Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

Nowe kino amerykańskie znów wymiata małomiasteczkowe brudy. 7

Firecrackers wpisuje się w nurt nowego kina amerykańskiego, wyciągającego na światło dzienne brudy z małych stanowych miasteczek. Reżyserka zaprasza widzów do świata nieletnich, targanego buntem okresu dojrzewania. Ukazuje dewiacje społeczne. Wraz z nimi przywołuje obraz milenialsów zagubionych w świecie nowych mediów, seksu i używek. Próg dorosłości okazuje się dla nich balansowaniem na krawędzi przepaści.

Akcję Firecrackers osadzono w małym amerykańskim miasteczku. Lou (Michaela Kurimsky) i Chantal (Karena Evans) właśnie skończyły szkołę średnią. Świat dorosłych stoi przed nimi otworem – dziewczyny pragną zrealizować swoje marzanie: nareszcie chcą wyrwać się z rodzinnej dziury, w której brak perspektyw na przyszłość. Ich celem staje się wyjazd do Nowego Jorku. Nie zdają sobie sprawy, jak trudne okaże się odcięcie od przeszłości. Niezdrowe środowisko rówieśników oraz równie zła sytuacja w domach wywrą na nich trwałe piętno.

Przygotowania do etapu produkcji Firecrackers trwały ponad rok. Reżyserka Jasmin Mozaffari pragnęła, aby odtwórczynie głównych ról zaprzyjaźniły się ze sobą również w przestrzeni pozakadrowej. W tym celu organizowała im specjalne wyjazdy integracyjne. Czy więź między postaciami jest widoczna w filmie? Nieszczególnie. Nie oznacza to wcale, że ukazane sylwetki są niewiarygodne. Psychologiczne dno przedstawionych postaw zaskakuje swoją drobiazgowością oraz celnymi spostrzeżeniami z dziedziny socjologii. Firecrackers przypomina niekiedy kino społeczne spod znaku Larry’ego Clarka (Dzieciaki, Ken Park). Jest równie bezkompromisowe i drastyczne w ukazaniu szarego oblicza codzienności.

Młodzi bohaterowie nie mają perspektyw na przyszłość w apatycznym, małomiasteczkowym środowisku. Nudę wypełniają używkami oraz niezobowiązującym seksem. Brak wzorców w rodzinnych domach również nie pomaga przekroczyć im progu dorosłości i przygotować do życia na własny rachunek. Bunt oraz wynikające z niego szukanie własnego miejsca w świecie jest tłumione, zaś wszelkie formy liberalnej autonomiczności tłamsi dyscyplina wymuszana przez rodziców. Celne okazuje się ukazanie bohaterów, którzy nie zdają sobie sprawy z możliwych konsekwencji popełnionych czynów.

Co ciekawe, reżyserka postanawia osadzić fabułę swojego filmu w trakcie wakacji, a więc okresu symbolicznie zakodowanego w języku kina młodzieżowego jako czasu sielanki oraz romantycznych wypadów nad jezioro (czego przykładem może być najnowszy sezon Stranger Things). Rzeczywiście, bohaterowie Firecrackers piją dużo wina i mało śpią, jednak ich życie dalece odbiega od idealistycznego krajobrazu z pocztówek. Na pierwszy plan wdziera się szowinistyczna wizja męskiego społeczeństwa, uprzedmiotawiającego dziewczyny według własnych zachcianek. Z drugiej strony ukazani bohaterowie dopiero ustalają granice własnej seksualności oraz inne aspekty życia społecznego.

W tym kontekście interesująco prezentują się zwłaszcza główne bohaterki filmu. Każda z nich w inny sposób personifikuje postawę współczesnych feministek. Piękna, rudowłosa Lou dalece odbiega od przeseksualizowanego kanonu kobiet w kinie głównego nurtu. Jest silna, niezależna i porywcza. Nie potrzebuje zakładać obcisłych ubrań, aby zyskać respekt i szacunek w grupie rówieśniczej. Inaczej funkcjonuje jej przyjaciółka, Chantal. Dziewczyna wie, że przy pomocy odpowiednich zachowań oraz dobrze skrojonych koszulek jest w stanie wiele osiągnąć w patriarchalnym systemie społecznym.

Zachowanie głównych bohaterek i podejmowane przez nich decyzje mogą momentami drażnić widzów. Z czasem jednak coraz bardziej zaczynamy je rozumieć oraz im kibicować. Dziewczyny jako jedyne posiadają marzenia w zepsutym i egzaltowanym środowisku. Należy natomiast zauważyć, że wspomniane marzenia przypominają bardziej utopijny sen, coś na kształt Disneylandu w The Florida Project, niż realne plany możliwe do zrealizowania.

The Florida Project nie jest zresztą jedynym tytułem, do którego można odnieść treść oraz estetykę Firecrackers. Subtelne pauzy oraz długie ujęcia szwendających się bohaterów przywodzą na myśl dzieła francuskich nowofalowców. Urzekająca, rozedrgana kamera podkreśla niestabilny ton ukazanego społeczeństwa. Cudownie zamyka przy tym przestrzeń w amerykańskich krajobrazach ubogiej prowincji. Jest majstersztykiem operatorskiego fachu, ściśle współgrającym z pastelową tonacją barw w filmie.

Każdy element Firecrackers — techniczny i fabularny — jest wyraźnie przemyślany przez twórczynie amerykańskiego kina indie. Fabuła znajduje swoje zakotwiczenie w psychologicznym i socjologicznym porządku rzeczy. Operatorska strona Firecrackers wywołuje zachwyt. Co warto wspomnieć, cały sztab pracujący nad filmem składał się z kobiet. Tłumaczy to wrażliwy i dokładny wgląd we wnętrze głów oraz serc zbuntowanych bohaterek widowiska.

Rewelacja! Firecrackers śmiało można wpisać w modny nurt nowego kina amerykańskiego. Tym samym film Jasmin Mozaffari rości sobie miejsce obok takich tytułów jak Lady Bird, Złe wychowanie Cameron Post, American Honey czy wspomniany wcześniej The Florida Project.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…