Berek 6.3

Piątka lubiących rywalizację przyjaciół spotyka się co roku, aby przez miesiąc grać w berka, w którym wszystkie chwyty są dozwolone. Bawią się w ten sposób od pierwszej klasy. Teraz ryzykują własną głową, pracą i związkami, aby wyeliminować pozostałych uczestników z gry, wykrzykując „berek!”. W tym roku gra zbiega się w czasie z weselem jedynego niepokonanego gracza, co wreszcie powinno uczynić go łatwym celem. Jednak on wie, na co się zanosi... i jest przygotowany. Oparta na prawdziwej historii komedia Tag pokazuje, jak daleko potrafią się posunąć niektórzy ludzie, aby odnieść upragnione zwycięstwo.

Recenzje

Komedia okłada bohaterów po tyłkach, na szczęście w spokoju zostawia ich narządy rozrodcze. 6
  • 2019-03-27
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Berek pędzi w obłokach amerykańskiego humoru, zostawiając w tyle wolniejszych kolegów z podwórka. Komedia jest dość prosta: ot, przeniesienie szkolnej gry w realia dorosłych. Znacznie ciekawiej robi się natomiast, kiedy twórcy sięgają po szereg chwytów z różnych kinowych gatunków oraz konwencji. Heist movie sąsiaduje tutaj z leśnym thrillerem na miarę Predatora. Całokształt niesie – nieco zmodyfikowane – przesłanie klasycznego kina kumpelskiego: "be old, be cool".

Berek w intrygujący sposób przedstawia męską rywalizację. Niemal każda sekwencja wydaje się zadawać pytanie, do którego stopnia będą w stanie posunąć się ukazani bohaterowie, aby zostać numerem jeden – swoistym samcem alfa – przyjacielskiego stada. Fabuła jest dość prosta – grupa mężczyzn od dzieciństwa gra w berka (wspomniane lata młodzieńcze zostają wpisane w modną ostatnimi czasy, nostalgiczną estetykę 80's). Co roku przyjaciele spotykają się, by przez cały miesiąc wspólnie bawić się jak małe dzieci. Dla wygranej są w stanie poświęcić własne zdrowie, posadę w pracy, a nawet związek. Znacznie ciekawszy w tym kontekście wydaje się fakt, że historia oparta została na faktach. W materiałach dodatkowych na płycie DVD znaleźć można dokumentalny materiał, w którym autentyczni „The Tag Brothers” opowiadają o pomyśle na długoletnią grę w berka. Dzięki wspólnej zabawie ich przyjaźń przetrwała już 35 lat!

Jak przystało na współczesne _buddy movies_ spod znaku Kac Vegas albo To już jest koniec, także tutaj obserwujemy grupę mężczyzn w średnim wieku. Każdy z nich przedstawia klasyczny stereotyp amerykańskiej komedii – Randy "Chilli" Cilliano (Jake Johnson) najchętniej urodziłby się w latach 60-tych, w złotej erze ruchów hippisowskich. Bob Callahan (Jon Hamm) to racjonalista ze stanowiskiem w korporacji, zaś Kevin Sable (Hannibal Buress) wciąż nie przeciął pępowiny łączącej go z matką i rodzinnym domem. Wcielający się w niego aktor znakomicie powtarza swoje „suche” poczucie humoru, znane z występów w The Eric Andre Show.

Oczywiście, historia przesiąknięta jest nostalgicznym wspomnieniem, za czasem, który już nie powróci. W przeciwieństwie jednak do innych buddy movies, w których główny bohater musi ostatecznie dojrzeć i dorosnąć, tutaj obserwujemy ponad półtoragodzinną afirmację młodości i dziecinności. Twórcy budzą chłopców w głównych bohaterach filmu oraz w widzach przed ekranami. Wyśmiewają również wyścig szczurów (dostrzegany nawet w relacjach między bliskimi przyjaciółmi). Znakomitym motywem wydaje się w tym kontekście chwila, gdy postacie przestają się orientować, gdzie kończy się gra, a zaczyna życie. Gdzie ma kres rywalizacja, a rozpoczynają prawdziwe emocje? Czy wesele, na które zostali zaproszeni, rzeczywiście się odbywa, czy też może jest zwyczajną atrapą, zorganizowaną, aby wystrychnąć pozostałych graczy na dudka? Do którego stopnia posunie się Jerry Pierce (doskonale samoświadomy własnego emploi Jeremy Renner), aby na zawsze pozostać nieuchwytnym członkiem „The Tag Brothers”?

Prosta warstwa metaforyczna poparta zostaje znakomitym wyczuciem konwencji oraz wymyślną operatorką. Dzięki niej pozornie nieciekawe bieganie po klatce schodowej jednego budynku osiąga w sobie formalną maestrię wartkiego kina akcji, porównywalną do scen pościgów w Transporterze albo francuskiej franczyzie Taxi. To nie wszystko, bowiem każdy etap rywalizacji ubrany zostaje w estetyczne wartości różnych nurtów kinematografii – survivalowa scena w lesie przywodzi na myśl pułapki z Predatora, kiedy indziej fabuła wprowadzi widza w rejony historii o atakach na dom. Dzięki takim zabiegom pozorna prostota reguł berka rozbuchana zostaje prawie do rangi kina Michaela Baya.

Scenariusz Berka bywa nierówny, nastawiony bardziej na szereg wizualnych gagów, niż na swobodną linię narracyjną. Najbardziej przerysowane i potraktowane po macoszemu pozostają postacie kobiece. Pod znakiem zapytania postawiłbym również humor w filmie. Komedia okłada bohaterów po tyłkach, na szczęście w spokoju zostawia ich narządy rozrodcze. Czy to przeszkadza? Niekoniecznie, zwłaszcza że humor w Berku ograny zostaje bardziej na płaszczyźnie wizualnej: w wymyślnych scenach pościgów oraz formalnej autotematyczności (zarówno, jeśli chodzi o żonglowanie konwencjami oraz w nawiązaniu aktorów do swoich emploi). Definitywnie: to jedna z lepszych komedii ostatniego sezonu – wyrzucająca z siebie zew wolności i zew młodości. Czasem tylko łapiąca zadyszkę, jak przystało na mężczyzn w średnim wieku, biegających za sobą przez całe Stany Zjednoczone.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie