Normalni ludzie to współczesna historia miłosna podążająca śladami Marianne i Connella – dwojga młodych ludzi, którzy nieustająco krążą wokół siebie, odkrywając jak skomplikowana potrafi być młodzieńcza miłość. Oboje chodzą do tej samej szkoły w małym miasteczku w zachodniej Irlandii. Connell (Paul Mescal) jest lubianym, przystojnym i dobrze zbudowanym sportowcem. Marianne (Daisy Edgar-Jones) natomiast to dumna, wycofana i niepopularna samotniczka, która unika swoich kolegów i koleżanek z klasy, a na lekcjach kwestionuje autorytet nauczycieli. Między nastolatkami zaczyna iskrzyć, gdy Connell przychodzi, aby odebrać swoją matkę Lorraine (Sarah Greene) z pracy w domu Marianne. Bohaterów zaczyna łączyć dziwna i niezwykle silna więź, którą postanawiają ukryć przed rówieśnikami.
filmoznawczyni 🎬

Fizyczna intymność nie zaczyna się, gdy dłoń lub usta dotykają skóry drugiej osoby. Zaczyna się chwilę wcześniej. 8

Wszystkie przełomowe historie miłosne muszą być świadome przełomowych historii miłosnych, które je poprzedzały. Niezależnie od tego, czy jest to zakazane pożądanie będące siłą napędową „Romea i Julii” i „Wielkiego Gatsby’ego”, czy też chaotyczna pasja napędzająca „Bonnie and Clyde” i „Urodzonych morderców”, wielkie romanse wszelkiej maści rodzą się z tych samych uniwersalnych emocji, które generują zarówno niewinny flirt, jak i relacje na całe życie. Miłość znajduje wiele form, ale pozostaje w centrum każdego love story. Aby ponownie rozpalić niepohamowany płomień, każda twórcza idea musi po prostu pogodzić się z pewnego rodzaju wtórnością, a następnie znaleźć istotne powody, aby powtórzyć się na ekranie po raz kolejny.

To, co stare, znów jest nowe, a „Normalni ludzie” dają temu wyraz w 12 poruszających 30-minutowych odcinkach. Śladem wyżej wspomnianych historii miłosnych tworzą fascynujący romans poprzez swoją własną specyfikę i unikalność, okazując wielkie współczucie dla swoich protagonistów i jednocześnie zachęcając ich do dzielenia się czymś więcej niż tylko jednym uczuciem. Podziały klasowe, konstrukty społeczne, stereotypy dotyczące płci i stale zmieniająca się dynamika pomiędzy głównymi bohaterami są nieodłącznymi tematami powieści Sally Rooney i jako jedna ze scenarzystek i producentów wykonawczych dba o to, by każdy z nich pojawił się również na małym ekranie. „Normalni ludzie” to nie tylko godna adaptacja wspaniałej książki; to niezwykła historia miłosna, zarówno epicka, jak i niespotykanie intymna.

Serialowa adaptacja powieści śledzi bolesny, sekretny nastoletni romans Marianne i Connell’a, który staje się swoistym splątaniem - oboje rosną razem niczym kołek i winorośl, kształtując się wzajemnie. Historia, która obejmuje cztery lata ich życia, pełna jest wybuchów klarownych emocji, które sprawiają, że bohaterowie przyciągają i odpychają się, odpychają i przyciągają się jak libidinalne magnesy. Akcja „Normalnych ludzi”” rozgrywa się w małym miasteczku w zachodniej Irlandii, gdzie Marianne i Connell uczęszczają razem do jednego liceum. Marianne jest bogatą outsiderką, wyśmiewaną przez rówieśników ze wszystkich możliwych powodów; jest zbyt mądra, jak na swoje otoczenie. Marianne często mówi bez ogródek, zadając nauczycielom trudne pytania, tak jakby byli tylko zwyczajnymi ludźmi, a nie szanowanymi autorytetami, co jest źródłem powszechnej irytacji zarówno wśród pedagogów, jak i szkolnych kolegów i koleżanek. „Cóż, nie zgadzam się, aby kontrolowano moją każdą myśl, działanie i emocję, jak w jakiejś autorytarnej fantazji” - mówi Marianne, kiedy musi zostać za karę po lekcjach. Connell odpowiada. „To tylko szkoła. Wszyscy mają pod górkę. Nie jesteś wyjątkową pod tym względem.”- jednak nietrafność tego stwierdzenia szybko da się we znaki. Connell nie jest wyrzutkiem tak jak Marianne; dogaduje się z prawie każdym i przedkłada lojalność nad wytykaniem innym nieprzyzwoitości i błędów. Kiedy jego przyjaciele naśmiewają się z Marianne, nie obiera żadnej ze stron. Connell rozpoznaje stopień hierarchii, na którym znajduje się dziewczyna, i zdaje sobie sprawę, że jeśli sięgnie w dół, aby pomóc jej się podnieść, narazi na szwank swoją reputację.

