Heavy Trip 6.5

Turo ma 25 lat i mieszka w małej wiosce na północy Finlandii. Jego jedyną pasją jest śpiew w metalowym zespole Impaled Rektum. Panowie grają razem od 12 lat i nigdy nie dobrnęli do zagrania koncertu. Pewnego dnia odwiedza ich szef wielkiego metalowego festiwalu z Norwegii. Członkowie zespołu podejmują decyzję – teraz albo nigdy. Kradną furgonetkę, zabierają perkusistę ze szpitala psychiatrycznego i ruszają na festiwal. Zanim jednak dojdzie do pierwszego w ich życiu występu przed publicznością czekają ich przygody z fińską policją, norweską armią i osławioną jednostką „Delta”. Szalona komedia o zespole, który jest prawdopodobnie jednym z ostatnich bastionów szczerej, bezkompromisowej miłości do muzyki metalowej w Finlandii.

Recenzje

To brawurowa komedia, która obśmiewa wszystko i wszystkich. Nikogo nie oszczędza, a udowadnia, że dystans do swojego narodu i kultury to doskonały sposób na życie i łobuzerską szyderę. 6

Przekorne, nieuznające świętości kino igrające sobie ze stereotypami i mentalnością raz zgrabniej, raz bardziej bezpośrednio. Heavy Trip to rzeczywiście prawdziwy trip bez pasów bezpieczeństwa ignorujący znaki drogowe. Poprzez kilka form komediowych od prostego i bardzo czytelnego slapsticku, po łotrzykowskie i niepoprawne żarty zadziera świadomie z mentalnością Skandynawii, subkulturą metalową, a nawet gatunkami filmowymi. Można to potraktować jako jeden wielki absurd i czerpać dziką frajdę z tej nieokrzesanej historii, ale filmowi jednak czasami zależy i udaje się przeforsować trochę refleksji. Nie jest to kino wagi ciężkiej z pewnością.

Przyglądamy się raczkującemu niezgrabnie zespołowi heavy metalowemu. Zresztą garażowe, trwające od 12 lat, próby chłopaków, którzy nie mają odwagi z różnych powodów wychylić się dalej, nie upoważniają do brania ich na poważnie. Po próbach mama jednego z muzyków woła resztę na domowy obiadek, inny wraca do domu na rowerze i kupuje kwiaty dla pacjentów, którym pomaga w lokalnym szpitalu psychiatrycznym. Kolejny sprzedaje płyty w sklepie muzycznym i próbuje fanów Justina Biebera namówić do słuchania muzyki nagrywanej podczas zabijania kozy. Perkusista jest klejem ich zespołu. Ze swoimi wariactwami i dziarskością on jako jedyny wyobraża ich sobie jako muzyków na scenie, a nie chłopców, którzy nieustannie będą walczyć z prowincjonalnymi, obraźliwymi określeniami rzucanymi w ich stronę i z brakiem akceptacji, bo odstają od pejzażu lokalnej społeczności.

Takich zaprzeczeń wyobrażeniom metalowców jako satanistów, którzy w wolnych chwilach odprawiają rytuały ku chwale Lucyfera i popijają krew, jest więcej. Nagle nadchodzi moment, kiedy szansa na pójście krok dalej w ich „karierze”, a właściwie prawdziwe jej rozpoczęcie pojawia się na horyzoncie. Oczywiście plotka o potencjalnym koncercie na festiwalu w Norwegii rozchodzi się w ich małym miasteczku szybciej niż oni przygotują swój pierwszy, własny kawałek albo wymyślą nazwę zespołu.

Heavy Trip to niecenzurująca się komedia omyłek, skacząca bardzo daleko i wysoko, lądując nie zawsze z telemarkiem. Jedne żarty są bardzo bezpośrednie i przewidywalne oraz mają charakter z filmów „Ace Ventura” czy „Głupi i głupszy” albo „Straszny film”, a niektóre są jednak bardziej zmyślne i wykombinowane oraz niosą ciekawe myśli. Raz jest przaśny nastrój, raz zgrabnie i celnie. Prócz odważnego śmiechu z muzyki metalowej jest też druga strona barykady potraktowana z kpiną: jak łatwo poddajemy się – z braku wiedzy, strachu przed czymś innym, oporu przed poznaniem – jakimś uprzedzeniom. Kolejną sprawą krytycznie potraktowaną metodą totalnie nonsensownej, w dobrym znaczeniu tego słowa, komedii jest Skandynawia. Pokazanie przejaskrawień dbałości o bezpieczeństwo państwa i życia mitologią, przeszłością, przeróżnymi wyobrażeniami mającymi silne miejsce w ich kulturze – elfy, olbrzymy, trolle, karły, wikingowie. To wszystko przetacza się w tej historii, z ogromnym dystansem podchodząc do specyfiki nordyckiej mitologii. Też wtrąca się tutaj chichot z kina o dojrzewaniu i dorastaniu. Do tego mamy jeszcze zgrywę ekstremalną z pojęcia legendy. Jak przypadkowo można nią współcześnie zostać – zaimponować poważnym muzykom, nie mając tego świadomości, dokonując szczeniackich wybryków. Niezbadane są wyroki… w tym przypadku z pewnością nieboskie.

Prawdziwymi mistrzami życia są ci, którzy potrafią śmiać się z siebie. To z pewnością udaje się osiągnąć twórcom Heavy Trip. Humor ten jednak czasami dosadny i oczywisty staje się przez to nużący i wtórny. Jednak w ostatecznym rozrachunku to niereformowalne kino drogi jest bardzo niekonwencjonalne. Z pewnością ten film jest oryginalnym festiwalem przydatnego w życiu dystansu.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie