60 kilo niczego 2017

Zimny poranek w odkrywkowej kopalni kruszców. Krzysztof zaczyna pierwszy dzień pracy na stanowisku kierownika. Żeby przetrwać w środowisku pracowników fizycznych, do którego wyraźnie nie pasuje, zamierza trzymać dyscyplinę twardą ręką. Nieoczekiwany wypadek, którego ofiarą staje się jeden z robotników, wystawi zasady moralne… zobacz więcej

Reżyseria
Scenariusz
Aktorzy
, ,

Zdjęcia Zobacz wszystkie 3 zdjęcia

Obsada Zobacz pełną obsadę

Grzegorz Damięcki
jako Krzysztof Kowalik
Artem Manuilov
jako Ranny Ukrainiec
Andrzej Grabowski
jako Dyrektor kopalni
Tomasz Schuchardt
jako Radny Andrzej, szwagier Krzysztofa
Jakub Wieczorek
jako Pracownik Malinowski

Fabuła

Zimny poranek w odkrywkowej kopalni kruszców. Krzysztof zaczyna pierwszy dzień pracy na stanowisku kierownika. Żeby przetrwać w środowisku pracowników fizycznych, do którego wyraźnie nie pasuje, zamierza trzymać dyscyplinę twardą ręką. Nieoczekiwany wypadek, którego ofiarą staje się jeden z robotników, wystawi zasady moralne Krzysztofa na ostateczną próbę. Bohater zrozumie, że łatwo być stanowczym w sprzyjających okolicznościach, jednak trudno przeciwstawić się złu, kiedy konsekwencje mogą być dla nas dramatyczne. opis dystrybutora

Gatunek
Dramat, Krótkometrażowy

Szczegóły

Wytwórnia
Studio Munka – Stowarzyszenie Filmowców Polskich
Kraj produkcji
Polska
Czas trwania
27 minut

Wiadomości zobacz wszystkie 1 wiadomość

Recenzje

O ile część młodych twórców skupia się na pretensjonalnym rozdrapywaniu własnego „ja”, tak Domalewski otwiera oczy i patrzy znacznie dalej. Buduje smutne synekdochy, ale jakże dopracowane. 7
  • 2018-07-23
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Już dawno na polskiej scenie kinematograficznej nie pojawił się artysta, który tuż po opuszczeniu murów szkoły filmowej poprowadził swoją twórczość w równie umiejętny i świadomy sposób, co Piotr Domalewski. Na ekrany kin trafiła już Cicha noc wspomnianego reżysera i scenarzysty, jednak we właściwej chronologii 60 kilo niczego powstało jako pierwsze.

Projekt został zrealizowany w ramach programu „30 minut” studia Munka, skierowanego w stronę młodych filmowców rodzimej sceny kinematograficznej. Od kilku lat z zacięciem śledzę owoce pracy twórców, którzy nie przekroczyli jeszcze 40 roku życia (programowy wymóg) oraz ich doświadczonych koordynatorów. Muszę z przykrością przyznać, że od pewnego czasu jakość merytoryczna i formalna ukazanych produkcji uległa znacznemu pogorszeniu. Zresztą, w ramach omawianego zestawu prezentowane były cztery tytuły powstałe pod egidą studia Munka – każdy posiadający pewną rysę, każdy poza filmem Piotra Domalewskiego.

Pomimo krótkiego metrażu twórca bezbłędnie poprowadził fabułę 60 kilo niczego. Historia znajduje swój wstęp, rozwinięcie i zakończenie, a przy tym ani na moment nie gubi się, ani nie zająkuje w trakcie przytaczania kolejnych kontekstów. Całokształt wzniesiono na prostej konstrukcji narracyjnej, ograniczonej do jednej przestrzeni i – nie tak znowu małego – grona wyśmienitych aktorów polskiej sceny. Jednak pomimo względnej prostoty, produkcja kipi od natłoku treści. Piotr Domalewski idzie bowiem w gatunek, na deser raczy nas Kafką, a całokształt zamyka w polskich realiach. Właśnie tak powinny wyglądać polskie produkcje oparte na kinie gatunkowym – pozornie nawiązujące do tradycji Hollywoodu, od początku do końca opowiadające jednak o rodzimym poletku społecznym, politycznym bądź ekonomicznym.

Fabuła skupia się na postaci doświadczonego idealisty, Krzysztofa Kowalika, kierownika w kopalni kruszców. W trakcie jego pierwszego dnia pracy na nowym stanowisku dochodzi do tragedii – ściana osuwa się na jednego z pracowników. Pech sprawia, że jest nim zatrudniony _na czarno_ mieszkaniec Ukrainy. Od tego momentu widz wkracza do piekła na ziemi, stopniowo odkrywającego przed nim szczegóły swoich kręgów. Twórca przypatruje się tragedii przez pryzmat szeregu kontekstów – eksperymentuje z głównym bohaterem, wystawia jego moralność na ciężką próbę.

O ile Cicha noc ukrywała beznadzieję narodu polskiego pod płaszczykiem groteski i cynizmu, tak 60 kilo niczego wciąż stawia na wygórowany dramatyzm i naturalizm, czyli naleciałości, z którymi muszą zmagać się młodzi filmowcy po opuszczeniu szkół. Trudno nie odmówić Domalewskiemu talentu oraz dbałości o podjęty temat pracy – o ile część młodych twórców skupia się na pretensjonalnym rozdrapywaniu własnego „ja”, tak reżyser 60 kilo niczego otwiera oczy i patrzy znacznie dalej. Buduje smutne synekdochy, ale jakże dopracowane.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Współtworzą