Innymi słowy, Marianne i Connell pochodzą z różnych środowisk i są przeciwstawnymi osobowościami, lecz kiedy chłopak przyjeżdża po swoją matkę, która sprząta w domu rodzinnym dziewczyny, między dwojgiem nastolatków narasta osobliwe napięcie, które szybko przeradza się w niepohamowane pożądanie. Przyciąganie między nimi jest wzajemne i obezwładniające, a kiedy są sami, owe różnice rozpływają się w powietrzu. Stają się sekretnymi kochankami, udając, że nic ich nie łączy, kiedy mijają się na szkolnych korytarzach - co rzekomo ma ułatwić im życie, w szczególności Connell’owi, który poddaje się presji rówieśników. Gdy Marianne i Connell dorastają, ich losy przeplatają się co jakiś czas, kiedy uczęszczają na uniwersytet w Dublinie, a później przenoszą się do różnych miast. Intymny sposób, w jaki znają swoje ciała, wiąże ich ze sobą. „Bycie z nią sam na sam to jak otwieranie drzwi od normalnego życia, a następnie zamykanie ich za sobą” - każde ich spotkanie jest podróżą przez ten pokój za zamkniętymi drzwiami, który pozwalają sobie odkrywać z dala od wścibskich oczu innych ludzi.

Pierwszych sześć odcinków wyreżyserował Lenny Abrahamson, autor głośnego „Pokoju”, a ostatnich sześć Hettie Macdonald, która przez lata pracowała w telewizji przy takich projektach, jak „Doctor Who”. Ci reżyserzy, wraz z autorami zdjęć Suzie Lavelle i Kate McCullough, tworzą wizualny styl całej produkcji, który dosłownie kształtuje ramy relacji głównych bohaterów. Tutaj leżą w łóżku, patrząc w sufit; tam, każdy z nich jest odizolowany w samym środku kadru, wpatrując się prawie bezpośrednio w kamerę. Gdy patrzą się na siebie w kawiarni są uwięzieni po zewnętrznej stronie kadru, rozmawiając na skraju tego, co widzimy na ekranie.

Fizyczna intymność nie zaczyna się, gdy dłoń lub usta dotykają skóry drugiej osoby. Zaczyna się chwilę wcześniej. Podczas seansu, który pochłonął mnie do reszty, ta myśl była nieodłączną towarzyszką moich rozważań. W „Normalnych ludziach” nieustannie widzimy, jak para bohaterów trzęsie się z ekscytacji, gdy są w swoim towarzystwie. Obserwowanie, jak Marianne i Connell ożywają na ekranie, ich rumieńce i westchnienia, tak pięknie oddane przez Daisy Edgar-Jones i Paula Mescala zmusiły mnie do wielokrotnego przepracowanie tej boleśnie intymnej historii. Nawet gdy twórcy w pewnych momentach stawiają ciała bohaterów w centrum, serial uświadamia nam, że dotyk lub jego odmowa to coś, co wykracza daleko poza dosłowny kontakt fizyczny. Relacja Connell’a i Marianne nieustannie ewoluuje przez lata studiów, nieustannie rodząc się na nowo. Podziały wewnętrzne i zewnętrzne, te dostrzegalne i odczuwalne, rozdzielają ich i łączą. Daisy Edgar-Jones i Paul Mescal mimo młodego wieku mają niesamowitą kontrolę nad swoimi postaciami. „Normalni ludzie” stawiają im wysoką poprzeczkę, nie tylko w szczerych, bolesnych rozmowach, które prowadzą między sobą, ale także podczas naprawdę wielu scen seksu na ekranie. Oba te aspekty wymagają różnego rodzaju autentyczności i wrażliwości, a duet sprawdza się w tym zadaniu znakomicie, malując surowy obraz najgłębszych ludzkich niepewności i lęków.

