Tommaso walczy ze swoimi demonami, a przede wszystkim z potężnym ego. Chodzi na mityngi AA, medytuje, pracuje z młodymi aktorami, stara się być dobrym ojcem i partnerem, ale jego nastroje zmieniają się nieoczekiwanie i gwałtownie. Czułość ustępuje atakom złości, bliskość – potrzebie dominacji, późne ojcostwo frustruje.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Dzienniki zakrapianie niepewnością i walką z ego. Intymny thriller psychologiczny, który cały czas drży. 8

Dzienniki zakrapiane niepewnością, nieustannym konfliktem ze zwyczajnością i ciężką pracą oczyszczania się z toksyn. O tej obsesyjnej potrzebie kontroli i próbą wygrania ze swoim nienasyconym ego opowiada niebezpośrednio, ale też nie nieznośnie lirycznie film Tommaso.

Tommaso (2019) - Willem Dafoe

Mamy zobrazowane bardzo intymnie studium życia post uzależnionego artysty-filmowca. Od początku kamera bardzo przyklejona do bohatera i z uwagą obserwująca jego codzienne rytuały, jakby gotowanie obiadu, zmywanie, wybieranie warzyw miało ogromne znaczenie dla fabuły. Ma, dla bohatera – to codzienność, która od początku już gęstnieje od niepewności i chwiejności, a konsekwencja bohatera w jej trwaniu ma odsunąć go od tęsknoty za szkodliwymi bodźcami i niepokojami. Każdy dzień jest dla niego walką. Nie referuje się tego tutaj w formie suberbohaterstwa, a raczej codziennej batalii wewnętrznej jaką przeżywa artysta. Walczy o czerpanie przyjemności z normalności wraz ze swoją młodszą partnerką i ich córką. Jego męskość musi się w tej sytuacji również odnaleźć. Rodzina to pozostawienie siebie w tyle i pewne skupienie na potrzebach innych. Jednak zamiast trójki, mamy czwórkę bohaterów, bo dochodzi do tego ego głównego bohatera.

Tommaso ma charakter chropowatej spowiedzi poprowadzonej ramię w ramię z głównym bohaterem. Bezkompromisowość wobec niego i wybebeszanie jego doświadczeń działa na widza i nie musi się wcale podpierać dla zwiększenia woltów wiarygodności bezdyskusyjnym powiązaniem Tommaso do reżysera Abela Ferrary. Do tego na ekranie widzimy partnerkę reżysera, ale nie jest to desperacka zagrywka. Tykająca bomba jaką jest Tommaso, oddanie stanu psychicznego osób będących blisko uzależnionego od potwora o nazwie ego, bardzo mocno rezonuje na podniesione tętno i niepewność widza. Wymiar historii jest o wiele bardziej uniwersalny i nie dotyczy jednego bohatera, czy jakiejś warstwy społecznej. Uzależnienie jest dostępne dla każdego.

Tommaso (2019) - Willem Dafoe, Cristina Chiriac

Świetnie jest sportretowana, bez jednoznaczności, wychodząca za rogu zaborczość i potrzeba kontroli wszystkiego przez głównego bohatera, która z początku wygląda na wyłącznie na zaangażowanie i troskę. Współczucie miesza się z irytacją, nie mamy jednoznacznego stosunku do bohatera, szczególnie w jednej klamrującej historię scenie, ale zbyt wielką przyjemnością wizualną i metaforyczną wartością jest ona, by się wygadać tutaj. Tommaso dodaje do tego scalanie się niebezpiecznie twórczości i życia, budowania swojej wartości, siły i spojrzenia na samego siebie poprzez twórczość. Artysta sam na zajęciach z ekspresji aktorskiej mówi o fascynacji w kinie tą wymienną kontrolą i zatraceniem, tak przekłada to również na życie i rosnąca samoświadomość mechanizmów, które nim rządzą, wcale od tego nie uwalnia. Czujemy tę impulsywność i gwałtowność. Ferrara pokazuje, jak uzależnieni nie tworzą związków, a biorą zakładników. Jak balansują po krawędzi, jak wciągają w to innych, żądając uwagi, bezwarunkowego wsparcia, nie dając tego od siebie, jak nosicielami sprzecznych są emocji. Jest doskonale pokazane bez nadekspresji, czy pompatycznych zdarzeń, a w bardzo obyczajowych okolicznościach. Te osaczanie, chęć determinowania i planowania cudzej codzienności. Świetnie i bez grama taryfy ulgowej obserwuje się tutaj strach przed odrzuceniem.

To wszystko wygrywa doskonale na półnutach w jednej chwili, by w kolejnej poddać się chaosowi, który już nie mieści się w nim, William Dafoe. Prowadzi postać zachwycająco, pokazując dualizm i niekonsekwencje bohatera. Ostatecznie dostajemy świetnie psychologicznie przepracowany, ale niedosłowny, brawurowy obraz z jednej strony biczowania się, a z drugiej wyświęcania, gdyż przecież to nikt inny, jak Zbawiciel według religii katolickiej trafił na krzyż, niesłusznie. Intymny thriller psychologiczny, gdzie seans z czasem gęstnieje, nieustannie drżąc.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…