Yoav (Tom Mercier) przybywa do Paryża z Izraela. Widzimy go w biegu, kiedy dostaje się do jednego z mieszkań. Podczas kąpieli ktoś kradnie jego ubranie. W wychłodzonym pokoju zmarznięty mężczyzna traci przytomność. Z pomocą przychodzi mu dwoje sąsiadów - Emile (Quentin Dolmaire) i Caroline (Louise Chevillotte), którzy się z nim zaprzyjaźniają, czerpią z niego inspirację i jednocześnie stają się dla niego wsparciem w poszukiwaniu drogi. Razem tworzą przedziwny trójkąt współzależności i nieustającej erotycznej fascynacji.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Zagrać obywatela. Czy jeszcze kreujemy swoją tożsamość poprzez miejsce pochodzenia? 9

Język kształtujący rzeczywistość. Język jako łącznik z miejscem pochodzenia. Synonimy to ekscentrycznie skonstruowany dramat w duchu kina artystycznego, bardzo gorzki i szyderczy w wymowie o pozostawianiu za sobą przyszłości oraz zniewolenia jako stanu ducha, a nie sytuacji państwa. Co znaczy też przynależeć, być u siebie, stać się obywatelem?

Synonimy (2019) - Tom Mercier

Yoav wyjeżdża, a wręcz ucieka z Izraela do Paryża po lepsze życie. Nie dostaniemy flashbecków z jego przeszłości, a pojawią się one w skrawkach i pourywanych zdaniach, które będzie wypowiadał ucząc się francuskiego w towarzystwie Emile i Louise. To para, która zupełnie przypadkowo ratuje mu życie i bardzo szybko go wyposaża w pieniądze na start i charakterystyczny żółty płaszcz, który sprawia, że już bardziej zmanierowanym francuzem być nie może. Taki też tendencyjny i napisany umyślnie w sposób stereotypowy, duet na swojej drodze spotyka Yoav. Pomagają mu, tworzy się między nimi wzajemna fascynacja, specyficzna. On ze swoją szczerością, problemami, bagażem emocjonalnym, z którym się nie egzaltuje jeszcze bardziej wytłuszcza wtórność i powtarzalność oraz błahość problemów pary. Oni natomiast traktują go trochę jednak jako atrakcje i słuchają jego historii bez zrozumienia, za sporą warstwą dystansu jak opowiadania z książki. Z jednej strony ich pomoc spełnia marzenie bohatera i miejsce składa tym wielką obietnicę oraz daje nadzieję, z drugiej jest on potraktowany przez nich jak „nową zabawkę”, coś urozmaicającego ich życie. Proces asymilacji naszego bohatera jest bardzo błyskawiczny, a on sam bardzo szybko czuje swobodę i nie jest traktowany jako intruz przez nikogo. Z czasem jednak marzenie o odcięciu się od przeszłości przestanie się realizować, gdyż nasz bohater zauważy w jak bardzo mało wiarygodnym miejscu się znajduje. Jak płytkie jest przynależenie do tego miejsca i relacja pomiędzy obywatelami, a swoim domem.

Synonimy w doskonale karykaturalny i prześmiewczy sposób pokazują związek człowieka ze swoim pochodzeniem i wątłą zażyłość obywateli ze swoim państwem. Yoav w pewnym momencie, kiedy już zaaklimatyzował się i przeszedł swoistą kwarantannę pozwala sobie na krytyczne spojrzenie i nie potrafi pewnych rzeczy zrozumieć. On, osoba, której kraj jest w nieustannym konflikcie, gdzie mieszkanie jest przekleństwem, a nie błogosławieństwem czuje wściekłość za obojętność obywateli we Francji. To mocny sygnał i komentarz wobec otwartych granic, utraty kulturowej tożsamości przez miejsce i zanikającego patriotyzmu, kiedy każdy może być wszędzie, więc wszyscy są obywatelami świata. Zuchwałą tezę i zarzut wysuwa reżyser filmu prowokując do refleksji pozornie skromnym filmem, ale z czasem utuczonym w coraz większą ilość emocji i uczuć, które buzują w naszym bohaterze.

Synonimy (2019) - Tom Mercier

Świetne przedstawione jest życie wewnętrzne naszego bohatera. Poprzerywane, w słowach, synonimach, unikając konfrontacji z przeszłością. Yoav potwierdza tezę, że gdziekolwiek byś nie pojechał, zabierasz ze sobą siebie. Dlatego też zajęcia pokazane specjalnie z absurdalnym poczuciem humoru, polegające trochę na nauce: Jak być Francuzem, są tak irracjonalne. Głośno wykrzykuje się tutaj "Liberte", a z drugiej strony jest to niemalże przepis na pozostanie obywatelem danego kraju. Nie ma w tym nic głębokiego, wymagającego, tylko jak gdyby nauka do roli obywatela tego miejsca, jak go zagrać. W tej samej scenie również znamiennym i mocno poruszającym momentem jest śpiewanie hymnu Francji, gdzie bohater angażuje się, jak nikt z pozostałych, a słowa w utworze zawarte odnoszą się nie tylko do pokoju, a walki i terminologii wojennej. Wszystkiego od czego Yoav uciekał. Dlatego też podróż bohatera do ziemi obiecanej okazuje się ostatecznie podważeniem jej autentyczności.

Synonimy to bardzo refleksyjny, szczery, poprowadzony słowem utwór demistyfikacji tygla kulturowego i definiowania „być u siebie”. Nieproste, chwilami umyślnie niewygodne dzieło, ale z pewnością prowokujące poprzez umyślne przejaskrawienia dzieło o tożsamości, i jak coraz mniej determinuje ją współcześnie pochodzenie.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…