Seksualność na ekranie jawi się tu jako artystyczna ekspresja, a nie popkulturowo pojmowana erotyka. Aktorzy odgrywają wyczerpanie i podekscytowanie niewiele więcej niż spojrzeniem lub małym gestem, co sprawia, że sceny zbliżeń są jeszcze bardziej odkrywcze. Młode talenty nigdy nie są bardziej wyraziste niż wtedy, gdy Connell i Marianne są ze sobą sam na sam. Podczas ich pierwszego wspólnego spotkania nerwy powoli ustępują miejsca pożądaniu, a każde kolejna interakcja daje wgląd w to, co dzieje się w ich głowach, a także w to, co dzieje się między nimi na konkretnym etapie ich związku. Edgar-Jones nagradza naszą uwagę wspaniałym występem, który oddaje każdą małą i dużą emocję, jakiej doświadcza Marianne. Uwielbiałam ją obserwować i patrzeć, jak jej twarz zmienia się wraz z osobowością Marianne. Mescal jest objawieniem jako łagodna dusza, która wyrosła w zbroi dostosowanej do własnej płci. W chwilach załamania swojego bohatera, aktor wyzwala przerażenie kryjące się za wyluzowaną osobowością Connella, w sposób, którego nie da się zapomnieć. Niezapomniana jest również chemia oddziałująca między nimi, która wbrew pozorom w tej formie nie jest czymś powszechnym na ekranie.

Tradycyjne sceny seksu często ignorują sposób, w jaki ludzie faktycznie zdejmują ubrania, nieco niezręcznie i przerywając; jak nawigują i negocjują, a potem milczą. Większa swoboda w przedstawieniu tej sfery życia w sposób głęboko przemyślany, może w rzeczywistości zaowocować scenami seksu, które wydają się, jakby miały powód, by tam się znaleźć; jakby dodawały coś do historii; jakby były tam potrzebne. Jest tu szacunek do wagi fizyczności dla więzi, którą łączą Connell’a i Marianne, nie dlatego, że ich związek dotyczy wyłącznie lub nawet głównie seksu, ale dlatego, że jest to jeden ze sposobów, w jaki wracają do siebie raz po raz – za każdym razem trochę inaczej. Zbliżenia i ciężki oddech sprawiają, że trudno jest zasugerować, co się właściwie dzieje. Jest to rodzaj wizualnej synekdochy, w której bliskość kamery wyraża intymność bohaterów.

Tak, „Normalni ludzie” mają wszystkie cechy opery mydlanej dla nastolatków, ale Edgar-Jones i Mescal są tak cholernie dobrzy, tak biegli w przedstawianiu postaci w całej ich zniechęcającej złożoności, że widzowie będą całkowicie pochłonięci relacją na linii Marianne-Connell z całym jej łamiącym serce inwentarzem – z frustracjami i transcendentnymi przyjemnościami. W gruncie rzeczy historia opowiedziana w serialu dotyczy tego, co ludzie robią z całym tym bólem, jaki sobie zadali. Ostatecznie Marianne i Connell odkrywają, że najokrutniejszym ciosem w życiu jest to, że wraz z upływem czasu, który leczy stare rany, pojawiają się nowe, a nieuchronność tego często tłamsi normalnych ludzi.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Proszę czekać…