Sexify

5,9
6,3
Programistka Natalia chce stworzyć aplikację erotyczną. Postanawia poprosić o pomoc przyjaciółki z uczelni.
filmoznawczyni 🎬

"Sexiify" ma potencjał, aby stać się serialem, który wypełni pewną niszę gatunkową na rynku okupowanym przez milenialsów. 6

Najnowszy serial Kaliny Alabrudzińskiej i Piotra Domalewskiego pt. „Sexify” czerpie pełnymi garściami ze spuścizny najtisowych amerykańskich komedii dla młodzieży i popularnych high school drama, tworząc swoistą parodię gatunków wzbogaconą w całą masę polskich smaczków, a nawet zdrowych feministycznych treści. Po premierach „Wszyscy moi przyjaciele nie żyją” oraz „W lesie dziś nie zaśnie nikt” jestem przekonana, że w polskim kinie mamy już do czynienia z pewnym trendem, który skutecznie dzieli społeczeństwo na pół. „Sexify” bez wątpienia zaskarbi sobie zarówno rzeszę oddanych fanów, jak i zażartych wrogów, a opinie na jego temat wpiszą się w definicję społecznej polaryzacji. „Sexify” ma potencjał, aby stać się serialem, który wypełni pewną niszę gatunkową na rynku okupowanym przez milenialsów. Być może trafi również w gusta nieco starszego pokolenia, które spojrzy na ową historię z dystansem, przez pryzmat sentymentu do czasów studenckich.

Fabuła „Sexify” rozpoczyna się niczym swoisty pokaz popkulturowych klisz, które pojawiają się na ekranie jedna po drugiej, pozostawiając widza z irytującym uczuciem deja vu. Trzy główne bohaterki - rzecz jasna - pochodzą z zupełnie różnych światów. Natalia (Aleksandra Skraba) jest nerdzicą i introwertyczką, Paulina (Maria Sobocińska) grzeczną córeczką, kierującą się w życiu katolickimi wartościami, a Monika (Sandra Drzymalska) buntowniczką i emancypantką z prawdziwego zdarzenia. Bieg wydarzeń, który ma miejsce na uczelni sprawi, że trójka młodych kobiet będzie musiała połączyć siły, aby z sukcesem ukończyć studia i zamknąć w swoim życiu pewien rozdział. Kluczem do rozwiązania ich problemów okaże się seks, a właściwie seks-apka, która pomoże zoptymalizować kobiecy orgazm. Jak można się szybko domyśleć, kontrowersyjne przedsięwzięcie realizowane pod okiem jednego z wykładowców okaże się czymś znacznie więcej niż dyplomową pracą badawczą – a mianowicie prawdziwą ścieżką do samopoznania w świecie miłosnych uniesień zarówno dla tych mniej, jak i bardziej doświadczonych.

Schematyczność i zjawisko „stereotypizacji absolutnej” w pierwszych odcinkach bywa nie do zniesienia i prawdopodobnie stanie się momentem, w którym część widzów najzwyczajniej w świecie sięgnie po pilota, aby zmienić koncepcję filmowych planów na wieczór. Dobra wiadomość jest taka, że dla wytrwałych serial ma do zaoferowania znacznie więcej niż się początkowo wydaje. W momencie, gdy nasze bohaterki przechodzą pewnego rodzaju przemianę, zmienia się również cały serial, a dokładnie mówiąc jego tempo i zaangażowanie. „Sexify” momentalnie staje się bardziej zjadliwe! Aktorki umiejętnie przenoszą na ekran wszelkie unikalne dziwactwa swoich bohaterek, wprowadzając naprawdę przyjemną dynamikę. Solidna „babska wspólnota” i idea siostrzeństwa przedstawione w „Sexify” są angażujące i zdrowe, a dziewczyny, które na początku wydawały się być jedynie polskim synonimem amerykańskich odpowiedników, dają nam się polubić. „Sexify” wykonuje całkiem rzetelną robotę, wyrażając wszelkie udręki kobiecych doświadczeń seksualnych, równocześnie nie odbiegając od lekkiego, komediowego formatu. Serial koncentruje się głównie na kobiecym punkcie widzenia i czerpie inspiracje z kobiecych fantazji seksualnych, co jest wciąż oryginalną perspektywą tworzenia historii tego pokroju. Jednakże nie da się ukryć, że drugoplanowi bohaterowie płci męskiej swoim urokiem i charyzmą świetnie wypełniają wszelkie luki i niedociągnięcia ze strony aktorek pierwszoplanowych – wielki ukłon w stronę Jana Wieteski i Sebastiana Stankiewicza! Nie sposób nie wspomnieć również o ścieżce dźwiękowej autorstwa Jimka, czyli Radzimira Dębskiego. Jest to jego kolejny imponujący wkład twórczy po „W lesie dziś nie zaśnie nikt”, który żyje w owych produkcjach własnym życiem na zasadach pełnoprawnego bohatera. Miksowanie dialogów z sekwencjami muzycznymi to mistrzostwo świata!

„Sexify” promowane było jako polski odpowiednik „Sex Education”. Fani owego serialu mogą się jednak mocno rozczarować, bo oprócz kilku analogii takich jak motyw inicjacji seksualnej, czy odkrywania własnej tożsamości oraz przysłowiowych mrugnięć okiem (matka Moniki grana przez Małgorzatę Foremniak jest ewidentnie inspirowana postacią, w którą wcieliła się Gillian Anderson), serial ten idzie swą własną mniej lub bardziej oryginalną drogą. Dużym zaskoczeniem było dla mnie czułość i wyrozumiałość, z jaką twórcy podeszli do swoich postaci, nie oceniając bagażu ich doświadczeń seksualnych lub ich całkowitego braku. „Sexify” łamie powstały w latach 90. krzywdzący stereotyp niezdarnego prawiczka i nieśmiałej dziewicy, odcinając się grubą kreską od tego szkodliwego trendu w świecie komedii. W zamian przemyca on truistyczne, lecz jakże trafne dla tej konwencji przesłanie, że aby czerpać radość z seksu należy być na niego najzwyczajniej w świecie gotowym. Podczas seansu w mojej głowie pojawiło się bardzo dużo pytań: czy faktycznie chcemy, aby każda płaszczyzna naszego życia opierała się wyłączanie na badaniach naukowych? Dzięki lawinie aplikacji randkowych, które dały początek autonomicznemu i bardzo dochodowemu rynkowi usług, aplikacja Sexify posiada bardzo duży potencjał na przyszłość - w której poddajemy kobiecy orgazm algorytmowi, aby uzyskać jak najlepsze wyniki. Czy zmierzamy do świata, w którym romanse i ludzka intymność staną się jedynie formułami? To z pewnością zakrawa o scenariusz rodem z „Czarnego lustra”, jednak ma dużą szansę, aby się urzeczywistnić.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…