Samuel jest sparaliżowanym chłopcem, mieszkającym z matką w odciętej od świata willi. Dorasta pod czujnym okiem troskliwej, lecz surowej rodzicielki, która zabrania mu pod żadnym pozorem opuszczać mury domu. Życie w willi jednak zmienia się, gdy dochodzi do szeregu dziwnych i niepokojących wydarzeń. Oparty na dyscyplinie porządek burzy pojawienie się młodej, zbuntowanej pokojówki, która budzi w Samuelu siłę do sprzeciwu wobec wszechobecnego rygoru i potrzebę odkrycia prawdy o świecie zewnętrznym. W obliczu buntu Elena postanawia zatrzymać syna przy sobie za wszelką cenę. Jakie skrywa tajemnice? Dlaczego traktuje syna jak więźnia we własnym domu?
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Zło nie jest tym, czym jest? W posągowym, surowym, bawiącym się konwencjami horrorze, któremu bliżej do kina mystery zaklęte jest pytanie: wolność, czy bezpieczeństwo? 7

W Gniazdo zła wykluwa się umiejętnie, błyskotliwie i przewrotnie zło. Film doskonale manewruje definicją tego pojęcia. Może być to czające się zza rogiem, które naprawdę jest zagrożeniem dla życia i takie, które ma być narzędziem do dominacji, rządzenia, a nawet zaskakująco może wynikać z wypaczonej, przybierające kształt zniewolenia, ale matczynej troski. W bardzo wybornym akompaniamencie wizualnym, ten horror buduje się na niewiedzy, na niuansach, skrytkach fabularnych, do których pragniemy zajrzeć, żeby wiedzieć więcej, ale dostajemy po łapskach. Jednak cierpliwość zostaje wynagradzana. Poetycki horror, bez popadania w nieznośność przedstawienia, grający na przyzwyczajeniach widza, czerpiący by wywrócić do góry nogami znane motywy, nawet nie stojący w pobliżu przedstawicieli swojego gatunku, które stały obok kliszowych opowieści w warstwie formalnej i narracyjnej. W tym osobliwym i ekscentrycznym świecie duchoty jednego domu, gniazda pisklę dorasta i chce latać, zadaje się też z uczuciem chłodu emocjonalnego pytanie filozoficzne Baumanowskie : Wolność, czy bezpieczeństwo? Dom, który straszy, czy odstrasza?

Gniazdo zła (2019) - Justin Korovkin

Świata naszego głównego bohatera jest ograniczony do wielkiego domu bez sąsiadów w polu wielu kilometrów. Te odseparowanie fizyczne idzie też w parze z zasadami i regułami panującymi w posiadłości, która pretenduje do jakiejś sekty, społeczności próbującej nie komunikować się z obecną rzeczywistością, tworząc własną utopię lub dystopię. Samuel jest ograniczony nie tylko despotyczną matką Eleną, która tak definiuje miłość i przywiązanie, ale również poprzez paraliż nóg, do którego doszło podczas wypadku z ojcem dawno temu. Elena jest tutaj niemalże królową i panuje nad innymi gośćmi, mieszkańcami, którzy dostosowują się do zasad panujących w domu, bo z jakiegoś powodu pragną w nim zostać. Wśród ich wielkich pomieszczeń pełnych pięknych mebli i sztuki, opustoszałych od wolnych emocji i spontanicznych reakcji pojawi się Denise. Elena weźmie ją pod opiekę, nie wiedząc jak jej obecność wpłynie na syna. W Samuelu rodzi się naturalna chęć poznania, doświadczania i podmiotowości, bo widzi alternatywę wobec tego, co prezentuje matka wraz z mieszkańcami z domu. Nauka o posiadłości, rygor, przekonanie, że bezpieczeństwo i szczęście kosztuje poświęcenie i wyrzeczenia. Nie brakuje im też bezwzględności, potrafią odebrać życie. Natomiast takiego w pełnym znaczeniu i indywidualnym zrozumieniu jest spragniony Samuel. Pragnie kraść całusy swobodnej, nieutemperowanej Denise i uciec z nią z domu, które zaczyna być dla niego więzieniem. Nie tylko dlatego, że nie może słuchać innej muzyki, niż klasyczna.

Gniazdo zła od początku działa na zmysły widza i gubi nasze tropy swoimi sugestiami, bez jednoznacznych odpowiedzi. Ta enigmatyczna forma zgromadzenia zamieszkującego dom jest intrygująca i hipnotyzująca. Oglądamy żądzę kontroli i jednocześnie oszczędność emocji pozytywnych bez wychodzenia z ich domu w długich, statycznych sekwencjach, co naprawdę podbija nastrój. Czy to piekło, czy jednak przedpiekle? Czy to jakieś obsesyjne uzależnienie od tradycji i opozycja wobec nowoczesnego świata, które krzywdzi, czy może ochrona? Dlaczego bardziej boimy się tego pokazanego i już zatwierdzonego jako nieludzkie przez nasz organizm, niż tego nieznanego - czyli świata zewnętrznego. Świetnie rozegrana partyjka z naszymi dywagacjami razem z Samuelem o narodzinach tego małego królestwa, gdzie dom jest synonimem klatki.

Gniazdo zła (2019) - Justin Korovkin

Stąd pytanie o wybór pomiędzy wolnością, a bezpieczeństwem. Pozostanie w domu wiążę się z pewnością gruntu znanym dla naszego bohatera, przez lata powtarzanym, rutyną i powodującą coraz więcej pytań o sens, z pulsem i narracją, niczym z Osady. Wolność natomiast z pewnością wzbudzi w nim nowe emocje, poszerzy świadomość, wręczy bilet do sprawczości w swoim życiu. Za to Emanuel nie wyminie konsekwencji takich, jak niepewność, nieprzewidywalność, ryzyko, chaos. Z gracją, konsekwencją i trzymaniem języka za zębami, jeden plot twist w tym obrazie niepewności orzekania o winie i osadzenia źródła bólu i cierpienia wystarczy, by zrobić szach-mat i sprowokować, że tę partię na długo zapamiętamy.

Posągowy horror, któremu bliżej do kina mystery doskonale bawi się konwencjami, niezaprzeczalnie wygrywa na giełdzie naszą uwagę i wykorzystuje ludzką ciekawość. Sowy nie są tym czym są? Zło nie jest tym czym jest?

1 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…