Massimo Torricelli (Michele Morrone), młody i przystojny szef sycylijskiej rodziny mafijnej po zamachu, w którym ginie jego ojciec jest zmuszony przejąć rządy. Laura Biel (Anna Maria Sieklucka) jest dyrektorką sprzedaży w luksusowym hotelu. Odnosi sukcesy zawodowe, ale w życiu prywatnym brakuje jej namiętności. Podejmuje ostatnią próbę ratowania związku. Razem z partnerem i przyjaciółmi leci na Sycylię. Laura nie spodziewa się, że na jej drodze stanie Massimo – najniebezpieczniejszy mężczyzna na wyspie, który porwie ją, uwięzi i da 365 dni na… pokochanie go.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Piękna i bestia… oczywiście równie piękna. Fabuła to pretekst do ekspresji seksu bez wyobraźni. Archaistyczne podejście do relacji. 1

365 dni wydaje nam się trwać w o wiele dłużej, tak toporne jest to opowiadanie, które chyba uważa, że klasyfikowane jako erotyczne uzyska jakąkolwiek taryfę ulgową. Brak wyobraźni, emocjonalna posucha, sycenie imitacją wolności oraz bezpruderyjności i smutny oraz przykry deficyt jakiejkolwiek reżyserii, a zmaksymalizowanie efektu baśni soft porno. Są kanały pornograficzne, w których fabuła jest tak samo pretekstowa, ale korzystanie z nich nic nie będzie kosztowało.

365 dni (2020) - Michele Morrone

Opisywanie historii będzie brzmiało, tak irracjonalnie, że powtarzając to co zobaczyłam, sama nie będę ponownie dowierzała. Laura jest nieusatysfakcjonowana i sfrustrowana w swoim związku. Oczywiście dostajemy od pierwszej minut torpedowanie stereotypami, poziom zaawansowany. Brak zaangażowania w związek ze strony jej partnera referuje się tutaj poprzez brak czasu na seksualne zaspokojenie bohaterki – nic więcej. Oczywiście nie jest on adonisem, który zawsze jest w pozie z okładki magazynu. Wszystkie pretensje o zaniedbanie, brak czasu dla partnerki oraz myślenie tylko o sobie i megalomania są skrótowo pokazane, ale to tylko pretekst, by Laurze łatwiej było się oddać "doskonałej" wersji mężczyzny, któremu się kiedyś objawiła i poszukuje ją od tamtego czasu obsesyjnie. Massimo to oczywiście bad boy, który z jednej strony odurza ją i porywa, a z drugiej mówi, że nie da nikomu zrobić jej krzywdy. Więzi bohaterkę w swoim luksusowym apartamencie przekonując, że zakocha się w nim w 365 dni. Aby zdobyć miłość potrzeba rozpieszczania kobiety dobrami materialnym i oferowaniem jej swojego ciała, co tutaj nazywa się troską i czułością. Wszystko wygląda na handel wymienny pomiędzy bohaterami, wyłącznie na jego zasadach.

365 dni to muzeum figur woskowych. Film jest niewiarygodny na każdym poziomie tworząc erotic fiction. Nie chodzi o zaproszenie do fantazjowania, nikt tutaj nie wartościuje fetyszy ludzkich. Chodzi o płaskość wszystkiego, co pokazane na ekranie. Historia, nazwijmy tak to żartobliwie, składa się z absurdalnej i szybkiej przemiany osoby porwanej w osobę zakochaną, dla której porywacz zaczyna być miłością. To jest kompletnie niewiarygodne - autorka wysyła nam sygnał o tym, jak obraża inteligencję widza i bohaterów. Zamiast płomiennego uczucia bliżej tutaj do syndromu sztokholmskiego. Prócz absurdalnej fabuły, która ma być tłem do wcale nie tak wyzwolonych scen seksualnych mamy porażający seksizm i jednoznaczny komunikat o uprzedmiotowieniu i przemocy jako naturalnym budulcu intymności. Proste rozdanie, tak liche i poddańcze, pełne krzywdzącego kanonowania.

365 dni (2020) - Michele Morrone

Prócz braku logiki, a zamiast tego ekstazy jednoznaczności, ciężką ręką napisanych postaci, mamy jeszcze zdjęcia i ujęcia, które są jakimś pokazem slajdów, powtórzeń, poszatkowanych przynajmniej, tak samo konsekwentnie złych, jak narracja. Pozowanie na ekranie nieskażone żadną myślą.

Piekielnie przykro, że 365 dni jest nagłośniony jako pierwszy erotyk w Polsce, a prócz dosyć wątłej ekspresji seksu na dodatek robi rzecz okropną: legitymizuje patriarchat i męskie przywództwo w łóżku i poza nim oraz pokazuje na jakich zasad spisanych przez mężczyzn kobieta może funkcjonować, czym może coś ugrać i uzyskać w świecie, w którym jest zdominowana. Może nieudolnie popyskować, by tak naprawdę podsycić tylko grę erotyczną, może wydawać pieniądze swojego kochanka i igrać z nim swoją cielesnością, nie posiadając do siebie samej, tak naprawdę prawa. Od początku do końca to historia o podporządkowaniu się, mimo sprzecznych, paskudnie napisanych dialogów (uśpię Cię, zwiążę, a za chwilę dodam, że generalnie nie zrobię nic, czego byś nie chciała) i dostawaniu nagród za systematyczne wywiązywanie się z roli kobiety, a największym tantiemem jest doskonałe, włoskie ciało. To film lokujący wiele drogich produktów, a najdroższym z nich jest… kobieta. Piękna i bestia… oczywiście równie piękna. Jeżeli film rozgrzeje to tylko ze złości i jednoznaczności, a nie z tego powodu, który sobie wykalkulował.

