Dawny gwiazdor, Sandy Kominsky, i jego odwieczny agent, Norman Newlander, nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Michael Douglas (Kominsky) i Alan Arkin (Newlander), obaj nagrodzeni Oscarem, wcielają się w dwóch podstarzałych przyjaciół zmagających się z codziennością w Los Angeles, czyli mieście, które nade wszystko ceni młodość i piękno.
filmoznawczyni 🎬

Dla tych, którzy zainwestowali swój czas w poprzednie sezony, „The Kominsky Method” otrzyma „kurtynę”, na którą w pełni zasłużył. 7

„The Kominsky Method” to bezpardonowy anty-sitcomowy sitcom od Netflixa , który z dumą upaja się rozgałęzionymi odniesieniami do popkultury i zasad panujących w Hollywood. To opowieść o „omijającym cię życiu” i jak na ironię, podczas seansu wydaje się, że czas płynie wyjątkowo szybko – w szczególności, gdy szczerze polubisz główne postaci. Chociaż to narracyjnie nieistotne, oglądanie tego serialu czule przypomina „Kochane kłopoty”, w których dialogi pomiędzy bohaterami potrafią pochłonąć człowieka bezpowrotnie. Wyraźnie odczuwa się tu panującą na ekranie atmosferę, każdą dotkliwą ciszę pomiędzy zdaniami i zmieniające się nastroje. Pierwotnie zbudowany wokół pary postaci, których łączny wiek wynosi około 150 lat, serial powraca w skróconym finałowym sezonie uboższy o występ jednego z nich. Nieobecność na ekranie Alana Arkina tworzy swoistą wyrwę, ale równocześnie zapewnia przestrzeń dla uroczego i sentymentalnego popisu Michaela Douglasa. Zarówno Douglas, jak i Arkin za występ w „The Kominsky Method” zdobyli zresztą szereg nominacji do przeróżnych filmowych nagród (Douglas z swoją rolę zdobył nawet Złotego Globa), wcielając się w postać nauczyciela aktorstwa Sandy’ego Kominsky’ego oraz jego długoletniego agenta i przyjaciela , Normana Newlandera.

Nieobecność Normana została logicznie wyjaśniona, lecz jego cień nieustannie pada na losy bohaterów trzeciego sezonu, w którym Sandy mierzy się z nowymi wyzwaniami. Mężczyzna martwi się o przyszłość swojej córki Mindy (zabawna i urocza Sarah Baker), która idzie do ołtarza ze swoim znacznie starszym partnerem Martinem (Paul Reiser), jednocześnie odnawiając kontakt ze swoją byłą żoną Roz (zadziorna Kathleen Turner). Ich ostre przekomarzanie przywołuje echa niezapomnianego „okresu świetności” gwiazd Hollywood rodem z „Miłość, szmaragd i krokodyl”, „Klejnot Nilu”, czy „Wojna Państwa Rose”. Ale wiecie co? Po tylu latach, wciąż mają tę samą iskrę w oku. Sezon 3. w pewien sposób uzdrawia czas, niezależnie od nagromadzonej przez lata goryczy czy nieporozumień, które zaszły w ich burzliwej relacji. Co więcej, finał owej historii wzbogacił występ wspaniałego Morgana Freemana!

Wyprodukowany przez mistrza sitcomu Chucka Lorre'a („Teoria wielkiego podrywu”, „Młody Sheldon”), „The Kominsky Method” cieszy się językową swobodą, pełną przeróżnych inwektyw skierowanych w każdą możliwą stronę, podtekstów i seksualnych dwuznaczności oraz ostrych, jak brzytwa dowcipów o ludziach, którzy nie raz, nie dwa jedli obiad na spotkaniu w Fabryce Snów. Prawdziwym asem w rękawie było jednak skupienie się na dyskryminacji związanej ze starzeniem się - ageizmem, który przejawia się w pobłażliwym traktowaniu starszych osób w branży. To kolejna produkcja po „Grace i Frankie”, która w centrum stawia seniorów - i żarty o małych niebieskich pigułkach, które dzielą przestrzeń z mnóstwem przygód w mieście młodości, witalności i urody, gdzie doświadczenie wynikające ze starzenia się jest niedocenione. W ostatnim sezonie czai się nawet cień śmiertelności, w tym monolog Sandy'ego o umieraniu, którym obdarza swoich uczniów: „Pomyśl o tym, co tak naprawdę dzieje się w tych ostatnich chwilach, kiedy w pełni oddajemy się tej ostatniej magicznej sztuczce…kiedy naprawdę znikamy”.

Rezultatem stał się 6-odcinkowy sezon, który traktuje o przyjaźni, żalu i stracie w sposób, który jest na przemian zabawny i wzruszający… i ogólnie rzecz biorąc bardzo satysfakcjonujący, dając Douglasowi możliwość kolejnej mocnej prezentacji aktorskiej wirtuozerii. Wygląda na to, że obsada świetnie się bawi, korzystając z ostatnich chwil na planie w tym wyjątkowym składzie. To, czy przełoży się to na dalsze pochwały, dopiero się okaże, ale dla tych, którzy zainwestowali swój czas w poprzednie sezony, „The Kominsky Method” otrzyma „kurtynę”, na którą w pełni zasłużył.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 1
Movieman

Jedna z lepszych i ciekawszych tegorocznych premier Netflixa. Dwie legendy kina na małym ekranie. Fantastyczne dialogi, humor momentami ostry niczym brzytwa, pozbawiony przy tym poprawności politycznej, fajne występy gościnne (bez nazwisk, aby nie zdradzać niespodzianek). Ogląda się szybko – osiem odcinków po niespełna 30 minut. Polecam!

Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…