Miód dla dakini 7.0

Mrukliwy Kinley prowadzi śledztwo w sprawie zaginionej przeoryszy ukrytego w bhutańskich lasach klasztoru. Podejrzenia lokalnych mieszkańców kierują uwagę policjanta w stronę mieszkającej samotnie pięknej przybyszki, której przypisują demoniczne zdolności. Kinley podąża jej śladem, coraz bardziej zaintrygowany tajemniczą postacią i jej opowieściami, pochodzącymi z tej strony rzeczywistości, którą do tej pory z cynizmem lekceważył.

Recenzje

To kino łączące ze sobą dwa inne kontynenty gatunkowe z wielką gracją i umiejętnością. Romantyzm porozumiewa się tutaj z romantyzmem i doświadczamy hipnozy ich kulturą. 7

Mistyczny kryminał. Thriller oniryczny? Dziwna hybryda, ale skuteczna, miała miejsce podczas seansu Miód dla dakini. Kino, z dosyć skromnym doświadczeniem i historią z Bhutanu, swoją budową nieprzewidywalnej i składnej historii o prowadzeniu śledztwa, przenika się i zderza bezboleśnie ze światem nadzmysłowym. Tutaj żadne umiejętności zdobyte w zawodzie nie pomogą bohaterowi i nie będę wystarczające. To arcyciekawa plansza, w której płynnie przeskakujemy ze świata ziemskiego do astralnego, pełnego wierzeń i obcej, fascynującej kultury. Nie będąc wcale zdezorientowani. To kino mimo, że o odległej tradycji opowiada jest komunikatywne, nie czujemy blokady.

Kinley rusza rozwiązać zagadkę morderstwa. Mimo braku poszlak, wszyscy już wydali wyrok – to wina Choden. Uważa się ją za fatum, przyniosła według wielu mieszkańców nieszczęście, gdyż krążymy wokół skrajnie patriarchalnej kultury, w której kobieta jako symbol religijny została zdominowana przez postaci męskie. Czci się mężczyzn, o sylwetkach samców macho, a kobiece sylwetki bogiń zostały zamienione na niebezpieczne czarownice, zagrażające wszystkim wkoło. Nasz bohater ma się dowiedzieć, jak zginęła przeorysza klasztoru. Podobno została zrzucona z urwiska i wszystkie okoliczne słuchy oraz głosy świadczą o odpowiedzialności za to Choden. Tym bardziej, że ta daje kolejny powód dla detektywa do takich dociekań – wraz z jego przybyciem kobieta ucieka. Jego przełożony nakazuje mu zbliżyć się do niej, kiedy ją znajdzie i podążać za nią, nie przyznając się kim jest.

I tutaj następuje zmieszanie się substancji kryminalnej zagadki z nadprzyrodzonymi sytuacjami, które nie są tutaj zrealizowane jak w filmie fantasy – są referowane w skromnej, bardzo estetycznej i z tajemniczą posypką w formie wypowiedzi, baśni. Dlatego na nic kamuflaż detektywa. Umysł jest potrzebny do rozwiązania tej zagadki, ale również wiara w mitologie i jej obecność dnia wokół nas. Jego postać w trakcie filmu świetnie jest rozpisana – ewoluuje i rozszerza swój horyzont myślenia oraz cztery kąty swojego pragmatycznego podejścia.

Film Miód dla dakini przyjemnie rozchodzi się na języku słodyczą miodu i humoru, ale nie brakuje w nim też innych doznań smakowych. Mamy wcale nierozczulającą, ale imponującą walkę o tradycję, powrót kultu kobiet i równowagi płciowej. Jest w tym filmie zawarty postulat feministyczny, ale w oparciu o kulturę i sposób bycia tamtejszej społeczności, bez przeszczepów i cytatów innej kultury. To film nierozerwalnie połączony i czerpiący z miejsca, w którym powstaje.

Dzięki Miodowi dla dakinii możemy obejrzeć, jak umiejętnie połączyć z iskrzeniem, ale bez zwarcia dwa tak pozornie dalekie od siebie gatunki, jak kryminał i delikatną ceremonię konfrontacji nas z kulturą Bhutanu. Pragmatyzm czule dogaduje się tutaj z romantyzmem, uwodząc nas swoją malowniczością i siłą upajającego opowiadania.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie