Ága

Nanook i Sedna żyją samotnie w lodowej krainie gdzieś na północy Jakucji - biel tutejszego śniegu wypala oczy, a mróz szczypie w policzki. Polując na renifery, łowiąc ryby i wyprawiając skóry, przeżyli wspólnie wiele lat, które - tak jak surowy klimat - odcisnęły piętno na ich zmęczonych, lecz szlachetnych twarzach. Nad szczęśliwą jesienią życia małżonków unosi się jednak bolesne wspomnienie tytułowej Ági - córki, która przed laty opuściła rodziców. Co między nimi zaszło? Czy istnieje szansa na pojednanie rodziny? Pytania te powracają, gdy do pary staruszków przyjeżdża na skuterze śnieżnym Chena - młody chłopak, który przyznaje, że widział Ágę w mieście - w leżącym nieopodal zupełnie obcym świecie.

Recenzje

Aga to utwór o współczesności ignorującej przeszłość. O zaniku pewnej tradycji i kultury i pustce nie do wypełnienia. To wszystko w kameralnym i pięknym ujęciu. 8

Kino przyjmujące sposób opowiadania „tak wiele” narracją „tak niewiele”. Ága to małomówny utwór, ale jakże treściwy, przepełnionymi uczuciami oraz refleksjami o przemijaniu i stracie. W kontekście bliskich sobie dusz, ale i duszy bliskiej pewnej rzeczywistości, która zanika i wymiera w postkapitalistycznym świecie.

Przyglądamy się i śledzimy codzienne nawyki i rytuały małżeństwa mieszkającego samotnie w okolicach skutej lodem, północnej Jakucji. Jednak uczucia, które możemy obserwować w niuansach i prozaicznych sytuacjach sprawiają, że w ich sercach i duszach temperatura jest zupełnie inna, niż na zewnątrz. Obserwujemy niemalże dwóch ostatnich światków pewnego świata, którego dla wielu już nie ma. Co jakiś czas w ich piękne, czyste niebo wtrąca się jakiś samolot, widzą pewne znaki (jak w utworach o zbliżającej się apokalipsie) a oni w miłości do siebie i do takiego sposobu życia w myśl Voltera: Uprawiają swój ogródek. Jest w nich sentymentalizm, niczym w "Kandydzie", czerpanie radości z bycia w związku z naturą i niepoddawanie się presji nowoczesności. Ta nieprzystawalność nie wydaje im się uwierać, wręcz przeciwnie. Świętują każdą chwilę w takim, a nie innym świecie, rozkładają się na swojej zaśnieżonej ziemi, okazując jedność, oddanie i jej wartość, niczym bohater Jana Jakuba Kolskiego w Pogrzebie kartofla. To świat, gdzie ingerencja w środowisko ma miejsce tylko w sytuacjach wyjątkowych, czyli wynikających z potrzeby przetrwania. Bohaterowie komunikują się z przyrodą, traktują partnersko świat, a nie chcą sobie uczynić czegokolwiek, czy kogokolwiek poddanym.

Tytułowa Ága to postać, o której historii się z czasem pourywanie dowiemy, ale jej samej osobiście długo nie poznamy. Podczas opowiadań między bohaterami powoli domyślamy się, że odeszła. Nie znamy przyczyn, powodów, jednak jest ona w pewnym sensie symbolem zmian w podejściu człowieka do tradycji, kultury i braku zapotrzebowania na to w płynnej nowoczesności, gdzie pewne wartości trafiają do niszczarki, bo rdzewieją od nieużywania.

Ága to film przez długi czas kojący nas swoim naturalizmem, rytmem codzienności i jej urodą. Mistyczna rzeczywistość jest dla nas jak wycieczka w dalekie krainy. Nie tylko w sensie geograficznym, ale i historycznym. Jednak drżenie tej ziemi w przenośni jest doskonale zaobserwowane i przeniesione na nas. Czyjaś rzeczywistość staje się historią, przeszłością. I nasz zachwyt oglądanym obrazem, tym bardziej potęguje smutek oraz poczucie nieuzasadnionych zmian. Symbolicznie, bez wybuchów i przerysowanej ekspresji dochodzi do detronizacji więcej niż pejzażu. Na piedestale staje świat, który odrzuca i z pełną ignorancją podchodzi do pielęgnowania tradycji, czerpania z niej i nie czuje potrzeby ocalenia cudzej pamięci. Mimo że współczesność nie jest samorodna, a tak egoistycznie się zachowuje. Jest następstwem czegoś, co już było, ale nie zwróciła na to uwagi. O tym jest Ága. O niedocenianiu i mylnym przekonaniu, że tradycja krępuje rozwój. O odrzuceniu tożsamości. O gorzkim i głębokim rozczarowaniu brakiem chęci kultywowania zwyczajów przez najbliższych. Przecinaniu pępowiny na szkodliwą dla ludzkości i jej przyszłości wielką skalę. To wszystko reżyser mądrze i lapidarnie buduje w intymnej i mądrej przypowieści o gawędzących sobie w przerwach od zwyczajnych czynności dwójki bliskich sobie osób. Tylko ich istnienie to dwa żywe dowody na pewną, przemijającą kulturę. Nie są tylko dwiema osobami świadomymi swojej decyzji, odseparowanymi od współczesności.

Dlatego ten utwór ma w sobie dużo nostalgii, smutku, nie niesie nadziei, a pustkę. A pustka nie zawsze jest miejscem, które wypełnione czymś nowym, będzie oznaczało jednoznacznie lepszym. Niewielkie kino, wielka szczerość. Pozorny spokój w tej skromnie pokazanej apokalipsie, z myślą i nastrojem jak u Czesława Miłosza w utworze "Piosenka o końcu świata": Innego końca świata nie będzie. Nie trzeba się drzeć, żeby serce opowieścią o nieodwracalnej stracie wydrzeć.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie