Rocketman 6.4

Niezwykły, odważny musical o życiu i przełomowych chwilach w karierze sir Eltona Johna, jednej z największych gwiazd popu wszech czasów.

Recenzje

Tak powinien wyglądać Bohemian Rhapsody, gdyby twórcom nie zabrakło odwagi i pomysłowości. 7
  • 2019-06-17
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Rocketman unika wszystkich błędów, które niechybnie popełnił zeszłoroczny Bohemian Rhapsody. Biografia Eltona Johna pełna jest skrytych emocji oraz musicalowego przepychu. Piosenki brytyjskiego muzyka zgrabnie dopowiadają wątki zawarte w filmie. Filmie — warto nadmienić — którego siłą napędową okazuje się analiza psychiki bohaterów oraz problematyka środowisk LGBT+.

Najpierw widzimy Eltona Johna, który w gwiazdorskim stylu wchodzi na spotkanie AA. Ubrany w groteskowy kostium diabła, rozpoczyna swoją historię: „Jestem alkoholikiem, kokainistą, ofiarą bulimii, człowiekiem uzależnionym od seksu i leków na receptę”. Bagażu bolesnych doświadczeń nie pozazdrościłby Eltonowi Johnowi żaden widz, a przecież większość odbiorców może z autopsji odnieść się do co najmniej jednego problemu muzyka. Rocketman jest bowiem rodzajem biografii, która przedstawia znaną oraz cenioną postać w bardzo ludzki i humanistyczny sposób. Zdejmuje ją z medialnego stanu boskości na rzecz przyziemnych konfliktów. W dalszej części filmu twórcy tłumaczą, skąd wzięło się uzależnienie muzyka od wymienionych wcześniej nałogów.

Jak powszechnie wiadomo z twierdzeń Freuda, wszystkiemu winni są rodzice. Podobną tezę stawiają scenarzyści Rocketmana, sięgając w głąb dzieciństwa muzyka. Tam szukają korzeni jego nałogów. Tam też odnajdują niezrozumienie ze strony ojca, matki i konserwatywnego środowiska Wielkiej Brytanii. Później twórcy w niezwykle szczery sposób odhaczają najważniejsze fakty z życia autora „Can You Feel The Love Tonight”. Przedstawiają sylwetkę osoby wybitnej i wrażliwej — posiadającej wyrazisty styl oraz charakter, równocześnie będącej przeraźliwie samotną.

Rocketman wybija się na tle „Bohemian Rhapsody” swobodą oraz zrozumieniem tematu.

Biografia Freddie'ego Mercury była laurką wysłaną fanom zespołu Queen. Brakowało w niej głębi oraz angażującej widza fabuły. Scenarzyści przedstawili też lidera popularnego zespołu rockowego jako osobę nieporadną, uzależnioną od osób z otoczenia. Podobne konteksty, zarysowane w znacznie bardziej uczuciowy, ale też uczciwy sposób, możemy odnaleźć w biografii Eltona Johna. Widowisko utkane zostało z elementów gorzkiego dramatu, emocjonalnych kontrapunktów oraz wysublimowanego humoru. Ostatnia z wymienionych konwencji sprawia, że film nie zatapia się w oceanie beznadziei.

W przypadku Rocketmana mowa o filmowej konstrukcji, składającej się z co najmniej kilku pięter. Samotność prowadzi tutaj do nałogu. Z drugiej strony alienacja głównego bohatera bierze się z jego orientacji seksualnej. Twórcy nie boją się poruszać kontekstów LGBT+ czy – nie daj Boże — krytykować ich, jak miało to miejsce w Bohemian Rhapsody. Od czasów Moonlighta nie było mainstreamowego filmu, który równie odważnie i szczerze poruszałby tego rodzaju kwestie. Zresztą, tęczowa flaga nie powiewa wyłącznie na wysokości fabuły Rocketmana. Również scenografia i kostiumy eksplodują pełną gamą kolorów.

Film to musical na miarę omawianej gwiazdy rocka.

Doskonałym rozwiązaniem okazało się wykorzystanie chwytów musicalu w filmie opowiadającym o gwieździe brytyjskiej sceny rocka. Ekspresywna choreografia kolejnych tańców śmiało może rywalizować z niedawnym Aladynem. Wykorzystane utwory w całości odnoszą się do tekstów muzyka — trafiają też nieprzypadkowo w tok fabuły widowiska. Dopowiadają poszczególne konteksty, rozwijają historię, ostatecznie pozwalają nawet tupać nogą do rytmu. Równocześnie twórcy nie realizują tutaj swoistej kompilacji „The Best of Elton John”. Tak wyglądał zbiór utworów w Bohemian Rhapsody – podany jako radiowa lista przebojów, nie jako narracyjny element filmu.

Gatunkowa szufladka musicalu pozwala opowiedzieć historię Eltona Johna, ocierając się o baśń. Pojawiają się oniryczne motywy oraz metaforyczne parabole, unoszące emocjonalny ciężar widowiska ponad pretensję albo depresję. Kino rodem z Trainspotting nabiera tanecznej swobody. Prócz tego bajkowy musical kontrastuje z posępnym życiem artysty. Twórcy doskonale zauważają, że campowa estetyka, którą Elton John ubiera otaczający go świat, jest w rzeczywistości maską, nałożoną na pogłębiającą się depresję.

Malkontenci mogą tylko zarzucić Rocketmanowi zbytnie opakowanie postaci muzyka w hollywoodzkie klisze. Pojawia się szereg motywów, które zwykle występują w filmach o wschodzących gwiazdach muzyki popularnej: młodzi artyści nie radzą sobie z rzeczywistością, a chytrzy producenci na każdym kroku dybią na ich pieniądze. Na szczęście obsada potrafi tchnąć życie w wyblakłe schematy tego rodzaju kina.

Taron Egerton jako Elton John kradnie całe show.

Młody aktor doskonale wciela się w postać brytyjskiego muzyka. Świetnie oddaje skrytość jego charakteru za kulisami oraz sceniczną ekspresję w trakcie każdego koncertu. Elton John posiada bowiem w filmie Dextera Fletchera swoisty dualizm. Dualizm, który w rękach Tarona Egertona staje się trampoliną dla aktorskich popisów. Odtwórca doskonale odnajduje się w scenicznych strojach autora „I’m still Standing”. Sekwencja wideoklipu do tej piosenki, która również pojawia się w Rocketmanie, to wisienka na torcie całego widowiska. Pokazuje, jak doskonale scenografia i choreografia splata się z realiami lat 70. oraz autentycznymi materiałami z życia Eltona Johna.

Podobnie jak Aladyn, także Rocketman zafundował sobie bilet wstępu na przyszłą galę rozdania Oscarów. Kategorie techniczne znajdują się tutaj na wyciągnięcie ręki. Widowisko mieni się tysiącem kolorów, statyści i tancerze odrywają się od ziemi, tworząc wymyślne choreografie tańców. Sama historia porusza też istotne problemy, ważne we współczesnych dyskusjach politycznych i społecznych. Akcja Rocketmana – osadzona w latach 70. – staje się bowiem lustrzanym odbiciem czasów obecnych. Dostatecznie campowym, by skraść serca fanów musicali (z naciskiem na miłośników muzyki Eltona Johna), oraz idealnie wyważonym, aby wzruszyć i skłonić do przemyśleń. Przy tym szalonym, jak przystało na biografie ciekawych artystów.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie