Midsommar. W biały dzień 6.6

Dani (Florence Pugh) i Christian (Jack Reynor) to młodzi Amerykanie, którym nie układa się w związku i rozważają rozstanie. Niespodziewana rodzinna tragedia zbliża ich jednak do siebie, a pogrążona w żałobie Dani postanawia dołączyć do Christiana i jego przyjaciół, aby wziąć udział w wakacyjnej wyprawie na północ Skandynawii. Tam, w odciętej od świata wiosce, raz na 90 lat obchodzone jest prastare święto związane z letnim przesileniem. Jednak to, co z początku wygląda na beztroską wycieczkę do krainy niezachodzącego słońca, z czasem przybiera nieoczekiwany, przerażający obrót. Lokalni mieszkańcy zapraszają amerykańskich gości do udziału w niepokojących rytuałach. W sielskiej scenerii rozpoczyna się dziewięciodniowy festiwal coraz dziwniejszych obrzędów, których rezultat zadecyduje o życiu i śmierci biorących w nich udział.

Zgłoś naruszenie Zwiastun #2

Komentarze 3

ArucardPL 5

Mega rozczarowanie. Wszystko co miało straszyć/szokować było bardziej komiczne i sprawiało wrażenie wyjętego z jakiejś absurdalnej komedii. Np. scena na skale przywodzi na myśl komedie w stylu Monthy Pythona. Scena seksu to już kompletna głupota rodem z amerykańskich komedii dla nastolatków. Bo twórcy Hereditary spodziewałem się dużo, dużo więcej a dostałem jedynie ładnie wyglądający festiwal głupoty.

@ArucardPL Przecież to właśnie tak miało wyglądać. Od pierwszych minut było wiadomo, że film nie będzie na poważnie. Momentami się dłużył, ale groteskowe sceny np. właśnie seksu i babci, która "pomagała", albo losowania lotto ;D wszystko wynagradzają. Jak dla mnie 7,5. To jest film w stylu "Wrota do piekieł". Też niby miało być na poważnie, a wyszła taka czarna komedia.

@rolnik_postepowy Najwyraźniej nie załapałem :( Zwłaszcza, że po Hereditary spodziewałem się, że będzie raczej poważnie (nie wspominając już że początkowe (wyjątkowo klimatyczne) 15 minut samego filmu nastawiło mnie na co najmniej nie lekkie przeżycie). Z kolei zwiastuny nastawiły mnie na jakiś festiwal szaleństwa, że to będzie taki "bad trip" który przeora mi psychikę jak w zeszłym roku "Climax". Nic nie nastawiło mnie natomiast na czarną komedię, być może dlatego tak bardzo się od tego filmu odbiłem. Może też oczekiwania + wczesne recenzje nastawiły mnie na jakieś arcydzieło. Może jeśli będę miał okazję obejrzeć jeszcze raz, z innym nastawieniem, to mój obiór się zmieni.

Następne