Siły Kosmiczne

6,3
5,7
Mark R. Naird (Steve Carell) to zasłużony pilot i generał najwyższego stopnia marzący o objęciu dowodzenia nad Siłami Powietrznymi USA. Ku swojemu zaskoczeniu ma jednak stanąć na czele nowo utworzonego szóstego rodzaju armii, czyli Sił Kosmicznych. Choć Mark jest do tego pomysłu nastawiony dosyć sceptycznie, razem z rodziną przeprowadza się do odległej bazy w Kolorado. Tam razem z ekipą barwnych naukowców i astronautów podejmuje się zadań zlecanych przez Biały Dom, takich jak szybkie (ponowne) lądowanie na Księżycu czy uzyskanie całkowitej dominacji w przestrzeni kosmicznej.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Siły kosmiczne mają często za mało siły na swoje pełne absurdu i prześmiewczości opowiadanie. Nierówno leci ta rakieta. 5

Siły kosmiczne chcą być absurdalne, ale jednak więcej w tym dezorientacji i wiele narracyjnych zerwań. Ma być bardziej ostro i sarkastycznie oraz szyderczo z barbarzyństwa polityki, fachowców i demaskować nieciężko całą tą hucpę irracjonalności wysyłania na inną planetę gatunku, który nie radzi sobie ze swoją. Niestety zbyt mało to naostrzona krytyka i kpina, ale są błyskotliwe momenty, cięte riposty. Jednak ta rakieta ma za mało paliwa kreatywności. Za bardzo jednak trzyma się ziemi i czasami wycofuje.

Mamy pewną futurystyczną wizję, możliwe, że niedaleką. Powstaje nowa formacja armii USA - Siły kosmiczne. Generał Narid reaguje, jak reszta okrągłego stołu na to śmiechem, jednak chwilę później zmienia minę, kiedy dowiaduje się, że to on będzie kierował jednostką. Zasłużony pilot ma zaangażować się w przedłużenie amerykańskiego snu, czyli zuchwałości w pełnym obliczu - dominacji już nie tylko na Ziemi. Narid to człowiek honoru i dyscypliny, więc mimo sporych wątpliwości wyjeżdża do tajnej bazy w Kolorado z rodziną, zaczynając nowy, kosmiczny w różnych tego słowa znaczeniu rozdział w swoim życiu. Partneruje mu Dr Adrian Mallory, który naturalnie będzie z początku kompletnym zaprzeczeniem generała. To człowiek nauki, mający mało elastyczny kręgosłup moralny, a Narid to człowiek raz impulsywny, a raz po prostu odważny i sensownie ryzykujący, działający. Panowie potrzebują siebie nawzajem, a wiedza jednego plus siła przebicia drugiego i znajomość kulisów rządowych przepychanek stworzy silny i uzupełniający się tandem.

Siły kosmiczne niestety wydają się od początku nie dźwigać pomysłu i mocno błądzą na tej orbicie, bo z jednej strony brakuje im energii na wejście w obłęd, a z drugiej są zbyt odklejone od konsekwentnej i stabilnej narracji oraz powagi, by wprowadzić jakieś mocne akcenty komentujące rzeczywistość. Dostajemy serial, który stoi w rozkroku. Mamy gabinet osobliwości pełnych niekompetencji, chęć wyśmiana amerykańskiego mocarstwa, popkulturowe wycieczki, ale te gagi się jakoś nie sklejają i przede wszystkim brakuje im prawdziwego rdzenia prowadzenia opowiadania. Relacje są wątłe, trochę tworzone na poczekaniu, dosyć chaotyczne i wpisując to w regułę lekkości tej produkcji, to i tak nie jest usprawiedliwienie. Bo jeżeli nie ma dalszego wymiaru za żartem, to żart musi być skonstruowany skutecznie i celnie, a ten często jest trochę siermiężny albo bardzo przewidywalny. Jest czasami aż za umownie.

Są jednak momenty, które działają. Bezwzględność i bezwstydność amerykańskich rządzących, a raczej ignorancja przez polityków obywateli jest tutaj ciekawie naszkicowana. Jednak za mało tutaj werwy i bezkompromisowości, jakby ktoś jednak w przeciwieństwie do głównego bohatera wahał się pójść na całość. Jest też kilka barwnych postaci, konstruowanych na udanym przerysowaniu. Mamy PR-owca, który obsesyjnie tweetuje i jest w tej postaci moc. Tak samo jest w przypadku doktora zagranego przez Johna Malkovicha, którego osobliwość i używanie umysłu na początku zdecydowanie irytuje wytresowanego na szybkie akcja - reakcja amerykańskiego generała. Jego postać ewoluuje i nieprzewidywalność tego aktora oraz umiejętność wydobycia z siebie szaleńca trochę kolaboruje z nastrojem z Tajne przez poufne. Pojawia się uczucie obserwowania wielu niewłaściwych ludzi w niewłaściwych miejscach, co jest znakiem firmowym w poetyce braci Coen, jednak to pojedyncze wystrzały takich odniesień. Najbardziej jednak uwiera nierówność postaci Stevena Carella. Jego komiczny potencjał i oferta nie ma końca, co wielokrotnie udowodnił. Tutaj mocno nad sobą panuje i się wycofuje dla poważniejszych momentów, ale to tylko szkodzi i twórcy trochę nie wiedzą, jak nam przedstawić jego postać. Nie chodzi o domaganie się The Office 2.0, ale o brawurę niezbędną, by z tak obiecującego pomysłu stworzyć co nas rozpali i spowoduje zakwasy od śmiechu. Oczywiście jest kilka mrugnięć okiem do entuzjastów Michaela Scotta.

Siły kosmiczne to taki szybki lot, chwilami zaskakujący, jednak nie odkrywa nowych planet w gatunku komediowym i nie radzi sobie zawsze z tą udawaną powagą. Siły kosmiczne często za mało mają siły na swój nieszablonowy pomysł.

1 z 2 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…