Śniadanie u Tiffany'ego 7.5

Ekranizacja powieści Trumana Capote. Nowojorski pisarz Paul 'Fred' Varjak (George Peppard) poznaje przybyłą z prowincji dziewczynę Holly Golightly (Audrey Hepburn) i wprowadza ją w świat zwariowanego towarzystwa z wyższych sfer...

Zgłoś naruszenie Klip #2

Komentarze 8

Pajo23 7

Audrey Hepburn – uczta dla oka w tym klasyku.

Garret_Reza_fdb 7

http://tinyurl.com/gu65a6c N, powtórka. Sprawdza się jako lekki, ciepły film, jak i reklama powieści.

YanYool99 8

Czym wyróżnia się ten film od innych z Hepburn? Lekkością? Nie wiem. Końcówka może i romantyczna ale sztampowa. Za to kot bez imienia to genialny aspekt.

Pitbull 10

Klasyka – Śniadanie u Tiffany’ego to ten film który muszę obejrzeć przynajmniej 2 razy w roku.

Zobacz wszystkie 4 odpowiedzi Ukryj odpowiedzi
justangel Pitbull 6

A ja obejrzałam raz i na całe życie mi wystarczy.
Owszem, klasyka, ale mnie jednak mimo wszystko nie przekonał. Audrey działała mi na nerwy, była słodka i głupiutka do znudzenia. Film ma specyficzny, trochę chyba bajkowy klimat, który nie przypadł mi do gustu.
Ocena 6/10 – tylko – wg. mnie takie klasyki powinny być o niebo lepsze.

Pitbull Pitbull 10

Mi film bardzo się podobał, ale rozumiem moi koledzy i koleżanki też mówią że to jest film na raz, ale dla mnie to jest geniusz kinomatografi.

justangel Pitbull 6

Podobno to jest genialny film, ja tam nie wiem nie zauważyłam;)
Rola Audrey zapisała się na pewno w historii kina, a sama postać przez nią grana stała się ikona popkultury – ostatnio nawet widziałam jej zdjęcie na pudełku na biżuterię. Faktycznie obraz jest bardzo plastyczny, i to duży plus filmu.

missblair Pitbull 10

Ja widziałam dzisiaj pierwszy raz, chociaż od dawna 'polowałam' na ten film w tv.
Generalnie nie zawiodłam się. Jak na tak długie oczekiwanie i pięć gwiazdek (czyli max) chęci obejrzenia to jest bardzo okej. Co prawda faktycznie film przesłodzony, mało prawdopodobny i momentami wręcz absurdalny, ale całość ma w sobie urok, który to wszystko rekompensuje.
Sądzę, że wrócę do niego jeszcze, i to nieraz. Może nawet dostanę gdzieś wydanie dvd, byłoby cudownie.

W końcu pannie Blair nie przystoi nie uwielbiać "Śniadania…" ; ).