Dziewięciu tłumaczy z całego świata zostaje zamkniętych w luksusowym bunkrze. Mają wspólnie pracować nad przekładem finałowej części bestsellerowej trylogii, na którą czekają miliony fanów. Praca marzeń okazuje się jednak więzieniem. Brak kontaktu ze światem i rygorystyczne zasady zaczynają budzić frustracje. Kiedy fragment książki, wraz z żądaniem okupu, pojawia się w Internecie, rozpoczyna się polowanie na winnego i wyścig z czasem. Nikt nikomu nie ufa, każdy jest podejrzany, każdy ma motyw a bezwzględny wydawca nie cofnie się przed niczym, by zdemaskować i ukarać ją lub… jego.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Ciężką ręką napisana rozgrywka, chwilami udana rozrywka. 3

Kod Dedala bardzo chce być kinem z rodzaju mind-game, który gubi tropy i rozwija początkowo niewinną tasiemkę sytuacji, wciągając nas w swoją grę. Niestety jednak pewna ilość ostrych i nagłych zakrętów sprawia, że przestają one nieść element zaskoczenia. Niezobowiązująca zagadka z jakiś niewyraźnym, ale obiecującym tłem krytyki sprowadzenia literatury do produktu i jej straty współcześnie na wartości. Ze słabą wyobraźnią ta zabawa.

Kod Dedala (2019) - Maria Leite (III)

9 najzdolniejszych ze swoich krajów tłumaczy zostaje sprowadzonych do dokładnie strzeżonego, by żadne tajemnicy nie wyszły na zewnątrz miejsca przypominającego bunkier, odseparowanego trochę od świata. Mają oni za zadanie zająć się przekładem najnowszej części wielkiej książki, cieszącej się uznaniem, będącej bestsellerem. Są to postaci o przeróżnych osobowościach, które prawdopodobnie w innych okolicznościach mogłyby się nigdy nie spotkać. Ich zaangażowanie i ciężka praca zostaje przerwana w momencie, kiedy czuwający nad całym przedsięwzięciem rygorystyczny wydawca zaczyna być szantażowany. Nieznana postać ma dostęp do kolejnych stron książki i żąda pieniędzy, a wtedy książka nie wycieknie przed czasem premiery. Na szali jest prestiż wydawcy i wielkie pieniądze. Autor jej jest o wiele mniej tym zainteresowany. To człowiek, który chce pozostać anonimowy, nie udziela wywiadów, po prostu tworzy historie i nie chce niczego więcej – żadnej sławy i popularności. Autor książki nie jest jedynym krytykantem coraz większej surowości i obsesji jaka pojawiła się u jego wydawcy, który robi z książki biznes i zdecydowanie jest bardziej miłośnikiem zarabiania, niż czytania. Atmosfera staje się coraz gęstsza, tłumaczenie schodzi na dalszy plan, a główną zagadką nie jest to, co dalej jest w książce, a co wydarzy się w bunkrze, w którym tłumacze zaczynają, być traktowani jak więźniowie i poddawani różnym próbom, by sprawdzić ich wiarygodność i odkryć, kto jest odpowiedzialny za ową „zdradę”.

Kod Dedala miał świetny potencjał na zawiłą rozgrywkę z narastającym napięciem, zmianą frontów i dezorientacją widza o konsekwencjach izolacji i obsesjach. Chwilami ma przebłyski oraz kombinuje. No dobra, dezorientacja następuje, ale z powodu nawarstwiających się nowych plot twistów i trochę takiego filmowego „walenia na oślep”… a może uda się trafić. Nakręcająca się atmosfera z czasem zaczyna pokazywać swoje słabości scenariuszowe, a nie umiejętności zaskakiwania. Gra z widzem jest tutaj napisana ciężką ręką i mało wymagająca, bo raczej dostajemy szybko coś tkanego w nastroju serii Ocean’s. Nie dostajemy za dużo czasu, by sami pokombinować, wejść w ten układ zamknięty i rozkodować tytułowy kod.

Kod Dedala (2019) - Manolis Mavromatakis

Problemem jest również wiarygodność emocjonalna i głębia psychologiczna. Mało zobowiązujące są nasze relacje z bohaterami, gdyż jest to bardzo skrótowe i dzieje się błyskawicznie. Ta próba pokazania ludzkich instynktów pojawiających się w sytuacjach dramatycznych i różnych żądzach, narastających pożądaniach jest anemiczną wersją, tego co udało się zrobić doskonale, z niespiłowanym paznokciami i bez hamowania pisarzowi Chuckowi Palachniukowi w Opętanych lub w Funny Games Michaela Hanekego. Nie ma tutaj żadnego wydrążania ciemnych zakątków ludzkiej psychiki. Nie ma problemu z rozdzieleniem oprawców i ofiar, a zbyt duża ilość skoków w bok reżysera i chaotyczność sprawia, że nie skupia się na zbudowaniu jakiegoś mięsistego opowiadania.

Kod Dedala ma problem ze zdecydowaniem się. Czy chce prowadzić psychologiczną rozprawę, pokazać ekscentrycznie miłość do literatury podnosząc ciśnienie widza, czy po prostu pograć z nami. Niestety taki gulasz ostatecznie prowadzi, do tego, że wszystko smakuje tak samo byle jak.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…