Ratched

4,3
Ratched to trzymający w napięciu serial Ryana Murphy’ego i Iana Brennana opowiadający historię Mildred Ratched, pielęgniarki ze szpitala psychiatrycznego. W 1947 roku Mildred przybywa do Północnej Kalifornii w poszukiwaniu pracy w najlepszym szpitalu psychiatrycznym, gdzie przeprowadza się nowe i niepokojące eksperymenty na ludzkim umyśle. Wówczas wydaje się, że Mildred ma cechy idealnej pielęgniarki, jednak w miarę, jak wsiąka w system opieki na chorymi psychicznie pacjentami i poznaje ludzi, którzy do niego należą, przez jej wymuskany styl zaczyna przezierać tlący się w niej od dawna mrok. Okazuje się, że nikt nie rodzi się potworem — potworem można się stać.
Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

Ratched i Lot nad kukułczym gniazdem rozgrywają się chyba w dwóch alternatywnych wymiarach czasowych. 4

Ratched. “Prequel Lotu nad kukułczym gniazdem” - powiedzą twórcy. “W którym momencie?” - zapytam.

Ryan Murphy stopniowo zaczyna wypuszczać nowe projekty w tempie Patryka Vegi. Parę miesięcy temu swoją premierę miał serial Hollywood. Teraz twórca powraca na platformę Netflix w nowym przedsięwzięciu. Niestety, wspomniana “nowość” dobrze i wiarygodnie wypada jedynie w materiałach promocyjnych. W istocie bowiem Ratched prezentuje się niczym odrzucony scenariusz American Horror Story albo American Crime Story. Popełnia przy tym takie same klisze i błędy. Spodziewałem się tego, śledząc zwiastuny i fotosy z serialu. Bardziej zdziwiła mnie natomiast fabuła kolejnego “Netflix original series”. Tym razem Ryan Murphy sięgnął po klasykę. Klasykę “kina i literatury” poinformował mnie napis w czołówce serialu i bardzo dobrze, ponieważ sam w trakcie seansu w życiu nie doszedłbym do takiego wniosku. Tytułowa postać to nie kto inny, jak siostra Mildred Ratched z Lotu nad kukułczym gniazdem. Znienawidzona przez tłumy widzów pielęgniarka, znęcająca się nad pacjentami w szpitalu psychiatrycznym. Ucieleśniony symbol władzy totalitarnej. Czy któraś z tych cech kobiety trafiła do serialu? A może Ratched stylistycznie albo merytorycznie sparowała się ze swoim materiałem źródłowym? Nic z tych rzeczy. Ratched i Lot nad kukułczym gniazdem rozgrywają się chyba w dwóch alternatywnych wymiarach czasowych.

Nie krytykuję Ratched za sam koncept albo realia fabularne. Amerykańska popkultura zwykle rozwija dochodowe marki. Podobnych tytułów namnożyło się zatem sporo w przeciągu kilku ostatnich lat (np. Bates Motel – prequel ikonicznej Psychozy; The Jesus Rolls – spin-off kultowego Big Lebowski). Skoro jednak twórcy biorą na warsztat ten tytuł, a nie inny, po cichu liczyłem, że Ratched chociaż zahaczy o rejony kina zaangażowanego. Minimalnie będzie próbowała nawiązać do swojego tekstu macierzystego. W serialu można było przecież przenieść społeczny wydźwięk Lotu nad kukułczym gniazdem w inne realia historyczne albo podjąć się wiarygodnej próby opowiedzenia o aktualnych problemach trawiących świat. Tych na pewno nie brakuje. Najgorsza sytuacja społeczna Stanów Zjednoczonych od czasów wojny secesyjnej aż prosi się o przetworzenie w rękach takiego reżysera i scenarzysty, jakim bez wątpienia jest Ryan Murphy. Niestety, poza pulpową makabreską, serial Ratched ma nam niewiele do zaoferowania. To powtórka z 2. sezonu American Horror Story - celująca bardziej w thriller psychologiczny niż w gatunkową szufladkę kina grozy.

Jak przystało na tytuł wyprodukowany przez Ryana Murphy’ego, niemal każdy wątek Ratched skupia się na mniejszościach społecznych. Dużo tutaj treści LGBT oraz głosu w sprawie złego traktowania Afroamerykanów przez białych. Dodatkowo powojenne realia szpitalu psychiatrycznego, w których rozgrywa się fabuła serialu, demaskują, że niespełna 100 lat temu homoseksualizm był niesłusznie traktowany jako choroba psychiczna i leczony bestialskimi metodami ówczesnej medycy. Takie momenty odnajdują faktyczne odbicie we współczesnych realiach. Niestety. Przestałem już wierzyć Murphy’emu w reprezentowane przez niego ideały. Twórca zbudował na fundamencie współczesnych mniejszości popkulturowe klisze. Sięga po nie w niemal każdym projekcie. Te z tytułu na tytuł stają się coraz bardziej wyblakłe i tracą na wiarygodności. Ostatecznie w Ratched tworzy się chaos. Ideologiczny i formalny. Równość równo zostaje wtłoczona w szereg postaci. Każdy z antycypujących się bohaterów dostaje swój siermiężny stereotyp. I nawet przemiana tytułowej postaci nie działa tak, jak powinna.

Ryan Murphy zdejmuje maskę z potwora. Opowiada o przeszłości Ratched. Przedstawia okoliczności, prowadzące kobietę do punktu ukazanego w Locie nad kukułczym gniazdem. Dorabia jeden kontekst do postaci, która wcześniej mogła być odczytana wielowymiarowo. I chociaż “nowa” Ratched staje się w ten sposób intrygantką, konserwatystką oraz osobą skłonną przekroczyć każdą granicę, aby osiągnąć swój cel, to jednak nie mogę powiedzieć, by była w tym wszystkim szczególnie interesująca. Przede wszystkim jednak konwencja Lotu nad kukułczym gniazdem zupełnie nie pasuje do glamowego przeestetyzowania Ratched, w którym thriller gra główne skrzypce. To tak, jakby na podstawie głównego bohatera Amatora miał teraz powstać gangsterski spin-off.

Narracja znów szwankuje w serialu Murphy’ego. Cytaty z innych filmów mnożą się niczym w kinie Quentina Tarantino. Prędko jednak możemy się zorientować, że zapożyczenia z Lśnienia i jemu podobnych filmów nie prowadzą do niczego konstruktywnego, może poza uczynieniem całego serialu odrobinę “ładniejszym”. Formalna stylizacja Ratched na kino klasycznego Hollywoodu nie podrzucona niczego interesującego, poza sprzedaniem całości w ślicznym opakowaniu. Split-screen? U Briana De Palmy wyglądał "cool". Motyw romantycznych bandytów? Kłania się uwielbiany topos Bonnie i Clyde'a. Neonowe podświetlenie wizualizujące emocje bohaterów? Nie mam pojęcia, skąd wziął je Murphy. Na szczęście znikają z serialu tak szybko, jak każdy inny motyw na przestrzeni całego serialu. Koniec – jak przystało na tego twórcę - wzmaga niedosyt. Murphy na szybko zamyka wątki - zabija, kogo ma zabić; ucina czyjąś historię, kiedy ta robi się dla niego niewygodna. Postacie trzecioplanowe okazują się sprawować funkcję "deus ex machina". Główne postacie przechodzą błyskawiczne przemiany, które można tłumaczyć wszystkim, ale nie ma w nich za grosz psychologicznej wiarygodności.

Sądzę, że Ratched znajdzie swoją grupę odbiorców. Oryginalna produkcja Netflixa trafi w gust miłośników historii o seryjnych mordercach. Na te szczególnie ostatnio panuje moda w mainstreamie. Muszę was jednak ostrzec, że twórca patrzy na osoby chore psychiczne okiem popkultury. Odbiera im człowieczeństwo i zakłada halloweenową maskę. Nie liczcie na powtórkę z Mindhuntera. Fani twórczości Ryana Murphy’ego również znajdą w Ratched coś dla siebie – pod warunkiem, że zdążyli już zaakceptować ciągłe powtórzenia i rozczarowujące finały w jego serialach. Twórca żongluje bestialskim gore oraz nastoletnim wyobrażeniem o seksie - każdą z tych scen przedłuża w nieskończoność. Cytuje klasykę, jakby próbował komuś zaimponować. Ładnie to wszystko wygląda na stopklatce. Jednak kiedy wciskam “play” z serialu nie wynika nic więcej.

1 z 3 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 1
Bluejohn_26

@Corn1408 Jak, twoim zdaniem, twórcy mieli się skupić na "aktualnych problemach trawiących świat" i "najgorszej sytuacji społecznej Stanów Zjednoczonych od czasów wojny secesyjnej", skoro zarówno pandemia COVID-19 w USA jak i rozruchy rasowe po śmierci George’a Floyda miały miejsce już po zakończeniu zdjęć do serialu?

Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…