3 z 3 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 11
tomi323

No to szykuj się na zaproszenie do dyskusji od Pani Białowąs.

@tomi323 Właśnie wymieniłeś jedno z moich największych marzeń. :D Jednak tutaj porażki nie można zapisać jednoznacznie, jak w przypadku poprzedniego filmu tylko na jej konto. Wiem doskonale, jak Lipińska kleiła się do każdego momentu realizacji, obsesyjnie pilnowała, nie wspomniała o reżyserce na premierze (mimo wszystko, niezależnie od warsztatu o świadczy to o dominacji), więc nawet ciężko tym razem powiedzieć, że Pani Białowąs dalej nie umie w kino. Jakby była trochę realizatorem fantazji (o, pasuje tematycznie) Lipińskiej. Oczywiście nie usprawiedliwiając jej ani przez chwilę.

@Bernadetta_Trusewicz Szczerze to nie wiedziałem, że Pani Lipińska była aż tak zaangażowana w ten film. Myślałem, że sprzedała prawa do ekranizacja i tyle. A tu wychodzi na to, że Pani Białowąs była co najwyżej potykaczem, ale to świadczy tylko o niej.
2020r. rozpoczął się naprawdę nieźle jeżeli chodzi o gnioty. Ciekawe co będzie największym syfem? 365? Film o Zenku? Czy któryś z 18 filmów Papryka Vegety, który wyjdzie w tym roku?

Sweet_Foxy tomi323

@tomi323 To samo pomyślałam. :-) „Słowa, słowa, słowa”…

@tomi323 18 filmów, hahaha. Tak papryczka kręci filmy szybciej, niż niektórzy seriale, sprawdzona formuła i naparzać nią bezmyślnie. Nie wiem, ale początek roku dla kogoś sceptycznie nastawionego do polskiego kina, będzie tylko potwierdzeniem słuszności jego podejścia. Taki moment, trzeba równoważyć zagranicznym. Chociaż 365 dni chciałabym odzobaczyć albo mieć taką zabaweczkę, jak "Faceci w czerni". Naprawdę, jestem przekonana, że każdy film w porównaniu z tym powyżej, będzie zyskiwał i będę zawyżała oceny. :P W poniedziałek się dowiem i we wtorek tutaj doniosę, czy przeżyłam i w jakiej kondycji jestem Ja, a przede wszystkim film "Zenek". W takich momentach uważam, że zawód krytyka filmowego, to zawód podwyższonego ryzyka. ;)

@Bernadetta_Trusewicz Mietczyński już pewnie zbiera kasę i czeka jak tylko pojawi się na VHS 365 dni i ngrywa swoją recenzję. W filmie Pani Białowąs przynajmniej nie szmacą się dobrzy aktorzy co niestety nagminne jest w filmach Papryki. W Zenku widziałem Czeczota i Frycza co też mnie przeraża. Wiadomo, że kasa się liczy, ale żeby wystąpić w filmie o "polskim Freddiem Mercurym"(żart alert) to trzeba chyba mieć chwilowy udar albo bardzo dużo długow do spłacenia. Jeszcze Kurski to finansuje.

@tomi323 Zapraszam w takim razie, bo już wysmazona jest recenzja Zenka o Zenku, eh… pociecha w tym, ze po "365" nie wpadłam w zawyzanie noty każdemu kolejnemu filmowi. 😂

Patrycja990

Niezła ta Polska odpowiedź na 50 Twarzy Greya. Nawet nie umywa się film względem drugiego. Komentarze jednak są wiarygodne bo byłam na tym filmie w kinie i rzeczywiście obok dobrych filmów nie leżało :/ https://onlinekino.pl/filmy/365-dni-2020/

Bercik022

Ciekawie się czyta co się wyrabiało na planie tego badziewia, Białowąs to tutaj chyba była by tłumaczyć Pani Blance "burdelmamie" Lipinskiej jak wygląda praca reżysera i tyle, nie wiem czy tam jest cokolwiek od Pani Białowąs, wydaje mi się, że to Blanka chciała zrobić ten film dla kasy bo jest to właśnie temat na idealne gowno, które w naszym dość ograniczonym w gust filmowym społeczeństwie się sprzeda ale, że producenci nie chcieli jej dac reżyserowac bo nie zna się na tym to wzięli od niechcenia Białowąs. Pierwszy reżyser to jak zobaczył co tam się odpie…. to uciekł jak najdalej od projektu.

@Bercik022 No właśnie, zgadzam się totalnie – wiem, jak bardzo opresyjna i zachłanna na "spełnienie marzeń" była Lipińska, by nie zepsuli ekranizacji jej dzieciątka. Także spoko, sama zepsuła. :P

dragoon1984 1

Bardzo dobrze, że właśnie kobieta tak ocenia to filmidło….

Proszę czekać…