tytułowy heros nie przypomina już boga ponad śmiertelnikami na miarę Wonder Woman albo Aquamana (pomimo swoich mitologicznych korzeni). Jego pochodzenie jest w pełni ludzkie, intencje są z kolei czyste i infantylne – superbohaterem został w końcu nastoletni chłopak. Tak proste rozwiązanie fabularne pozwala twórcom bawić się konwencją kina superbohaterskiego. Kwestią sporną pozostaje, na ile Shazam! w swojej samoświadomości przypomina Deadpoola, inną głośną produkcję, która bezlitośnie wbijała szpilkę w krzesło Batmana i wiązała sznurówki Flashowi. Owszem, oba tytuły wyśmiewają utarte klisze widowisk superbohaterskich, jednak w najnowszym filmie DC znajdzie się miejsce dla wielkiej afirmacji bycia superbohaterem. Shazam! nie szydzi, nie wyśmiewa – pokazuje z nastoletniej perspektywy możliwość bycia super. Deadpool w dużym skrócie robił wszystko, aby dostać erkę.

Shazam! nie wstydzi się swoich komiksowych korzeni. Twórcy barwią świat przedstawiony dosadnym campem (zwłaszcza jeśli chodzi o kreację złoczyńcy), a imiona głównych bohaterów powstają przy pomocy aliteracji (jak miało to miejsce jeszcze w latach 40., w czasach Złotej Ery komiksów DC). Reżyser i scenarzyści nie próbują robić tutaj poważnej miny, opowiadając przy okazji historię dorosłych ludzi, ubierających obcisłe kostiumy, by chronić świat przed złem. Nie oznacza to wcale, że Darren Lemke i Henry Gayden nie podchodzą z szacunkiem do materiału źródłowego, na którym się opierają. Kinowy Shazam! oddaje esencję komiksu niemal w 100%.

Największa zabawa tkwi tutaj w przedstawieniu nastolatka, który po wypowiedzeniu magicznego słowa, zamienia się w dorosłego superbohatera. Jego moce nawiązują do starożytnych mitów i mitologii: Salomon daje bohaterowi mądrość, siłę Herkules, wytrwałość Atlas, moc Zeus, odwagę Achilles, a szybkość – Merkury. To prawdopodobnie najlepszy pakiet, dostępny w fantastycznym świecie DC. Korzystanie z niego okazuje się jednak trudniejsze niż ktokolwiek mógłby się tego spodziewać. Chłopak musi sam odkryć proste przesłanie, podane w innym komiksie Peterowi Parkerowi przez wuja: „z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”. Cały humor w filmie wypływa właśnie z naiwności, z jaką młody człowiek podchodzi do swoich zdolności. Twórcy rozumieją sposób myślenia współczesnej młodzieży. Nastolatek, urodzony w XXI wieku, zaraz po otrzymaniu supermocy nie stara się ratować świata przed złem – przeciwnie: zakłada kanał na YouTubie, aby efektownie eksponować w nim nabyte moce.

Również złoczyńca znajduje się na usługach okultystycznych mocy, silnie zakorzenionych w kontekstach wiary czy tekstach religijnych – jego gałka oczna skrywa w sobie całe stado przebrzydłych demonów, stanowiących pulpową interpretację siedmiu grzechów głównych. Ciekawe, że sam Billy Batson w momencie po uzyskaniu supermocy popełnia wszystkie z wymienionych złych uczynków. Jest nieczysty, bo idzie do night-clubu, bywa pyszny, gdyż wywyższa się nad rówieśnikami. Dopiero kiedy ostatecznie oczyści swoje serce, nauczy się latać i będzie mógł stawić czoła antagoniście. Sam złoczyńca jest najbardziej przegiętym elementem filmu. Twórcy wydają się ironicznie traktować jego patetyczne zachcianki oraz decyzje – na modłę kiepskiego kina superbohaterskiego sprzed dekady, atakuje on pewną korporację. Równocześnie w ekspozycji demonów, nad którymi ma władzę, zrozumiałem, dlaczego na stanowisku reżysera usiadł wprawny rzemieślnik kina grozy, David F. Sandberg.

Shazam! serwuje najczystszą rozrywkę w konwencji sprawnego kina nowej przygody. Twórcom udało się to, czego nie zdołał zrobić Zack Snyder w Lidze Sprawiedliwości. Napisali całą grupę wyrazistych postaci, które można pokochać od pierwszego pojawienia się na ekranie. Nie miałem większych oczekiwań wobec filmu, teraz z niecierpliwością czekam na kolejny tytuł poświęcony starożytnemu herosowi. Czy powstanie? Cóż, pod koniec widowiska, kiedy Shazam daje w kość swojemu rywalowi, widzimy małego chłopca, który bawi się figurkami Batmana i Supermana. Gdy widzi na niebie nowego superbohatera, upuszcza swoje zabawki i wpatruje się w niego z zachwytem. Nastał czas na nową generację herosów? Kinowe uniwersum DC w końcu rokuje na lepsze!

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie