Wielbiona przez publiczność na całym świecie komedia Jane Austen o poszukiwaniu równości i śmiałym kroczeniu do happy endu. Oto nowa filmowa adaptacja „Emmy”. Piękna, mądra i bogata Emma Woodhouse jest królową swego sennego miasteczka, nie ma konkurencji, ponieważ nie dorównuje jej nikt. W tej błyskotliwej satyrze na podziały klasowe, Emma musi zmierzyć się z bólem dorastania oraz miłosnymi pomyłkami, zanim odnajdzie miłość, której zawsze pragnęła.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Jako lekko satyryczne kino o dorastaniu sprawdza się. Jednak tego szturchania, mrugania okiem i teatralności jest czasami za dużo, widać szwy i umowność. 6

Ekranizowanie literatury Jane Austin wydają się być never ending story. Dotyczy to również pozycji Emma, którą prezentowano już w najróżniejszych tonacjach, będąc bliżej literatury lub specjalnie polemizując z nią i budując coś innego na jej kanwie. Emma niestety cierpi trochę na dezorientacje jaką drogą podążyć. Obiecująco zapowiada się jako dziarskie i charyzmatyczne kino, ale niestety chwilami krew krzepnie, a puls bije teatralnie. Czujemy strategię i umowność świata z oddali, jakbyśmy przyglądali się cudzej zabawie lalkami. To kino nie do końca oddające skutecznie zadziorność Emmy, ale próbujące pokazać poprzez małe wtrącenia i pogłębienie pewnych relacji aktualność filmu w obecnej rzeczywistości. Jednak w większości sytuacji mamy do czynienia, mimo kilku mrugnięć, z porcelaną i niespecjalnie się wyróżnia wśród filmów kostiumowych.

Emma (2020) - Anya Taylor-Joy

Razem z Emmą uczestniczymy w jej niekończących się cwanych i sprytnych zabawach w swatkę. Jest przebiegła, inteligentna, zdecydowanie nie utożsamia swojego szczęścia z posiadaniem męża. Niewątpliwie wyróżnia się wśród innych kobiet ze swojego środowiska i ma tego całkowitą świadomość – swojego intelektu, wiary w możliwość niezależności i jej niewątpliwej wartości. Przez swoje dłubanie w cudzych relacjach, poczucie wyższości i przekonanie o nieomylności Emma doprowadza do kilku skandali oraz zniechęca do siebie wielu, nawet bliskich jej ludzi. Jednak nadejdzie moment refleksji, gdyż często zamiast pomocy widać w tym rozleniwienie i chęć dominacji nad innymi ludźmi. Sama Emma uświadomi sobie swoją omylność, kiedy zrozumie, że wcale nie z odwagi, a chwilami ze strachu o nieprzewidywalność życia próbuje reżyserować cudze. Jak się okaże, uczucia mają naturę bardzo anarchistyczną i potrafią być ponad rozkazami swojego właściciela.

Ciężko, by utwór adaptowany, tak wiele razy znalazł jakąś lukę narracyjną, w której jeszcze nie został opowiedziany. Emmie udaje się to na poziomie kreacji połowicznie– nie zawsze celnie, ale z wyobraźnią. Chce być kinem bezpruderyjnym i uzyskuje to w soczystych dialogach, jednak czasami wybiera dosłowność, co wtedy obniża akcje filmu. Portret samej bohaterki, trzymającej lejce w miasteczku jest mało zaskakujący, mimo wyrazistej i temperamentnej kreacji Anya Taylor – Joy.. Ewoluuje w znanym i dosyć oczywistym kierunku. Na poziomie adaptacji dzieła dostajemy zmiany, które trochę mają ocieplić wizerunek Emmy, uczłowieczyć ją, jak gdyby i zwrócić uwagę nie tylko na tytułową bohaterkę, a o różnych wyzwaniach w budowaniu uczucia opowiadać na przykładzie innych postaci. Te rozszerzenie perspektywy jest najciekawszym zabiegiem w tej niewymagającej, psychologicznej rozgrywce, ponieważ interesuje nas ktoś więcej, niż Emma i jej humorki.

Emma (2020) - Anya Taylor-Joy

Emma sprawdza się o wiele lepiej oczywiście jako rozrywka. Te wszystkie szturchnięcia mają swój szczeniacki urok i nie są cukrem w cukrze, jak nijaka wersja Emmy Douglasa McGratha z Gwyneth Paltrow, gdzie jest sama sacharoza. Tutaj mamy mocno wykoncypowany świat wizualnie oczywiście, świadomie przerysowany i wystylizowany, ale film bronią postaci i nastrój nie zawsze jednoznaczny. Czasami widać jednak nadmierną teatralizacją i widoczne szwy filmu.

Jako lekko satyryczne opowiadanie o nastoletniej Emmie i przekonaniu o niewinności swoich działań, powodującej często irytację, nieroztropności oraz emocjonalnej niekonsekwencji, a potem uderzenia się samej po palcach, to działa. Skoncentrowanie się nie tylko na zabawach w kupidyna, powoduje że sprawdza się to jako kino o dorastaniu, niezobowiązujące, ale trochę Lady Emma, zamiast Bird. Jest dynamicznie, figlarnie, ale poziom żartu jest nierówny, a proporcje lekkości i warstwy do zastanowienia się są nierówne. Czasami jest za mało subtelnie, ale Emma przypomina, że Jane Austin była postacią idącą nie w kontrze do uczuć, ale jednoznacznej definicji szczęśliwej kobiety w tamtejszych czasach oraz opowiadała o skomplikowanych relacjach z inteligentną kąśliwością i epizodyczną kpiną.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 1
esnufkin

Jane Austen, nie "austin".

Proszę czekać…