Na krawędzi 4.0

Opowieść o brutalnej zbrodni dokonanej w Brukseli oraz tragicznej historii miłosnej między Gigi, ambitnym gangsterem (Matthias Schoenaerts) a Bibi (Adèle Exarchopoulos), młodą dziewczyną, kierowcą samochodów wyścigowych. Jest to romans namiętny, ognisty, bezwarunkowy. Ale Gigi kryje pewną tajemnicę. Więc kochankowie będą musieli walczyć, by pozostać wiernymi swojej miłości, gdyż oboje popełnili w życiu błędy.

Recenzje

Na krawędzi mimo wielkich chęci, kończy na tendencyjnym gangsterskim filmie, a uciekając od tego, trafia jeszcze nieskuteczniej - w melodramat. 4

Uciekanie od prostolinijnego kina gangsterskiego może się skończyć zostawieniem go w tyle i dobiegnięciem do przewrotnej oraz zaskakującej metody opowiadania albo dotarciem w ślepą uliczkę. Na krawędzi to doskonały tytuł, bo zdradza sposób poruszania się tego filmu – na krawędzi kilku gatunków, chcąc bardzo odzwyczaić nas, robi quasi kryminał mocno umoczony w kinie trudnego romantyzmu. Wychodzi to jednak koślawo i zupełnie odwrotnie, niż zamierzano. Widać chęci, ale też nieskuteczność ich zrealizowania.

Historia zapoznaje nas na początku z Bibi, która jeździ samochodami wyścigowymi i jak możemy się domyślać uwielbia podejmować w życiu ryzyko. Na jednym z jej rajdów pojawia się tajemniczy Gigi, który wypytuje o nią, a potem w pierwszej już rozmowie nie ukrywa swoich zamiarów. Bardzo szybko również przejdziemy od momentu ich podchodów w relacji do oficjalnego bycia razem. Bo nie na tym koncentruje się historia, a stawia bardziej na kwestie szczerości i zaufania w związku – ale też pokazuje impulsywny charakter obojga i miłość do ryzyka. Gigi mówi jedno, robi drugie. W żartach przyznaje się do swojej profesji – jednak dziewczyna oczywiście nie bierze tego na poważnie. Jak możemy też się domyślić bardzo szybko, nasz bohater poprzez związek z kobietą, będzie chciał skończyć z ryzykownymi rzeczami, których się podejmuje. Długo lubił to robić, umie i wręcz to „rodzinna” pasja, gdyż jego najbliżsi przyjaciele się zajmują tym, razem z nim.

Bohaterowie bardzo chcą uszlachetnić swoją "pracę" i zamiast przestępstwa, każdy z nich myśli o sobie trochę jak o Robin Hoodzie, w stylu "biedni okradają bogatych, bo przez nich są biedni", refleksja która była toczona intensywnie, niedawno w Aż do Piekła. Jednak ideologia, jaka razem idzie z nimi okraść kolejny bank, nie zmienia przedstawienia i rozwoju wypadków. Ktoś zostaje skrzywdzony i napadnięty, zasady ataku się nie zmieniają i nie stają się paradą czynnego protestu. Pieniądze idą do ich kieszeni i to oni zyskują status finansowy, tych których okradli. Błędne koło – nic z tego nie idzie na akcje dobroczynne. I tutaj uczucie miłości "psuje" pewność działań głównego bohatera. Zaczyna się zastanawiać i wątpić, nie tylko dlatego że po karku spływa mu stróżka potu z powodu kłamstwa, a myśli o przyszłości. Filmowo to znany model, ograny przez kino. Tutaj mimo subtelnej narracji i nietendencyjnej próby prowadzenia narracji, to są to bardzo proste filozofowanie o zmianie życia dzięki drugiej osobie, czym jest tak naprawdę męstwo, a wszystko niestety ze sobą połączone, tworzy kolejny melodramat z konfliktem tragicznym.

Brakuje wyobraźni temu opowiadaniu. Rozumiemy motywacje bohaterów za szybko. To będzie prosta rozgrywka i rywalizacja – miłość, czy natura Gigiego. Którą z tych rzeczy wybierze bohater – zostawi swoje wcześniejsze przyzwyczajenia i naturę człowieka, która wiecznie się w coś wplątuje i żyje na tytułowej krawędzi – dla miłości, czy nie będzie w stanie. Tutaj też odczuwamy przezroczystość i oczywistość, błyskawicznie tracimy zainteresowanie przebiegiem historii, bo je znamy, a wysoką prędkość nabiera auto bohaterki, nie film.

Najgorzej, że wraz z biegiem (truchtem) akcji, reżyserzy jak gdyby sami świadomi swojej bezradności, wyciągają narracyjne koła ratunkowe, by podkręcić dramaturgię i strzelają na oślep w serce widza. Dorzucają nagle wątek choroby głównej bohaterki, naciągają strunę do absurdu. Przez co początkowa konsekwencja opowieści stonowanej i skupionej, doprowadza do jakiejś roztrzepanej telenoweli.

Niestety Na krawędzi, nie spada w przepaść, ale też nie idzie zgrabnie po tej krawędzi. Żadnych nowych lądów nie odkrywa, a w pewnym momencie wręcz przyznaje się, że nie da rady zrobić nie oryginalnego.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie