Astronauta Roy McBride (Brad Pitt) wyrusza na wyprawę poza granice Układu Słonecznego, aby odnaleźć swego zaginionego ojca i odkryć tajemnicę, która zagraża przetrwaniu naszej planety. W czasie swej podróży odkryje sekrety, które postawią pod znakiem zapytania sens ludzkiej egzystencji i nasze miejsce we wszechświecie.
filmoznawczyni, miłośniczka kina, hedonistka!

Nie jest to kino dla każdego, a w szczególności fanów gwiezdnych pościgów, wybuchów i efektów specjalnych spod loga Marvela. 8

Kosmiczne odyseje, bezkresne zakątki wszechświata oraz tajemnice życia pozaziemskiego to tematy eksploatowane przez twórców filmowych od zarania kinowych dziejów. Patrzenie z nadzieją w gwiazdy i szukanie w nich odpowiedzi na nurtujące nas pytania, wydaje się wpisywać w istotę i definicje człowieczeństwa, o czym przekonał świat już sam Georges Méliès w swojej "Podróży na Księżyc" z 1902 roku. Jego dzieło stało się pewnego rodzaju filmowym proroctwem i zalążkiem gatunku science-fiction, który zyskał miano pozycji niezbędnej i docenianej w Fabryce Snów.

Ad Astra (2019) -

"Ad Astra" wpisuje się w standardy ambitnego majstersztyku spod szyldu sci-fi. To kino dość patetyczne, lecz w pełni dojrzałe, w którym to rozległe kosmiczne uniwersum pełni rolę medium w opowiadaniu bardzo intymnej i kameralnej historii rozdartego wewnętrznie, zmagającego się z traumami człowieka. Jest swoistym potwierdzeniem zamysłu, że dziesiąta muza od zawsze czerpie z rzeczywistych doświadczeń i empirycznej idei, które prezentuje później w różnych formach i ramach gatunkowych. James Gray nie wydaje się być entuzjastą kinowej ucieczki od świata realnego, lecz pomimo poczucia obcości i nieosiągalności, jakie kreuje czarna, bezkresna otchłań, stawia nas twarzą w twarz z rozterkami głównego bohatera, dając przestrzeń i czas na osobistą refleksje.

Już od pierwszych scen zauważyć można, iż reżyser poszukuje własnej, indywidualnej drogi w odkrywaniu tego co nieznane i pomimo, że punktem wyjścia w filmie są dość powszechne motywy o charakterze katastroficznym, czy związane z negatywnymi skutkami kolonizacji człowieka w kosmosie, brak tu pretensjonalności, tanich komercyjnych chwytów, czy wymuszonych plot twistów. Odyseja astronauty Roy'a to tylko pretekst dla o wiele głębszej historii, która przybiera formę uniwersalnej przypowieści o poszukiwaniu swojego ojca- swoich korzeni i własnej tożsamości.

Ad Astra (2019) -

Jedną z myśli, jakie przyszły mi do głowy podczas seansu, jest brak klaustrofobiczności, która często towarzyszy tego typu produkcjom. Niespieszne tempo, dość ciasne kadry i zbliżenia na twarz głównego bohatera mają zadatki na stworzenie sterylnej i hermetycznej przestrzeni. Jak się okazuje, zabiegi montażowe w połączeniu z przejmującą ścieżką dźwiękową, ale i goszczącą na ekranie ciszą, przynoszą całkowicie odwrotny efekt, tak jakby reżyser wybierając lokację dla swojej opowieści, pragnął stworzyć dla widza przestrzeń sprzyjającą kontemplacji i zadumie. Przestrzeń wielką i nieopisaną, niczym sama galaktyka, ale i ludzki umysł, który zabłądził w jej bezkresach, tam gdzie pragmatyzm łączy się z metafizyką.

Pomimo, że napięcie na ekranie wzrasta stopniowo, niczym puls głównego bohatera, film stroni raczej od spektakularnych scen akcji, a wszelkie kosmiczne udary, stanowiące zagrożenie dla Ziemi, znajdują swoje odpowiedniki w umyśle astronauty. To w nim szaleją prawdziwe burze, a jego podróż przybiera formę autoterapii, która ma uciszyć je raz na zawsze. Ta liryczna wędrówka w niedaleką przyszłość przybiera postać filozoficznej polemiki, poruszającej tematykę istoty człowieczeństwa, wielowymiarowego bohaterstwa, obalania pomników, studium samotności oraz męskości, ale w tej toksycznej odsłonie. Jej chorobotwórczość wynika z odebrania przywileju współodczuwania, ujawniania własnej wrażliwości i normalizowania ludzkich słabości, tworząc społecznie narzucony, wizerunek mężczyzny ze stali, odpornego na wstrząsy i życiowe zadry. Jest to bardzo przenikliwy obraz i dowód na to, że stereotypowe postrzeganie męskości, wyrządza krzywdę obu płciom. Twórca nie podaje nam pod nos gotowych rozwiązań i recept na ból, wydaje się jednak wskazywać warty obrania kierunek.

Ad Astra (2019) -

Oprócz znakomitych wyczynów operatorskich i reżyserskich, godne podziwu okazało się pełnokrwiste i dojrzałe aktorstwo Brada Pitta, powołującego do życia wiarygodną i konkretną postać, która pod osłoną maski twardziela, skrywa w swoich oczach wachlarz emocji i unosi na swoich barkach ciężar całej produkcji. Towarzysząc mu podczas jego kosmicznej tułaczki, kamera rejestruje, jak we "wzorowej", zimnej i niemalże bezdusznej postawie, pojawia się coraz więcej rys i pęknięć. Z drugiej zaś strony, więź, jaka zaczyna łączyć nas z bohaterem, w połączeniu z poczuciem odseparowania od ziemskiej atmosfery tworzy pewnego rodzaju dysonans i współodczuwanie wyjątkowo namacalnej samotności- bo któż usłyszy nas krzyk w kosmosie?

James Gray stworzył dzieło tak głębokie i wielowymiarowe, że pojawiający się chwilami brak logiki i perfekcyjności w każdym calu, nie wywiera wpływu na wrażenie końcowe. Nie jest to jednak kino dla każdego, a w szczególności fanów gwiezdnych pościgów, wybuchów i efektów specjalnych spod loga Marvela. Powolne tempo, pełne oniryzmu i statycznych ujęć może okazać się dla nich niedogodnością i doświadczeniem nie do przejścia. Dzieło nie jest naciąganym moralitetem w ewangelizujących tonach, lecz poetycko-filozoficznym traktatem, którego sercem nie jest wszechświat, lecz lecznicza deklaracja miłości i koncepcja człowieczeństwa. Sugestia, że kolejny raz patrząc w gwiazdy w poszukiwaniu pozaziemskiego życia, możemy dotrzeć do prawd o samych sobie i dostrzec, że wszystko to, czego szukamy mamy na wyciągnięcie ręki, wydaje się być bardzo przekonywująca.

1 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 1

pajki_filmaniak 5

aktorzy i widok kosmosu na duży plus lecz fabuła leży……

Proszę czekać…