Kurier 6.8

Akcja filmu rozpoczyna się kilkadziesiąt dni przed inicjującą Powstanie Godziną „W”, gdy polski oficer, Jan Nowak (Philippe Tłokiński), zostaje wyznaczony w Londynie do sekretnej misji: zostanie w trybie natychmiastowym przetransportowany alianckimi kanałami przerzutowymi przez włoską bazę w Brindisi aż do Polski, po czym dotrze do Warszawy i przekaże tajne informacje do rąk generała Tadeusza "Bora" Komorowskiego i dowództwa Armii Krajowej. Od powodzenia tej misji zależą dziesiątki tysięcy istnień, lecz gdyby Nowak wpadł w szpony wroga, ma rozkaz oddać życie, by przewożone materiały nie trafiły w ręce Niemców. Już w brytyjskiej stolicy pojawiają się jednak pierwsze problemy. Nie dość, że alianci nie kwapią się do spełnienia obietnic i wysłania do Polski posiłków, dzięki którym Powstanie miałoby realne szanse powodzenia, to jeszcze Nowak otrzymuje sprzeczne rozkazy od Polaków. Jedni proszą, by powstrzymał wybuch Powstania, inni dążą do patriotycznego rozlewu krwi. Poczynania kuriera śledzą również nazistowscy szpiedzy ukrywający się w Londynie.

Recenzje

Nie jest to żadna propagandowa tuba, a spięty i bez pomysłu oraz papierowo opowiadany życiorys Jana Nowak-Jeziorańskiego, gdzie pierwsze tło ma ostrość nastego. 3

Czy film Kurier zakwalifikować do kina historycznego, biograficznego, akcji? A może to hybryda i jednoznacznie umiejscowienie nie odda jakości tej historii? Nie odda, ponieważ nie ma jej zbyt wiele. Ciężka ręka autora doprowadza tę produkcję do emocjonalnie nieangażującej, o niskiej temperaturze, przezroczystej. Nie jest to żadna propagandowa tuba, a spięty i bez pomysłu oraz papierowo opowiadany życiorys Jana Nowak-Jeziorańskiego, gdzie pierwsze tło ma ostrość nastego.

Bohaterem naszej historii jest cichy bohater narodowy, Jan Nowak-Jeziorański, kurier. Zastajemy go w momencie samotnej misji, podczas której ma dostarczyć ważne wiadomości i dane determinujące wydarzenia w Polsce i losy II wojny światowej. Generalnie dorwać chcą go wszyscy. Wrogiem może być każdy, kogo napotka, a w istnienie przyjaciela ciężko w tym momencie historii i napięcia uwierzyć. Próbuje dotrzeć do miejsca przeznaczenia napotykając po drodze różne przeszkody, przyglądając się pełnej niepewności rzeczywistości.

Problemów z tym filmem tyle, co obietnic na jego temat i uzasadnionych oczekiwań. Przecież autorem tego obrazu jest z trochę wietrzejącym językiem filmowym, ale dalej charakterny Władysław Pasikowski. A tu jest raczej obrazek. Ani to wykuty posąg dla tytułowego bohatera, ani jego uczłowieczenie. W tej maszynie motorniczym jest bylejakość. Autor nie ma się na czym przewrócić czy mieć problem ze zmieszczeniem w zakręcie, bo nie ryzykuje, nie żongluje, a sensacją może być fakt, że nie udało mu się wszczepić w opowieść żadnymi metodami kina sensacyjnego. To historia odcedzona od jakichkolwiek uczuć.

Scenariuszowa bladość i bieda (nie tylko w aspekcie wizualnym, bo kino udowadniało, że można to nadgonić) doprowadza nas do historyjki, która nie robi z widzem nic prócz przemieszczania nas od punktu „a” do punktu „b” z totalnie bez wyobraźni, stereotypowymi wizerunkami złych i dobrych. Do tego zamiast dialogów – panowie, których spotka nasz kurier, jak i on sam, wygłaszają same natchnione i pełne emfazy hasła. To jest kino, które naoglądało się dużo szpiegowskich produkcji, ale od początku jak gdyby już wyczerpane i mające jedynie energię na ich naśladowanie.

Nijakość opowiadania oraz brak wirtuozerii chociaż cząstkowej doprowadza do sytuacji, gdzie plot twisty są zrobione z tak wielkim wstępem albo są tak wytłuszczone, że nie spełniają podstawowej roli i tracimy jakikolwiek element zaskoczenia. Tak samo nieskutecznie zbudowane są relacje. W tej chęci upchnięcia kilku gatunków filmowych poprzez różne próby i paradoksalnie dynamiczne tempo (ale tylko fizycznie, bo jest to finalnie kino prowokujące uczucie nieznośnie się rozciągającego) nie powstają żadne wiarygodne zażyłości. Nie ma iskry, impulsu, tylko spiłowane paznokcie i ta wątłość najbardziej uwydatnia się podczas markowania emocji między kurierem a towarzyszącą w historii (ważną tylko na papierze) postacią Doris. Ma ona wodzić i uwodzić, być takim dopełnieniem naszej, polskiej wersji historii o Jamesie Bondzie, a kompletnie nikt nie zadbał o zbudowanie ich relacji. Potraktowano ją tutaj okrutnie skrótowo, ale nie wiadomo dokładnie w takim razie, na co postawiono nacisk. Co by to nie było, na ekran – niestety – nie trafiło.

To kolejne momenty siłowe w tym opowiadaniu. Kulejący kompletnie portret zmieszany z kinem gatunkowym jest tak niezdarny, że konsekwencją i największym skutkiem ubocznym jest brak zespawania emocji i nastrojów widza z bohaterem. To, że prawie o nim nic nie wiemy, nie dodaje pikanterii jego postaci. Przedostawanie się kuriera z miejsca na miejsce nie niesie ze sobą żadnej dramaturgii. Mamy wrażenie, że dotarł gdzieś tylko po to, żeby głośno i wyraźnie podać datę wybuchu powstania warszawskiego. Dla wycieczek klasowych z nauczycielami jako urozmaicenie lekcji z historii, które swoją drogą muszą być w takim razie bardzo nudne.

Kurier jest boleśnie konwencjonalny, poprawny, bez tez. Na dodatek paradoksalnie o postaci tak ryzykującej opowiada bez kropelki adrenaliny. Film zrobiony na sztywno, bez tętna. Listonosz zawsze dzwoni dwa razy. A Kurier? Nieważne, bo temu niespecjalnie warto otwierać.

0 z 2 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie