Recenzje

Doskonałe szyderstwo ze świata reklamy, zgrabnie zmieniające perspektywy i narracje z fabularnej na dokumentalną 1

Ręka w górę, kto był zafascynowany szyderą i celną kpiną ze środowiska sztuki, reklamy, mechanizmów współczesnych, w filmie The Square? W takim razie pojawił się bardziej pyskaty, mniej formalnie zdyscyplinowany, balansujący nieustannie na granicy dokumentu i fabuły, film Drib, który naprawdę nie oszczędza nikogo. Na dodatek ma dużo dystansu do siebie, przez co daje mnóstwo radości, satysfakcji i punktuje absurdem głupotę świata.

Już na poziomie opisu można mieć spory ubaw. Prawdziwa postać w rzeczywistości pozafilmowej – Amir – jest performerem i prowokuje różne sytuacje. Jedna z agencji reklamowych w Los Angeles widzi jego video w sieci, które cieszy się ogromną popularnością i chce nawiązać z nim współpracę przy promocji napoju energetycznego, właśnie o nazwie Drib. A co jest w internetowych publikacjach Amira i tak zachwyciło dyrektorów kreatywnych? Prowokuje ludzi, zaczepia albo straszy, nie robiąc nikomu krzywdy, żeby samemu dostać. Nie stoi za tym większa myśl, ale ludziom to nie przeszkadza, a Amir trafia w zapotrzebowanie internetu.

Reżyser Kristoffer Borgli postanawia nakręcić film o przygodzie Amira w Los Angeles, oczywiście dodając coś od siebie, nie opowiadając 1:1 jego doświadczenia, ale opierając się na opowiadaniach bohatera i tym, czego doświadczył. Dostajemy historię, gdzie nasz zdezorientowany performer cały czas chce się roześmiać, patrząc na ludzi go otaczających i ich zachowania. Realizm z fikcją się mieszają, jednak nie powoduje to dezorientacji, a fascynującą, niegrzeczną wiwisekcje świata reklamy. Wszystko to jest zrobione z wielkim sprytem i uważnym okiem.

Dyrektor kreatywny to człowiek nadpobudliwy, mający kreatywność tylko w nazwie stanowiska, a tak naprawdę działający bezczelnie na ludzkich zmysłach, ponieważ nie kieruje nim żadne artystyczne spełnienie, a sprzedanie produktu i zarobienie na nim. Stażystka, oczywiście nie dostaje pieniędzy i musi wykonywać czynności, które są dalekie od jej docelowych obowiązków. Większość ludzi tutaj udaje, że robi coś ważnego, ale tak naprawdę jest niewolnikami ludzi ponad, pieniędzy i nieustannej presji czasu.

Drib naprawdę jest doskonałą zabawą (ale nie tylko), gdyż nie jest to przerysowany obraz kulis działania świata marketingu, reklamy, a niestety kompendium prawdy o nim. Na szczęście poczucie humoru tu obecne, niedopasowanie Amira do tych okoliczności i świadomość, że jest jedyną osobą w tej bandzie ludzi, w której każdy, z pewnością, regularnie chodzi do kołcza, pociesza nas – inaczej byłoby bardzo smutno. Taki świat istnieje, a jego narcyzm siedzący na każdym zebraniu, sprawia że nie potrafi uświadomić sobie bezsensu działania. Praca w systemie pożar w burdelu, nikt nie wie o co chodzi, trzeba biegać, a kiedyś się zorientujemy o co chodziło, cytując doskonale pasujące do tego słowa Jacka Walkiewicza.

Ogromna wyobraźnia, umiejętne balansowanie pomiędzy fikcją, a prawdą, burzenie czwartej ściany, szczerość opowiadania i humor, spotykają się w tym filmie i razem tworzą odprężoną demaskację irracjonalizmów.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie