Listopad 6.1

"Listopad" to jednocześnie mroczna baśń, horror i niezwykła historia miłosna. Bazując na estońskim bestsellerze, reżyser stworzył jedyną w swoim rodzaju filmową miksturę przywołującą średniowieczny folklor w sposób niezwykle oryginalny i niemożliwy do podrobienia. "Listopad" opowiada historię mieszkańców wsi, którzy starają się przetrwać zimę, i pary młodych ludzi borykających się z problemami miłosnymi. Historia zanurzona jest w lokalnych wierzeniach, które przenikają każdą sferę życia postaci – zmarli powracają do świata żywych, by spotkać się z członkami swoich rodzin, bohaterowie zawierają pakty z diabłem i przygotowują magiczne eliksiry.

Recenzje

Autorskie to kino i specyficzne. Ludyczne, w komunikacji świata ziemskiego i tego pośmiertnego. Trudne do przyporządkowania - dla jednych artystyczne i oryginalne dla drugich będzie artystowskie. 7

Listopad to kino skaczące na główkę, bez pewności ile wody jest w basenie. Te ekscentryczne, brawurowe zagranie przywodzi na myśl baśń specjalnie ograbioną z miękkości, delikatności, ale nie wyobraźni. Kino o nieprostej miłości, nieodwzajemnionej, gotowej na pakt z diabłem, w równie nieprostej formie – teatralnej i pełnej realizmu magicznego.

Wizytujemy wśród małej, estońskiej społeczności, wśród której możemy napotkać prócz zwykłych mieszkańców, duchy i różne zmory. Zimne Dziady Listopady po deszczowych obiadach, kiedy spełni się wróżba wtedy na wszystkim biada. Świat ziemski przeplata się tutaj i komunikuje z tym zza grobu. Cała wioska martwi się, że nie przetrwa zimy. Jednak w środku mamy też wątek niemalże z Romeo i Julii. Konfliktem prócz zmieszanych uczuć, jest również społeczne rozwarstwienie pomiędzy oficjalną wiarą w chrześcijaństwo, a poddawaniu się różnym przesądom. Pojawia się moneta włożona w usta zmarłego, by przeszedł bez problemu do krainy umarłych. Zaprzedawanie dusz diabłu. A krew upływa z wiszącej figury Jezusa. Historia jest podawana na tak wiele sposobów, bardzo szczególnych.

Bez udziwnień na siłę i wykoncypowania żongluje się tutaj barokową narracją, a za chwilę pojawia się naturalizm. Co nie przeszkadza, by moment później wprowadzić groteskę przepoczwarzającą się w tragedię. To uwodząca i niepokojąca ballada. Taniec ze śmiercią, z uczuciami, w Lynchowskim duchu mystery pełnym duchów. To też społeczeństwo uprzedmiotowionych kobiet wydawanych za mężczyzn, którymi się brzydzą, ale nie ma to żadnego znaczenia dla ich ojców. Stąd wątek miłości "zakazanej" i niemożliwej w filmie wybrzmiewa bez ckliwości.

Wizualnie z wielką fantazją, biel i czerń doskonale komunikuje się z onirycznym nastrojem historii, pewnym cieniem padającym na wydarzenia i postaci oraz poczuciem zamkniętego, pełnego cierpiących z powodu tradycji, świata. Do tego teatralizacja tej rzeczywistości. Świat jako przedstawienie, ciekawy koncept. Nie ma tutaj ciągłości poprzez wprowadzenie scen symbolicznych, zamkniętych inscenizacji o wielkiej sile. Wszystko może być iluzją i magią. To bez mrugnięcia okiem przedstawiciel totalnie arthouse'owego kina. Ludyczny nastrój prócz przestrzeni, wierzeń, społeczeństwa oraz ich idei, podkreśla doskonale muzyka.

Listopad to kino trudne pod względem objęcia wszystkiego, co i jak prezentuje fabuła. To nie jest film opanowany, który da się podporządkować, ustawić w szeregu i chwilami można za zmyślnymi zagraniami nie nadążyć. Granica pomiędzy artyzmem, a artystowskim jest tutaj bardzo cienka, ale nie została przekroczona. Dzięki czemu dostajemy dzieło osobliwe, wybitnie autorskie i magiczne.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie