Shelby (Damon) i Miles (Bale) wspólnie stawili czoło obojętności wielkich korporacji, prawom fizyki i własnym ograniczeniom, by zbudować rewolucyjny samochód wyścigowy dla Ford Motor Company i rzucić wyzwanie słynnym samochodom Enzo Ferrari w prestiżowym dwudziestoczterogodzinnym wyścigu Le Mans we Francji w 1966.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Dla entuzjastów motoryzacji, mniej złożonego psychologicznie, wielowymiarowego kina. W formie wchodzi w każdy zakręt, psychologicznie ścina szykany. 5

Dla entuzjastów motoryzacji, mniej złożonego psychologicznie, wielowymiarowego kina. Takim połyskującym karoserią, ale nie pomysłami jest film Le Mans '66. Forma i wykonanie wizualne wchodzi w każdy zakręt, jednak w swoim opowiadaniu o rywalizacji, nieprostej męskiej ekspresji emocji i relacjach ścina szykany.

Le Mans '66 (2019) - Matt Damon

Historia nie byle jaka, wręcz żebrząca o film. Na zlecenie Forda II, który czuje, że łapie zadyszkę w świecie rozwijającej się technologii, dwóch panów – projektant Carroll Shelby i brytyjski kierowca Ken Milles podchodzą do oryginalnego i niecodziennego wyścigu. Panowie mają się przygotować i wygrać przede wszystkim 24-godzinny wyścig, w którym prym wiedzie team Ferrari. Bohaterowie zdeterminowani i rozochoceni spotykają się z wieloma przeszkodami na swojej drodze.

Niestety charyzma i wybuchowość duetu oraz energia nie udziela się opowiadaniu. Reżyser skacze po planszy narracji nie mając specjalnie pomysłu na ową historię. Jest niezdecydowany. Z jednej strony chce upchnąć w oparach wielu emocji rywalizację gigantów korporacyjnych, wyścig technologiczny i wprowadzić też momenty kameralne, przywiązujące bohaterów do widzów. Uszczknie każdego tematu, jednak żadnemu nie poświęci wystarczająco czasu i zamieni potencjalną tragikomedię w melodramat o jego zachwycie prędkością… a nie niestety bohaterów.

Le Mans '66 (2019) - Christian Bale

Le Mans 66 jest solidną robotą, ale wykalkulowaną, przymilającą się chwilami tak jednoznacznie Akademii Oscarowej, że zapomina o kopaniu głębiej w opowiadaniu. To nie jest prostoduszne, a prostolinijne. Lepiej mu idzie z ekspresją i opowiadaniem na torze, niż poza. Nie potrafi wygenerować adrenaliny w mniej oczywistych momentach. Chwilami robią to za niego aktorzy, pomiędzy którymi jest doskonała energia i wytworzona wysoka temperatura.

Trudna historia, prosty film. Przejrzysty, gdzie trasa ma mało zakrętów, a kto jest dobry i zły bohaterowie mają wytatuowane na czole. To jest wyścig… po Oscara, po niewymagającego odbiorcę, ale nie po złożone i wybitne opowiadanie.

0 z 4 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 2

pajki_filmaniak 10

warto było pójść do kina na 100 procent świetna gra aktorska polecam

pajki_filmaniak 10

dzięki bogu nie wziąłem twego wpisu do siebie wybrałem się do kina i nie żałuję…..

Proszę czekać…